fot.flickr.com

Unijna umowa o wolnym handlu kolejnym krokiem w stronę pogorszenia sytuacji na wsi

Unia Europejska chce sprowadzać z Ameryki Południowej jeszcze więcej produktów żywnościowych. Ucierpią na tym rolnicy z całej Europy. Straty poniosą europejscy producenci wołowiny i drobiu, ale także cukru i zbóż.

Podpisana w 2019 roku unijna umowa o wolnym handlu pozwala na import produktów żywnościowych z takich krajów, jak Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj. To ogromne zyski dla latynoskich producentów soków, owoców, cukru, pszenicy, kawy i wołowiny. Umowa to kolejny krok Unii Europejskiej w stronę pogorszenia sytuacji na wsi. Ponadto żywność sprowadzana z Ameryki Południowej często nie spełnia wszystkich standardów obowiązujących na terenie Unii.

– Spowoduje, że tania żywność może zalać europejski rynek. Ucierpią rolnicy w całej Unii Europejskiej, ale również polscy rolnicy. Żywność często jest skażona i zawiera soję genetycznie modyfikowaną – ocenił Marek Wojciechowski, wicedyrektor Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Lublinie.

Na umowie najbardziej skorzysta Brazylia, która jest największym na świecie eksporterem mięsa drobiowego. Już teraz tylko do Unii Europejskiej sprzedaje blisko 500 tys. ton drobiu rocznie. Po zawarciu umowy kwoty znacznie wzrosną. Jednak umowa wejdzie w życie dopiero po ratyfikacji przez wszystkie kraje członkowskie. Przeciwne są: Belgia, Irlandia, Rumunia, Węgry, Włochy oraz Francja. Pokazali to francuscy rolnicy, którzy wyszli protestować na ulice.

– Rolnictwo we Francji jest w tragicznej sytuacji. Należy pilnie zaprzestać sporządzania raportów i konsultacji. Konieczne jest podjęcie pilnych działań. Obecnie jest zamykanych 1500 gospodarstw rocznie, a średnio dwóch rolników dziennie popełnia samobójstwo – wskazywał rolnik z Francji, Max Bauer.

– Kwestia nadmiernej eksploatacji jest rzeczywiście bardzo skomplikowana – zarówno w rolnictwie, jak i w hodowli zwierząt. Codziennie mamy problemy. Nie wiemy, czy możemy działać dalej, nawet starając się robić wszystko jak najlepiej, licząc każdy grosz. Jest to trudne – wyjaśniła hodowca bydła, Emmanuelle Chignat.

Także Polska, gdy ministrem rolnictwa był Jan Krzysztof Ardanowski, była krytyczna wobec unijnego dokumentu.

„Dopóki jest szansa na zablokowanie tej umowy, to trzeba to zrobić. Komisja Europejska będzie niezadowolona? To trudno. Ale odrzucając umowę, uchronimy producentów i konsumentów przed nieczystą konkurencją ze strony Latynosów” – przekonywał Jan Krzysztof Ardanowski, obecnie przewodniczący prezydenckiej Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich.

Przeciwna jest również europejska organizacja Copa Cogeca, zrzeszająca rolnicze związki zawodowe i organizacje spółdzielcze. Należy do niej m.in. rolnicza „Solidarność”. Aby umowa weszła w życie, musi być ratyfikowana przez wszystkie kraje członkowskie. W Polsce decydujący głos będzie miał parlament.

TV Trwam News

drukuj