PAP/Jakub Kamiński

Wiceszef Min. Sprawiedliwości: Uniewinnienie sędziego M. Topyły – zdumiewające

Uniewinnienie sędziego M. Topyły od zarzutu kradzieży 50 zł jest zdumiewające i zasmucające – ocenił we wtorek wiceminister sprawiedliwości Michał Woś. Dodał, że ta sytuacja pokazuje, iż reforma wymiaru sprawiedliwości jest konieczna.

Sąd Najwyższy uniewinnił we wtorek w sprawie dyscyplinarnej sędziego Mirosława Topyłę od zarzutu kradzieży 50 zł. Tym samym SN zmienił wyrok sądu dyscyplinarnego I instancji, który usunął Topyłę ze stanu sędziowskiego w związku z tym zarzutem.

Wiceminister Michał Woś odnosząc się w rozmowie z PAP do wyroku SN ocenił, że „jest to zdumiewające i zasmucające”.

„Każdy może zobaczyć na filmiku z monitoringu, czy rzeczywiście mamy do czynienia z roztargnieniem, jeżeli ktoś w jednej ręce trzyma portfel, a drugą ręką do kieszeni chowa nie swoje pieniądze” – zaznaczył.

Według Michała Wosia „ta sytuacja pokazuje, że reforma wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza powstanie niezależnej izby dyscyplinarnej przy Sądzie Najwyższym, jest potrzebna i konieczna”.

Wiceszef resortu dodał, że środowisko (PAP – sędziowskie) samo w sobie nie jest w stanie się sprawiedliwe sądzić, a izba dyscyplinarna ma to właśnie zagwarantować.

Wiceminister wyraził rozczarowanie, że SN nie zastosował wobec sędziego Topyły żadnej kary. „Uniewinnienie sędziego Topyły jest tym bardziej zaskakujące, że w postępowaniach dyscyplinarnych są możliwe trzy rodzaje wyroków. Najsurowszy to jest zniesienie z urzędu, a Sąd Najwyższy nawet nie zastosował tych najłagodniejszych form, tylko go uniewinnił”.

Michał Woś przypomniał też, że do łagodniejszych form kar zalicza się upomnienie, naganę, usunięcie z obejmowanej funkcji, przeniesienie na inne stanowisko służbowe i zniesienie z urzędu.

W marcu zeszłego roku sędzia Topyła, ówczesny wiceprezes Sądu Rejonowego w Żyrardowie, zabrał banknot położony na ladę stacji paliw pod Sochaczewem przez starszą kobietę, która na chwilę odwróciła się od kasy. Zdarzenie nagrał system monitoringu; widać też było na nim numery jego auta, co pozwoliło na zidentyfikowanie go przez policję.

Minister sprawiedliwości zdecydował o odsunięciu sędziego od obowiązków służbowych i zażądał podjęcia wobec niego czynności dyscyplinarnych. Rzecznik dyscyplinarny Sądu Okręgowego w Płocku, któremu podlega żyrardowski sąd, wniósł o ukaranie Topyły do sędziowskiego sądu dyscyplinarnego za przewinienie służbowe uchybiające godności urzędu. Sam sędzia twierdził, że zrobił to „nieświadomie” i że nie była to kradzież, lecz „fatalna pomyłka”.

W lipcu 2017 r. Sąd Apelacyjny w Łodzi – jako sąd dyscyplinarny I instancji – ukarał Topyłę usunięciem ze stanu sędziowskiego, czyli najwyższą karą dyscyplinarną. Uznał, że sędzia dokonujący zaboru cudzych pieniędzy traci nieodwołalnie i na zawsze moralne prawo osądzania cudzych uczynków.

Sędzia i jego obrońcy odwołali się do SN jako sądu dyscyplinarnego II instancji. SN rozpoczął rozpoznawanie tej sprawy w październiku zeszłego roku, ale wówczas odroczył rozprawę. Powodem odroczenia było uwzględnienie przez SN wniosku obrońców o przeprowadzenie badań psychologicznych, które miały ustalić profil psychologiczny obwinionego, cechy osobowości i stan emocjonalny na dzień popełnienia zarzucanego mu czynu. W związku z tym sprawa wróciła na wokandę po przeprowadzeniu tych badań. Z kolei 13 lutego SN – z wyłączeniem jawności – m.in. przesłuchał tego biegłego, zapoznał się również z zapisem monitoringu obrazującym zdarzenie na stacji benzynowej.

Przed tygodniem o zmianę wyroku pierwszej instancji i uniewinnienie sędziego wnieśli przed SN obrońcy sędziego oraz – modyfikując stanowisko – zastępca rzecznika dyscyplinarnego płockiego sądu okręgowego. Wskazywali m.in., że z całkowitą pewnością nie da się wykluczyć tezy o „automatyzmie działania” i „roztargnieniu” obwinionego sędziego, a w związku z tym wątpliwości w sprawie muszą przemawiać na korzyść obwinionego.

Za wykroczenie – bo tym, a nie przestępstwem, była zarzucana kradzież 50 zł – sędzia może odpowiadać tylko dyscyplinarnie.

PAP/RIRM

drukuj