fot. pixabay.com

[FELIETON] Schizma już jest

Progresiści różnej maści zasiadający na najwyższych stanowiskach kościelnych w Niemczech czy Belgii ani myślą zatrzymywać się w próbach „unowocześnienia” Kościoła za każdą cenę. Postawę tych wszystkich „reformatorów” Kościoła najcelniej podsumowują słowa ks. abp Fultona Sheena: „Ludzie postępowi pomylili krok naprzód z krokiem we właściwym kierunku. Zamiast dążyć do ideału, zmienili ideał i nazwali go postępem, zapominając, że nigdy nie dowiedzą się, czy robią postęp, czy nie, jeśli nie będą mieli stałego punktu odniesienia”.

Ostatnio głośno było o tym, że biskupi holenderscy z Flandrii ogłosili deklarację, w myśl której możliwe będzie błogosławienie związków homoseksualnych. Kiedy spadła na nich krytyka, zaczęli się tłumaczyć ustami swojego rzecznika, że to tylko modlitwa, która nie upodabnia takiego związku do małżeństwa. Tyle tylko, że czytając zaproponowane przez biskupów modlitwy, wyraźnie widać pochwałę dla takiej formy życia. Semantyczne sztuczki niczego nie zmienią.

Przechodząc do Niemiec, przewodniczący tamtejszego Episkopatu powiedział, że wielkim sukcesem jest Droga Synodalna. Dodał, że większość niemieckich biskupów chce reform i wyraził rozgoryczenie, że niektórzy próbują to zatrzymać. Podobnych przypadków otwartego zrywania z nauczaniem Kościoła w Niemczech i nie tylko jest bez liku.

Najbardziej przewrotnym argumentem używanym przez modernistów jest to, że wszystkie podejmowane przez nich działania mają na celu przyciągnięcie ludzi do Kościoła. Według takiego rozumowania wartość prawd wiary i zasad moralności katolickiej zależy od tego, na ile są atrakcyjne dla współczesnego człowieka. Prawda nie jest już kryterium, zastępuje ją popularność. Doktryna staje się zaledwie instrumentem pomagającym zyskiwać popularność. Jedno jest pewne – w takim przypadku nie mamy już do czynienia z Kościołem, tylko z populistyczną partią polityczną.

Zgodnie z przytoczonymi na wstępie słowami ks. abp. Sheena, według progresistów nie ma nic stałego. Postrzegają oni Kościół niczym byt z plasteliny, który można dowolnie ugniatać i nadawać mu nowe kształty wedle własnego, fałszywego rozeznania. Aby jednak nadać tej wizji autorytetu, mówią, że wsłuchują się w głos Ducha Świętego. Zapominają tylko, że Duch Święty nie może przeczyć sam sobie. W gruncie rzeczy, gdyby przyjąć optykę progresistów, to trzeba uznać, że przez 2 tysiące lat Kościół tkwił w jakimś olbrzymim błędzie, nauczając wszystkich tych prawd, które dziś miałyby zostać przekreślone.

Patrząc na to, co się dzieje, wiele osób duchownych i świeckich przestrzega przed schizmą. Tyle tylko, że tak naprawdę ta schizma już jest. Co prawda nie dokonała się na poziomie prawnym, jednak odrzucenie oficjalnej nauki Kościoła jest na tyle głębokie, że trudno tu mówić o jedności w wierze. Czy jeszcze da się to naprawić, tego nie wiem, jednak pierwszym krokiem do zmierzenia się z tym problemem jest uświadomienie sobie, że schizma to nie możliwy scenariusz, ale rzeczywistość.

Grunt pod taką sytuację był niestety przygotowywany od dekad, a zwłaszcza od lat 60. ubiegłego wieku. Herezja modernizmu była co prawda obecna już dużo wcześniej, okres posoborowy był jednak czasem wielkiego zamieszania doktrynalnego i zbytniej pobłażliwości wobec tego problemu. Wypaczony duch soboru był usprawiedliwieniem dla wielu bardzo szkodliwych działań, o których można by napisać całe książki. Dziś niestety mamy tego owoce.

Oczywiście, że Kościół to wszystko przetrwa. Jeśli przetrwał sytuację, kiedy w czasach soboru nicejskiego większość biskupów nie wierzyła w to, że Chrystus jest Bogiem, to tym bardziej dzisiejsze problemy nie są mu straszne. Tu chodzi jednak o dobro duchowe wiernych. O tych wszystkich, którzy widząc całe to zamieszanie, zaczynają wątpić, gdzie leży prawda. Dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby na łonie Kościoła przestał się rozwijać  w sposób nieskrępowany swoisty pseudokościół i żeby każdy wiedział, w co należy wierzyć. Być może potrzeba dziś oficjalnego i uroczystego przypomnienia wiary Kościoła, czegoś na wzór Wyznania wiary Ludu Bożego, które wypowiedział papież Paweł VI w 1968 r. na placu św. Piotra. Od tamtej chwili minęło ponad 50 lat, ale posoborowy zamęt doktrynalny, moralny i liturgiczny wciąż nie minął, tylko wręcz się nasilił.

Wojciech Grzywacz/RIRM

drukuj
Tagi:

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl