(fot. PAP/EPA)

Unia we włoskim bucie

Losy strefy euro rozstrzygną się nie w Grecji czy Hiszpanii, ale we Włoszech. Premier Mario Monti wprowadza właśnie drastyczny program oszczędnościowy. Zagrożona bankructwem Italia jest wciąż dość potężna, żeby bez większych politycznych szkód wyjść ze strefy euro. Jeśli więc Niemcy nie pomogą jej pokonać kryzysu – zrobi to, pozostawiając Berlin w długach

 

W ciągu trzech lat Włochy zamierzają zaoszczędzić w budżecie 26 mld euro. Cel – uniknięcie w najbliższym roku za wszelką cenę podwyżki podatku VAT z 21 do 23 procent. We wtorek późnym wieczorem włoski parlament zaakceptował większością prawie trzech czwartych głosów dekret rządu w tej sprawie. Włosi obawiają się, że obłożenie konsumpcji wyższym podatkiem wzmocniłoby procesy recesyjne w kraju, które i bez tego przybierają na sile. Trwająca od jesieni kuracja oszczędnościowa spowodowała, że włoski PKB spadł o 2,5 proc. w ujęciu rocznym.

Cięcia nastąpią głównie w służbie zdrowia i administracji. Od listopada przewidziano m.in. zmniejszenie liczby łóżek w szpitalach, oszczędności w polityce lekowej, zmniejszenie wynagrodzeń lekarzy. Będą też duże zwolnienia w administracji publicznej: wedle planów co piąty kierownik i co dziesiąty pracownik merytoryczny straci pracę. Odchudzone zostaną budżety ministerstw. Do 2015 r. rząd chce zaoszczędzić na tym 4,7 mld euro. Zapowiada też zmniejszenie finansowania regionów i redukcję liczby prowincji. Premier Mario Monti rzucił hasło „walki z marnotrawieniem środków publicznych”. I w ramach tej batalii ograniczył urzędnikom dofinansowanie posiłków do 7 euro oraz obciął wydatki na służbowe samochody. Część jego planów cechuje desperacja, jak choćby to, aby sprzedać 350 rządowych budynków – zabytkowych pałaców i zamków – za kwotę 1,5 mld euro. Jeszcze w tym roku Monti zamierza zmniejszyć wydatki budżetowe o 4,5 mld euro, rok później oszczędności zwiększą się o kolejne 10,5 mld euro, a w 2014 r. cięcia sięgną kwoty 11 mld euro. Ta skala redukcji wydatków, choć znaczna, stanowi kroplę w morzu w zestawieniu z włoskim długiem, który wynosi 1 bln 897 mld euro, w sytuacji gdy włoski PKB to 1 bln 590 mld euro. Dług przekroczył już zatem 120 proc. PKB. – Plany oszczędnościowe Montiego należy oceniać w kontekście realiów, a więc tego, że włoska gospodarka kurczy się w tempie minus 2,5 proc. PKB. Jeśli PKB spada, to zadłużenie automatycznie rośnie w relacji do PKB, a rynki dyktują coraz wyższe rentowności państwowych papierów dłużnych – zwraca uwagę dr Cezary Mech, były wiceminister finansów. – Kluczowa w tej sytuacji jest odpowiedź na pytanie, czy Europejski Bank Centralny będzie skupował włoskie obligacje – podkreśla finansista. – Jeśli EBC nie podejmie interwencji, to państwo włoskie będzie musiało wydawać 6 proc. PKB jedynie na pokrycie zwiększonego ryzyka swoich instrumentów dłużnych, a w przypadku długów prywatnych stopy oprocentowania wywindowane zostaną do poziomu, który zabije wszelkie inwestycje. W praktyce oznaczałoby to, że Włochy z kryzysu nigdy nie wyjdą – wyjaśnia Mech.

– Włochy praktycznie od chwili przystąpienia do euro notowały bardzo niski wzrost, mocne euro im nie służyło, dlatego w momencie recesji natychmiast wpadły w spiralę zadłużenia – uważa Jerzy Bielewicz, szef Stowarzyszenia „Przejrzysty Rynek”. Czy EBC ruszy Włochom z odsieczą? To rozstrzygnie się jesienią, kiedy niemieccy politycy wrócą z wakacji. Z jednej strony szef EBC, Włoch Mario Draghi, sugeruje, że będzie interweniował, z drugiej – niemiecki Bundesbank mówi stanowcze „nie”. Tymczasem 10-letnie włoskie obligacje od miesięcy utrzymują wysokie rentowności, na poziomie 6 procent, przebijając ten poziom w górę przy każdym wzroście niepewności na rynkach.
– Niemcy muszą się liczyć z Włochami, ponieważ dysponują oni ogromnym potencjałem gospodarczo-społecznym i mogą bez większych perturbacji politycznych dla siebie opuścić strefę euro – ocenia dr Cezary Mech. – Wyjście Włoch spowodowałoby rozpad euro, a Niemcy straciliby na tym najwięcej – dodaje. Przypomina też, że Włosi byli tradycyjnym sojusznikiem Niemiec przed I i podczas II wojny światowej, ale – jak pokazuje historia – tylko do pewnego momentu, potem zmienili front.

Sojusznik do czasu
– Jeśli Niemcy nie zezwolą na interwencję EBC lub inną formę interwencji, to Włosi nie pozostaną w strefie euro. Dlatego Niemcy ustąpią, ale będą tę pomoc starannie dozowali, w miarę jak Włosi będą zaciskali pasa, tylko na tyle, by nie wystąpili ze strefy euro – przewiduje finansista. Takie „kontrolowane duszenie” to – jego zdaniem – optymalna strategia z punktu widzenia Niemiec, które dzięki kryzysowi euro dynamiczniej się rozwijają, taniej pozyskują pieniądze z rynków, przejmują aktywa słabszych sąsiadów i ściągają do siebie ich siłę roboczą, i to w tempie jednego miliona rocznie. Europejscy pracownicy są dla Berlina lepszym rozwiązaniem niż sprowadzanie do pracy emigrantów z Turcji, Afryki czy Azji. Samych Greków pracuje już w Niemczech blisko 400 tysięcy.
– O przyszłości euro może rozstrzygnąć włoski sektor bankowy – prognozuje Bielewicz. – Włochy, z racji astronomicznego zadłużenia, nie są w stanie wstrzyknąć pieniędzy w swój system bankowy, tak jak zrobiła to wcześniej Hiszpania, której dług sięgał wtedy „tylko” 70 proc. PKB. Wszystkie włoskie banki mają obniżone ratingi, a rating największego – UniCredit, jest niższy niż jego polskiej córki – Pekao SA – przypomina finansista.
Na razie Włosi wraz z pogarszającą się sytuacją powoli przenoszą depozyty do niemieckich i amerykańskich banków. Wywołane tym dziury finansowe we włoskim systemie bankowym łata EBC poprzez pożyczki dla włoskiego banku centralnego. – Gdyby jednak nagle nastąpił run na włoskie banki, to dodruk przez EBC pieniędzy na taką skalę byłby niemożliwy i nastąpiłby krach bankowy i gospodarczy, załamanie strefy euro i wielki kryzys rozlałby się z Europy na resztę świata – twierdzi Bielewicz. O ile depozyty w zagrożonych hiszpańskich bankach oceniane są na niemal 1,6 bln euro, to w bankach włoskich może być ich nawet dwa razy więcej. To dlatego wszyscy się najbardziej boją o sytuację we Włoszech. Z tego także powodu UE forsuje dyrektywę o skonsolidowanym nadzorze bankowym, która pozwoli wyciągnąć pieniądze z banków zagranicznych Europy Wschodniej, w tym z Polski, na ratowanie włoskich i hiszpańskich banków-matek.
– Włochy są dramatycznie zadłużone zarówno w sferze finansów publicznych, jak i w sektorze bankowym, ale problem w tym, że są jednocześnie „za duże, aby upaść” – ocenia Bielewicz. Strefa euro balansuje na krawędzi. Nie wiadomo, w którą stronę przechyli się szala. Polska jest obecnie bardziej niż kiedykolwiek narażona na wyssanie pieniędzy z banków, a także wydrenowanie banku centralnego z rezerw w celu podtrzymywania strefy euro. – Polska jak najwcześniej musi zakwestionować swoje członkostwo w UE, aby nie stracić połowy województw, gdyż w chwili rozpadu Unii na jej gruzach powstanie wzmocnione państwo niemieckie, tak jak niegdyś Cesarstwo Rzymskie przekształciło się w Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego – przywołuje dr Cezary Mech historyczne paralele.

drukuj