fot. wikipedia

[TYLKO U NAS] Sz. Wójcik: Te same osoby, które są twarzami czarnego protestu, dzisiaj wychodzą w tzw. obronie praw zwierząt

Mamy do czynienia z pewną ideologią, która wprost wdziera się do nas z krajów zachodniej Europy. […] Te same osoby, które dzisiaj są twarzami czarnego protestu, ci sami celebryci, którzy dzisiaj nawołują do przerywania ciąży, do tego, żeby zalegalizować aborcję, żeby wprowadzić eutanazję, do tego, żeby nie dbać o życie nienarodzone, te same osoby dzisiaj wychodzą w tzw. obronie praw zwierząt – powiedział w programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam Szczepan Wójcik. Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej odniósł się do założeń projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, która ma być procedowana w Sejmie.

Środowisko hodowców zwierząt futerkowych nie może poprzeć projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, ponieważ uderza on w dziesiątki tysięcy miejsc pracy – zwrócił uwagę Szczepan Wójcik.

– Żadne środowisko hodowców, czy w ogóle osób zdroworozsądkowo myślących, nie jest w stanie poprzeć tej ustawy z racji tego, że bezpośrednio uderza w dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Ta ustawa zakłada m.in. likwidację hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. Jest to 1200 ferm zwierząt futerkowych, w tym 800 ferm mięsożernych zwierząt futerkowych, 400 są to roślinożerne zwierzęta futerkowe, typu króliki, szynszyle itd. […] Jest to ponad 10 tys. osób zatrudnionych bezpośrednio w branży oraz 40 tys. osób, które z branżą kooperują – tłumaczył.

Polska, która w zakresie hodowli zwierząt futerkowych ma bardzo wysokie efekty produkcyjne, stanowi zagrożenie dla krajów takich, jak Dania, gdzie ta hodowla się rozwija – zauważył gość „ Polskiego punktu widzenia”. Ewentualne wprowadzenie zakazu hodowli spowoduje, że skorzystają na tym inne kraje, m.in. Rosja czy Ukraina – dodał.

–  Ponieważ Polska bardzo mocno rozwija się w tym kierunku, osiągamy wysokie efekty produkcyjne, bardzo wysoką jakość, w tym momencie staliśmy się bardzo dużym zagrożeniem dla krajów, które tę hodowlę u siebie rozwijają. Taki kraje, jak Dania, która hoduje 20 milionów norek i ma 5 milionów mieszkańców pokazuje, że są kraje skandynawskie, ale i nie tylko kraje skandynawskie, które tą hodowlą są żywo zainteresowane. Ostatnio bardzo mocno tę hodowlę rozwija u siebie Rosja oraz inne kraje wschodnie, np. Ukraina. To będą kraje, które będą największymi beneficjentami ewentualnego zakazu w Polsce – wyjaśnił Szczepan Wójcik.

Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej odpowiedział również na zarzuty zwolenników wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych w Polsce, którzy twierdzą, że zwierzęta te żyją w bardzo złych warunkach.

Hodowcy nie mogą sobie pozwolić na złe warunki hodowli, ponieważ wpływa to negatywnie na cenę, stąd troska o jak najlepsze warunki, w których chowa się zwierzęta futerkowe – podkreślił.

– Jest pewien margines pseudohodowców. Tak jak i w każdej branży może znaleźć się ktoś, kto daną dziedziną nie powinien się zajmować – z takimi patologiami należy walczyć i z sukcesem branża z nimi walczy. […] Profesjonalni  nie mogą sobie pozwolić na to, żeby zwierzęta żyły w złych warunkach. Naszym finalnym produktem, produktem finalnym hodowcy zwierząt futerkowych, jest skóra, okrywa włosowa. Jakiekolwiek uszkodzenie, jakakolwiek wada okrywy włosowej powoduje bardzo drastyczny spadek ceny. W związku z powyższym chociażby w interesie każdego hodowcy jest to, żeby te zwierzęta miały jak najlepsze warunki bytowe – akcentował gość „Polskiego punktu widzenia”.

Szczepan Wójcik zaznaczył, że przedstawiciele środowisk pseudoekologicznych grają na empatii ludzi, manipulując zdjęciami z ferm, na których hoduje się zwierzęta futerkowe.

– Organizacje pseudoekologiczne często wkradają się na fermę, robią zdjęcia, manipulują zdjęciami i obrazem, nagrywając szpitale dla zwierząt (bo tak, jak powiedziałem, zwierzęta mogą chorować) próbują ukazywać taki obraz, że wszystkie hodowle w Polsce tak wyglądają. Otóż nie – to jest kłamstwo, to jest manipulacja, mająca wpłynąć na empatię każdego zdrowo myślącego człowieka – powiedział.

Nie ma żadnych nacisków ze strony Unii Europejskiej, aby zakazywać hodowli zwierząt futerkowych w Polsce – zaznaczył Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

– Ponad 80 proc. krajów Unii Europejskiej ma tę hodowlę u siebie dozwoloną. Nieliczne kraje, które tej hodowli u siebie nigdy nie miały rozwiniętej, faktycznie wprowadzają tego typu zakazy. Ostatni przykład – Czechy, gdzie produkcja krajowa to 20 tys. skór norek oraz 500 lisów. To jest mniej więcej tyle, ile jedna średniej wielkości ferma w Polsce. W związku z powyższym zamknięcie tam hodowli było żadnym obciążeniem dla tej gospodarki. Mało tego – ten kraj nie miał nawet swojego związku zawodowego. Ta produkcja była marginalna i promilowa w stosunku do produkcji polskiej – zauważył gość „Polskiego punktu widzenia”.

RIRM

drukuj