[Jestem w Kościele] Cywilizacja życia czy śmierci? Wybór w II turze
Na ostatniej prostej przed II turą wyborów prezydenckich środowiska skupione wokół koalicji rządzącej nie potrafią ukryć swojej wyższości i pogardy wobec prawicowej części społeczeństwa. Zresztą nie pierwszy to raz, kiedy samozwańcze „elity” intelektualne naszego kraju uzurpują sobie prawo do pouczania nas, ciemniaków i prostaków. Dzięki Bogu jednak ta taktyka już nie działa i mamy realną szansę, aby znów postawić tamę barbarzyńskiej cywilizacji śmierci. Stawka tych wyborów jest bowiem naprawdę olbrzymia i sprowadza się do pytania, czy chcemy, aby w majestacie prawa można było zabijać dzieci w 9 miesiącu ciąży zastrzykiem w serce z chlorku potasu, bez żadnego znieczulenia, tak jak to miało miejsce w oleśnickim szpitalu?
Dla człowieka wierzącego nie powinno być większych wątpliwości, na kogo (lub jak kto woli – przeciw komu) oddać swój głos. Nauczanie Kościoła jest tutaj jasne – głosowanie na polityków proaborcyjnych (a Rafał Trzaskowski otwarcie mówi, że jest zwolennikiem aborcji na życzenia i jeśli wygra, zamierza złożyć projekt w tej sprawie) jest grzechem. Stosunek do najsłabszych i bezbronnych, który odbija się w podejściu do aborcji, jest fundamentalnym czynnikiem, który należy wziąć pod uwagę przy urnie wyborczej. Oczywiście są też inne istotne kwestie, które „Vademecum wyborcze katolika” nazywa wartościami nienegocjowalnymi. Są to: ochrona praw rodziny, opartej na małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny, prymat rodziców w wychowaniu swoich dzieci, ochrona wolności sumienia i wolności religijnej, sprzeciw wobec budowy świata ,,tak, jakby Boga nie było”, zaangażowanie na rzecz wewnętrznego i zewnętrznego pokoju oraz troska o etyczny kształt procesów gospodarczych. Każdy w sumieniu powinien rozważyć, jak obaj kandydaci odnoszą się do tych wartości.
Środowiska tzw. Kościoła otwartego usiłują jednak przekonywać, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Nie do przyjęcia jest zwłaszcza wykorzystywanie w tym celu autorytetu ks. kard. Josepha Ratzingera, późniejszego Papieża Benedykta XVI. Aby usprawiedliwić głosowanie na kandydata KO, wyciągnęli oni cytat z ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary z 2004 roku do biskupów amerykańskich. Przytoczył go chociażby Roman Giertych, ale posługiwali się nim też katolicy głosujący na Adriana Zandberga. Otóż ks. kard. Ratzinger wyjaśniał, że gdy katolik nie podziela stanowiska kandydata popierającego aborcję, ale głosuje na niego z innych względów, jego czyn może być uznany za moralnie dopuszczalny, jeśli istnieją ku temu PROPORCJONALNE POWODY. Nieprzypadkowo słowa te pochodzą z listu skierowanego właśnie do biskupów z USA, gdzie istnieje system dwupartyjny i kandydaci zazwyczaj w mniejszym bądź większym stopniu opowiadają się za aborcją. W takiej sytuacji możliwe jest oddanie głosu na kandydata „mniej złego”. A zatem przekładając tę wskazówkę na polskie realia, w żadnym razie nie jest to przyzwolenie na głosowanie np. na kandydatów lewicowych, popierających aborcję na życzenie, uzasadniając to np. względami gospodarczymi. Nie może tu być mowy o proporcjonalnych powodach, o których pisał kard. Ratzinger, a zatem jest to zwykłe wycieranie sobie ust autorytetem późniejszego Papieża.
Tak więc zagłuszać sumienie można na różne sposoby, niemniej wybór sprowadza się do tego, czy się stanie po stronie cywilizacji życia czy cywilizacji śmierci, a wszystko inne to didaskalia. Karol Nawrocki nie jest moim wymarzonym kandydatem, a wręcz do ideału mu bardzo daleko (zresztą polityków idealnych po prostu nie ma) i nawet w sprawie ochrony życia (pomijając zupełnie inne kwestie) miał niepokojące wypowiedzi, np. o poszukiwaniu nowego kompromisu. Rafał Trzaskowski jest jednak kandydatem wprost z najgorszych koszmarów, zarówno jeśli chodzi o wspomniane wcześniej kwestie moralne, jak i ryzyko „domknięcia systemu”.
Wojciech Grzywacz



