fot. Mateusz Marek/Nasz Dziennik

[Jestem w Kościele] Piątek – weekendu początek czy dzień pokuty?

Od wielu lat obserwujemy rosnącą tendencję do bagatelizowania pokutnego charakteru piątku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby dotyczyło to ludzi niewierzących, wszakże dla nich dzień ten nie ma szczególnego znaczenia symbolicznego i najczęściej kojarzy się radośnie, bo jest początkiem weekendu. Tymczasem niestety wielu chrześcijan również pozostaje na poziomie „piątek weekendu początek”, ignorując fakt, że tego dnia wspominamy mękę i śmierć Jezusa Chrystusa.

Inspiracją do napisania niniejszego felietonu było tradycyjne już zamieszanie związane z tym, w jakich diecezjach w piątek po uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny obowiązywała wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w jakich księża biskupi udzielili dyspensy. Przy tej okazji pojawiły się również głosy wzywające do przemyślenia praktyk pokutnych w Polsce, a nawet całkowitego porzucenia postu od mięsa.

Szafowanie dyspensami na prawo i lewo, i to bez wyraźnego powodu (przykładem jest właśnie piątek po uroczystości Wniebowzięcia NMP), nie ułatwia prób obrony obecnego stanu rzeczy. No bo jak katolik ma na poważnie traktować pokutny charakter piątku, skoro dyspensa jest udzielana tylko dlatego, że mamy długi weekend, a wiadomo, że Polacy lubią sobie pogrillować. Być może księża biskupi dochodzą do wniosku, że skoro wielu wiernych i tak zignoruje post piątkowy, to lepiej dać dyspensę, przynajmniej grzechu nie będzie. Taki sposób myślenia jest jednak całkowicie błędny i krótkowzroczny. Jakie duchowe dobro z tego płynie? Pamiętajmy przecież, że dyspensa jest udzielana własnie dla duchowego pożytku wiernych. Tymczasem zamiast dobra mamy żarty z tego, że po jednej stronie Wisły można jeść mięso, a po drugiej nie, a także osłabianie pokutnego charakteru piątku. Tym bardziej, że przy udzielaniu dyspens księża biskupi często nawet nie zachęcają wiernych do czegoś w zamian – np. jałmużny.

Wobec tego nie dziwią postulaty przemyślenia obecnej dyscypliny postnej. Problem w tym, że wielu chciałoby jej poluzowania, wzorem tych krajów, gdzie episkopaty zniosły piątkową wstrzemięźliwość od mięsa. Z doświadczenia wiadomo jednak, że nie przynosi to dobrych owoców, a w niektórych państwach Kościoły powróciły do porzuconej wcześniej praktyki postu. Pomysły, aby każdy indywidualnie wybierał to, w jaki sposób zachować pokutny charakter piątku, prowadzą do tego, że ludzie przestają w ogóle pokutować.

Zarazem trzeba jasno powiedzieć, że jeśli zamiast kotleta schabowego na stole znajdą się wykwintne owoce morza, to z prawdziwą pokutą nie ma to zbyt wiele wspólnego. Dlatego zamiast zbyt swobodnego szafowania dyspensą i luzowania już i tak łagodnej dyscypliny postnej, być może dzisiaj należałoby rozszerzyć potrawy postne o tego właśnie rodzaju produkty? W pokucie chodzi przecież o wyrzeczenie, a szum związany z piątkowymi dyspensami pokazuje, że dla wielu rezygnacja z mięsa jest jednak konkretnym wyrzeczeniem, które zarazem podkreśla wspólnotowy charater pokutowania.

Tak więc w dzisiejszym świecie powinniśmy raczej wzmacniać postawy pokutne niż je osłabiać. Jak pisał Benedyt XVI: „Post jest wartościową praktyką ascetyczną, duchową bronią w walce z wszelkim możliwym, nieuporządkowanym przywiązaniem do nas samych. Dobrowolna rezygnacja z przyjemności, jaką jest jedzenie, i z innych dóbr materialnych pomaga uczniowi Chrystusa panować nad innymi rodzajami głodu osłabionej grzechem pierworodnym natury, którego negatywne skutki odbijają się na całej osobowości człowieka”.

Wojciech Grzywacz

drukuj