[Jestem w Kościele] „Nostra aetate” – fakty i wyobrażenia
W tym roku przypada 60. rocznica przyjęcia jednego z nagłośniejszych i najbardziej dyskutowanych dokumentów Soboru Watykańskiego II – deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich „Nostra aetate”. Jest to zarazem dokument, wokół którego narosło bardzo wiele mitów. Z tej okazji warto jeszcze raz sięgnąć do deklaracji, aby zobaczyć, co tak naprawdę jest w niej napisane, a co jest tylko radosną twórczością niektórych kościelnych rewolucjonistów.
Podpierając się właśnie tekstem „Nostra aetate” twierdzą oni, jakoby Kościół całkowicie i definitywnie odrzucił obowiązującą do czasów Vaticacum II tzw. teologię zastępstwa, która zakłada, że Kościół zastąpił Naród Wybrany stając się Nowym Izraelem. „Nikt, kto chce być ortodoksyjny nie ma prawa w ten sposób mówić” – grzmiał niedawno ks. kard. Grzegorz Ryś. No więc zaglądam do tekstu deklaracji i czytam, że „Kościół jest nowym Ludem Bożym”. Co więcej, dokument wyższej rangi niż „Nostra aetate”, konstytucja „Lumen gentium”, wprost nazywa Kościół nowym Izraelem. Czyż teksty te są zatem nieortodoksyjne? Nie znajduję również ani jednego fragmentu, który stanowiłby poparcie dla tezy, że Stare Przymierze wciąż obowiązuje, o czym przekonuje metropolita łódzki, a już w ogóle nie mają uzasadnienia twierdzenia niektórych dialogistów i ekumenistów, jakoby dla Żydów istniała jakaś odrębna ścieżka zbawienia bez konieczności uznania Chrystusa jako Zbawiciela.
Niektórzy doszukują się przewrotu kopernikańskiego w stwierdzeniu, że Żydzi nie mogą być przedstawiani jako potępieni czy odrzuceni przez Boga czy też obwiniani o zbrodnię bogobójstwa. Problem w tym, że nawet Sobór Trydencki jasno naucza, iż nie można obarczać narodu żydowskiego zbiorową winą za śmierć Chrystusa. W soborowym katechizmie czytamy, że wszyscy krzyżujemy Chrystusa swoimi grzechami, a nasza-chrześcijan odpowiedzialność jest nawet większa, gdyż w przeciwieństwie do Żydów rozpoznaliśmy w Jezusie Mesjasza.
Widząc różnego rodzaju nagłówki o tym, jak rewolucyjne i przełomowe były treści zawarte w „Nostra aetate”, można zapomnieć o pewnej fundamentalnej kwestii – o tym, że w nauczaniu Kościoła istnieje ciągłość. Tak więc spór wokół interpretacji tej deklaracji i jej posoborowych konsekwencji można sprowadzić do starcia dwóch hermeneutyk, które zarysował Papież Benedykt XVI na początku swojego pontyfikatu – hermeneutyki zerwania z hermeneutyką ciągłości (reformy). Dla zwolenników pierwszej opcji Sobór Watykański II jest jak nowa Pięćdziesiątnica, która dała początek prawdziwie ewangelicznemu Kościołowi, który wreszcie odciął się od swojej niechlubnej przeszłości, zwłaszcza od przestarzałego i zbyt rygorystycznego nauczania. Krótko mówiąc, uważają oni, że na Vaticanum II narodził się Kościół, który w końcu idzie z duchem czasu.
Oczywiście te twierdzenia są nie do obrony na gruncie litery dokumentów soborowych, które jednak – trzeba przyznać – stwarzały miejscami zbyt duże pole do tego rodzaju interpretacji. Stąd Benedykt XVI zaproponował drogę po prostu katolicką, a więc odczytanie soboru w świetle Tradycji. Niemiecki Papież wskazywał, że należy zdecydowanie przeciwstawić się schematycznemu dzieleniu historii Kościoła na „przed” i „potem”. W rozmowie z Vitorrio Messorim, jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, mówił: „Podziału takiego w żaden sposób nie usprawiedliwiają dokumenty Soboru, które bezustannie podkreślają ciągłość katolicyzmu. Nie ma żadnego Kościoła «przed» i «po» Soborze, jest tylko jeden jedyny Kościół, który zmierza ku Panu przez coraz głębsze zrozumienie istoty depozytu wiary powierzonego nam przez Niego. W historii tej nie ma skoków ani pęknięć – nie ma rozwiązań innych niż ciągłość”. I tylko w takim duchu można interpretować tak deklarację „Nostra aetate”, jak i inne dokumenty soborowe.
Wojciech Grzywacz



