fot. flickr

Wzmożone kontrole ferm położonych w pobliżu hodowli, gdzie wykryto przypadki zakażenia koronawirusem u norek 

Inspekcja weterynaryjna przeprowadza wzmożone kontrole na fermach norek położonych w pobliżu hodowli, na której wykryto pierwszy przypadek COVID-19.

Koronawirus został zdiagnozowany u kilku zwierząt na fermie w powiecie kartuskim. Powiatowy lekarz weterynarii zdecydował o wybiciu ponad 5,5 tys. norek.

Zwierzęta zostaną zutylizowane – ich truchła mają być spalone. W najbliższym czasie będą znane wyniki badań materiału genetycznego SARS-CoV-2 pobrane u norek.

Inspekcja sprawdzi też pozostałe gospodarstwa.

– Na ten moment trwa likwidacja zagrożenia. Przez powiatowego lekarza weterynarii w Kartuzach została też wyznaczona strefa zagrożona w promieniu 10 km od ogniska choroby, gdzie będą odbywały się wzmożone kontrole inspekcji weterynaryjnej – mówiła Agnieszka Arendt, rzecznik prasowy pomorskiego wojewódzkiego lekarza weterynarii.

Hodowca z powiatu kartuskiego straci praktycznie dorobek życia. Gospodarz nie otrzyma odszkodowania za wybite norki.

Związek Polski Przemysł Futrzarski, który zaangażował się w sprawę, zapowiedział, że hodowcy będą dociekać swoich praw przez sądami, w tym arbitrażem międzynarodowym.

Przedstawiciele organizacji wskazują, że gospodarze w Polsce nie są traktowani równo. Na rekompensaty w przypadku innych chorób mogą liczyć np. hodowcy kur czy świń.

RIRM

drukuj