Zabójczy podręcznik WHO

Podręcznik praktyki klinicznej bezpiecznej aborcji” (Clinical Practice Handbook for Safe Abortion) wydany przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) w styczniu 2014 r. pozbawia wszelkich złudzeń co do neomaltuzjańskich, antynatalistycznych i zbrodniczych priorytetów tej międzynarodowej organizacji. WHO to organizacja, która pretenduje do kreowania polityki zdrowotnej na całym świecie. Czy ma do tego moralne prawo jako z jednej strony uwikłana w interesy przestępczego biznesu aborcyjnego, z drugiej umoczona w inne skandale? Przypomnijmy, głośna afera korupcyjna wokół rzekomej pandemii świńskiej grypy A/H1N1 w 2009 roku ukazała siłę zaleceń „niezależnych ekspertów” WHO opłacanych przez producentów szczepionek. Kolejna sprawa to raporty dotyczące tzw. praw reprodukcyjnych, które bezspornie ukazują uwikłania WHO w biznes antykoncepcyjny.

Jak czytamy, celem opracowania podręcznika jest wsparcie dla praktycznego stosowania rekomendacji klinicznych drugiego wydania wytycznych „Bezpieczna aborcja: Polityka i techniczne wytyczne dla systemów zdrowia”, wydanego w 2012 roku przez WHO. Jak zastrzegają autorzy, chociaż kontekst prawny i regulacyjny dopuszczalności „aborcji” może się różnić między poszczególnymi krajami, zawarte rekomendacje i „najlepsze praktyki” (sic!) opisane w obu dokumentach mają na celu umożliwienie podejmowania decyzji respektujących… zapewnienie „bezpiecznej aborcji”. Rekomendacje sygnowane i zaaprobowane zostały przez Komitet WHO zajmujący się wytycznymi w Genewie.

Wytyczne dla zabijania

W podręczniku „bezpiecznej aborcji”, tj. bezpiecznego zabijania, zdefiniowano m.in. aborcję chirurgiczną (wyssanie dziecka za pomocą aparatu wytwarzającego próżnię – tj. „odkurzacza” lub metodę „rozszerzenia i ewakuacji”) oraz „medyczną” (podawanie kobiecie środków poronnych), tj. interwencję farmakologiczną. W trzech działach (pre-abortion, abortion, post-abortion) zaprezentowano upiorne porady dotyczące wyboru metody zabójstwa, możliwych metod uśmiercenia dziecka, możliwych komplikacji (dla kobiety) oraz… szeroko opisano dalsze działania antynatalistyczno-antykoncepcyjne, którymi należy uszczęśliwić kobietę po zabiciu jej dziecka.

Wiele inwencji i pracy włożył zapewne grafik, który na schemacie koła z okresami ciąży żmudnie zaznaczył… preferowane metody zabijania w danym okresie. Schemat został stworzony na wzór ulotek i kalkulatorów medycznych, np. dla wskaźników masy ciała BMI, oferowanych jako reklamówki przez firmy farmaceutyczne. Strach zapytać, czy ów grafik wiedział, co robi.

Trudno byłoby oczekiwać zamieszczenia w „podręczniku” definicji samej „aborcji” jako pozbawiania życia dziecka znajdującego się w łonie matki. Skrzętne pomijanie istoty tego zagadnienia stanowi clou programu aborcyjnej deprawacji, przynoszącej wymierne efekty „edukacyjne”.

To właśnie dzięki aborcyjnej nowomowie propagowanej w środowiskach medycznych i unikaniu istoty sprawy kolejne roczniki absolwentów medycyny, poza wyjątkami, posługują się bezrefleksyjnie sloganami. Jak można zauważyć, problem jest zatrważający. Jakże często określają „aborcję” „prawem wyboru kobiety”, „prawem do decyzji”, a dziecko „płodem”. Podejście wielu prawników, choć formalnie może usprawiedliwione brakiem profesjonalnej wiedzy na tematy medyczne (ale nieusprawiedliwione moralnie przy tylu dostępnych źródłach wiedzy!), niewiele się różni. Zamiast wejść w istotę rzeczy, tj. fakt, że człowiek powstaje w momencie poczęcia, operują semantycznymi tworami konstruowanymi na użytek regulacji prawnych, często oderwanymi od podstawowych faktów biologicznych.

W jednym z opracowań prawniczych, choć w piśmie medycznym, termin „dziecko poczęte” został zakwalifikowany jako wyraz ideologizacji (!). Trudno nie zaobserwować regresu w poziomie tej dyskusji w środowisku medycznym i prawniczym, tj. do poziomu sprzed lat 90. Wniosek jest zasadniczy. Kontrofensywa obrońców życia, a w tym po prostu każdego, kto nie chce zabijać innych, musi być adekwatna. W tej nieustannej wojnie cywilizacji życia z cywilizacją śmierci nie możemy odpuszczać. Przykazania „Nie zabijaj”, ale nieodłącznie również „Nie cudzołóż” wciąż należy powtarzać kolejnym rocznikom, z tym większą siłą, im większe staje się, jak obecnie, natężenie ateizacji i przekazu zła. Podręcznik „bezpiecznej aborcji”, tj. bezpiecznego zabijania, gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to dowód na współudział biznesu aborcyjnego w narzucaniu zbrodniczych „wytycznych” na całym świecie, propagowanych pod auspicjami również Światowej Organizacji Zdrowia.

Trudno byłoby też szukać informacji o zespole postaborcyjnym. W zamian za to podręcznik szeroko rozpisuje się na temat metod antykoncepcyjnych, które można kobiecie zaoferować tuż po zabiciu dziecka. Hulaj dusza, piekła nie ma! Chyba tak najlepiej streścić filozofię życia autorów.

Inne wytyczne i rekomendacje WHO „Ensuring human rights in the provision of contraceptive information and services” („Zapewnienie przestrzegania praw człowieka w zakresie świadczenia usług informacyjnych i antykoncepcji”), również z 2014 roku, to kolejne opracowanie, którym może się pochwalić Organizacja w zakresie propagowania polityki wyludniania świata.

Lobbyści czy wyżej wspomniane publikacje odzwierciedlają jedynie osobiste poglądy „ekspertów” WHO w zakresie zabijania i ubezpładniania kobiet – procedur określanych przez nich „prawami reprodukcyjnymi” i „prawami człowieka” (sic!)? Czy w ślad za demoralizującymi publikacjami nie idą wymierne korzyści majątkowe czerpane od firm oferujących usługi wymierzone przeciwko życiu i zdrowiu kobiety i dziecka?

Trudno odrzucić takie wnioski, analizując inną aferę z WHO w roli głównej z 2009 roku. Skandal korupcyjny wybuchł, gdy okazało się, że histeria wokół rzekomej pandemii świńskiej grypy wywoływanej przez wirusa A/H1N1 okazała się farsą nadmuchiwaną pod naciskiem grupy „niezależnych ekspertów” WHO. Główną rolę w tej aferze odegrał prof. Albert Osterhaus z Erasmus University w Rotterdamie, otrzymujący wynagrodzenia od kilku firm farmaceutycznych produkujących szczepionkę na tę odmianę grypy, stojący na czele grupy ekspertów WHO.

Wobec wspierania przez WHO czynów jawnie niemoralnych zbadania wymaga udział „niezależnych ekspertów” i farmaceutycznych grup nacisku w tworzeniu wytycznych dotyczących szczepień przeciwko HPV (wirusowi brodawczaka ludzkiego) stosowanych na dziewczynkach. Problem jest bardzo aktualny także w Polsce, gdzie szczepienia te współfinansowane są przez samorządy. Bardzo aktywny jest tu lobbing farmaceutycznych akwizytorów, a presja wywierana jest także na zdezorientowanych rodziców, chcących jak najlepiej. Szkoda, że czasem tylko przez pryzmat troski o ciało z pominięciem duszy, przez co tak łatwo łapią się na slogany tej kampanii…

Oczyszczenie i rozliczenie „niezależnych ekspertów” WHO z korzyści czerpanych od firm produkujących aborcyjne i antykoncepcyjne specyfiki wydaje się konieczne, jeśli inne wytyczne tej organizacji mają być brane na poważnie. Tego rozliczenia należy wymagać od organizacji, która rości sobie prawo do autorytatywnego narzucania wytycznych zdrowotnych, które bez głosu sprzeciwu mają przejmować narodowe i lokalne instytucje zdrowia.

Czy kolejnymi wytycznymi WHO będą na przykład te dotyczące grubości sznura, wysokości mostu, ilości stosowanych farmaceutyków w ramach poradnika dla bezpiecznego (skutecznego) samobójstwa lub eutanazji? Nie powołujmy się więc bezkrytycznie na takie „autorytety”.

Dr hab. Andrzej Lewandowicz

Autor jest lekarzem specjalistą chorób wewnętrznych i doktorem habilitowanym nauk chemicznych.

drukuj