fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] Prof. R. Szeremietiew: Najpierw trzeba mieć strategię obronności, a dopiero później kupować uzbrojenie

Najpierw trzeba mieć opracowaną strategię obronności, a dopiero później konstruować programy modernizacji armii i zakupów uzbrojenia, a nie odwrotnie – podkreślił w środowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja prof. Romuald Szeremietiew. Były minister obrony narodowej odniósł się w ten sposób do zakupu przez Polskę artylerii rakietowej HIMARS.

W Warszawie podpisano umowę na zakup amerykańskiego systemu artylerii rakietowej HIMARS [czytaj więcej]. W tym kontekście prof. Romuald Szeremietiew wskazał, że „jest to bardzo nowoczesny system artyleryjski – jak się mówi – ale strzelający rakietami. Zależnie od konfiguracji on powinien niszczyć cele bardzo precyzyjnie, w warunkach frontowych w zasięgu 70 km, a biorąc pod uwagę szerszy zasięg – nawet do 300 kilometrów. W tym sensie siły zbrojne Polski otrzymują bardzo ważny instrument”.

– Wpuszczę jednak trochę dziegciu do tej beczki miodu, która nam się pojawiła w związku z tymi rakietami. Mianowicie to, co jest wielkim brakiem, jeżeli idzie o naszą obronność – nie mamy opracowanej nowej strategii obronności RP – zaznaczył.

W odniesieniu do tego b. szef resortu obrony powiedział, że „ona definiuje nie tylko to, co nam zagraża, ale opisuje również sposób, w jaki będziemy się bronić, gdyby te zagrożenia zaczęły się materializować”.

– To nie tylko kwestia, czym i jakimi środkami, ale również jaką broń będziemy potrzebowali. Może być tak, że te środki artyleryjskie i rakietowe, które kupujemy, przydadzą się w obronie, ale skoro nie ma tej strategii, to nie wiemy, czy aby na pewno. Przypominam daleką analogię, ale przed 1939 r. Polska zainwestowała duże środki w konstruowanie oraz budowę bombowców „Łoś”. To były nowoczesne, wspaniałe maszyny, ale w tamtych warunkach okazało się, że bardziej przydałyby się nam myśliwce, które były potrzebne do zwalczania niemieckich wypraw bombowych – zauważył.

– Najpierw trzeba mieć ową strategię, a dopiero później konstruować programy modernizacji armii i zakupów uzbrojenia, a nie odwrotnie – dodał.

Prof. Romuald Szeremietiew na pytanie o to, czy nie pokładamy zbyt wiele nadziei w obecności wojsk amerykańskich w Polsce, odpowiedział, że „mamy jedną przypadłość, która nam została jeszcze od okresu międzywojennego”.

– Skonfrontowani z wielkim mocarstwem – wtedy z dwoma – szukamy rozwiązania naszego bezpieczeństwa, szukając wsparcia ze strony innego mocarstwa. Wtedy to była Francja i Anglia, w okresie wojny liczyliśmy też bardzo na Amerykanów i nie powiem, żebyśmy na tym dobrze wyszli – podkreślił.

Teraz mamy przekonanie, że Sojusz Północnoatlantycki jest czymś znacznie solidniejszym niż nasze dawne sojusze i że Stany Zjednoczone są pewniejszym partnerem niż Francja czy Anglia w czasie II wojny światowej – wskazał rozmówca Radia Maryja.

– Pojawia się pytanie, czy rozsądnym jest, aby całokształt bezpieczeństwa wiązać z zachowaniem sojusznika – czynnika, który jest całkowicie niezależny. (…) Carl von Clausewitz, znany strateg sztuki wojennej, mówił, że pomoc sojusznicza jest bardzo cenna, ale wśród środków, które ma państwo do obrony, to jest ona na ostatnim miejscu. Na pierwszym miejscu jest przygotowanie własne, wola narodu do obrony i zbudowanie odpowiedniego systemu militarnego, również przygotowanie terytorium kraju do obrony. To są rzeczy, które wyprzedzają kwestie sojusznicze. Na razie jest taka optyka, że na pierwszym miejscu jest pomoc sojusznicza, a później jakoś tam budowane wojska operacyjne – podkreślił.

Cała rozmowa z prof. Romualdem Szeremietiewem dostępna jest [tutaj]

RIRM

drukuj