wizualizacja: AI

[Jestem w Kościele] Indeks słów zakazanych

Wszyscy pewnie słyszeliśmy o owianym złą sławą Indeksie Ksiąg Zakazanych, który stworzył Kościół, aby chronić wiernych przed treściami sprzecznymi z Magisterium. Choć dziś Indeks w zasadzie nie obowiązuje, to niektórzy podchwycili jego ideę. Co zaskakujące, są to środowiska, które określają się mianem „Kościoła otwartego”. Stworzyli oni nieformalny zbiór słów i pojęć, na które reagują alergią i których nie wolno używać, bo w ich mniemaniu są nieewangeliczne i sprzeczne z Objawieniem, tak jak oni je rozumieją. Tak więc Ci, którzy krytykują przedsoborowy Kościół za jego rzekome zacofanie i sztywność, tak naprawdę w pewnym sensie dziś sami posługują się jego metodami.

Przejdźmy do rzeczy – co znajduje się dziś w indeksie „Kościoła otwartego”? Poczesne miejsce zajmują tam kategorie związane z rzeczami ostatecznymi – wieczne potępienie, piekło, a nawet sąd. Cytując klasyka – „nie wolno o tym mówić, to niedobra jest”. Odrzuciwszy oparte na Tradycji i Piśmie Świętym fundamentalne prawdy wiary, że po śmierci każdego czeka sąd, a po nim niebo, piekło lub czyściec, serwują nam oni wizję powszechnego zbawienia (apokatastazy), w myśl której nawet szatan na końcu czasów zostanie zbawiony. Sprawiedliwość Boża? Dawno i nieprawda, mówimy tylko o miłosierdziu.

Skoro zatem nie ma realnej możliwości wiecznego potępienia, to na znaczeniu traci też pojęcie grzechu, które także jest na cenzurowanym. Dostrzegł to nawet wybitny amerykański psychiatra Karl Menninger, który poświęcił tej kwestii całą książkę. Zauważył że gdy rabini, pastorzy i księża przestali mówić o grzechu, podchwycili go prawnicy i stał się on przestępstwem. Podchwycili go też psychiatrzy, a wtedy stał się kompleksem. Z kolei papież Pius XII zauważył, że największym grzechem współczesnego świata jest zatracenie poczucia grzechu. No ale hola hola! Przecież to przedsoborowy Papież, kto by się nim przejmował.

W „Kościele otwartym” nie wspomina się również o łasce uświęcającej, no bo i po co? Do Komunii Świętej może przystąpić absolutnie każdy, bez względu na wiarę lub jej brak i niezależnie od obciążenia sumienia grzechami. Jest ona przecież lekarstwem dla słabych, a reszta się nie liczy. A że to świętokradztwo? Sprytnie, ale to pojęcie też wygumkowaliśmy z naszego słownika. Podobnie z kategorią ofiary, zwłaszcza w odniesieniu do Mszy świętej. Kiedyś uczestniczyłem w liturgii, podczas której kapłan bardzo się starał, aby nie użyć tego słowa. Posunął się do tego, że zmienił treść modlitwy „Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący”, zastępując słowo ofiara modlitwą. Uczta, spotkanie, wieczerza – tak, ofiara – nie.

Niemile widzianym pojęciem jest też prawda. Dlaczego? Bo przecież każdy może mieć swoją, a chrześcijaństwo jest tylko jednym z wielu jej odblasków. W końcu wszystkie religie są tak samo dobre i prowadzą do Boga, nieprawdaż? W konsekwencji nie ma żadnych dogmatów, a skoro nie ma dogmatów, to nie ma też herezji. A nie, przepraszam – jedynym dogmatem jest brak jakichkolwiek dogmatów, a jedyną herezją odrzucenie tegoż dogmatu. No i oczywiście rangę dogmatu ma zarysowany tu indeks „Kościoła otwartego”. A kto by się mu sprzeciwiał, niech będzie wyklęty. Czy jakoś tak…

Wojciech Grzywacz

drukuj