fot. twitter.com/PomocKosciolowi

[TYLKO U NAS] Ks. prof. W. Cisło: W Sudanie Południowym jest gorzej niż było w Syrii czy Iraku

Brak szpitali, opieki medycznej, środków do życia i bezrobocie. Wojna przynosi wszystko, co najgorsze. Mówiliśmy to często przy okazji Syrii czy Iraku. W Sudanie Południowym jest jeszcze gorzej – powiedział na antenie Radia Maryja w czwartkowej audycji „Aktualności dnia” ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor sekcji polskiej Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

W najbliższą niedzielę 10 listopada obchodzić będziemy XI Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. W przekazie do Polaków papież Franciszek zachęcił do modlitwy, a także wsparcia dla chrześcijan, którzy cierpią tylko za to, że wyznają wiarę w Chrystusa.

W tym roku pomoc duchowa i materialna w sposób szczególny jest kierowana do chrześcijan w Sudanie Południowym.

W Sudanie Południowym trwa klęska głodu. Ks. prof. Waldemar Cisło powiedział, że „śmiertelność dzieci jest tam bardzo wysoka. Po urodzeniu wiele z nich umiera”.

Do 10. roku życia nie dożywa zbyt wiele dzieci. 7 tysięcy osób, na 13 milionów mieszkających w Sudanie, potrzebuje natychmiastowej pomocy. W tym rejonie Afryki przez długi czas panowała susza. Teraz mamy powodzie, więc panują skrajności pogodowe. (…) W Sudanie ludziom nie opłacało się hodować zwierząt, bo przychodziło wojsko i jak zwierzę podrosło, to je zabierali czy zabijali. Czołgi rozjeżdżały ich pola uprawne. To bardzo dramatyczna sytuacja. Chcemy się więc pochylić nad tym Kościołem – wskazał duchowny.

Gość Radia Maryja zaznaczył, że w Sudanie Południowym „60 proc. ludzi nie ma dostępu do czystej, pitnej wody, co wiąże się z chorobami”.

– Brak szpitali, opieki medycznej, środków do życia i bezrobocie. Wojna przynosi wszystko, co najgorsze. Mówiliśmy to często przy okazji Syrii czy Iraku. W Sudanie jest jeszcze gorzej. Nie zapomnę trudnych sytuacji, kiedy w obozie wokół Chartumu odwiedzaliśmy tych ludzi. Czasami kilogram mąki czy cukru decydował tam o przeżyciu rodziny. Często starsze dzieci przyjmowały obowiązek wychowania swojego młodszego rodzeństwa, bo rodzice albo zginęli, albo w czasie zawieruchy wojennej się pogubili. W Ugandzie byliśmy też w obozach, w których były dzieci. Ksiądz biskup z Liry mówił mi, że kilkunastoletnie dziewczynki niejednokrotnie się prostytuowały, żeby dostać cokolwiek do jedzenia dla swojego młodszego rodzeństwa. To jest ten poziom biedy, ten poziom dramatyzmu – podkreślił.

Ks. prof. Waldemar Cisło powiedział, że „wyżywienie dla dziecka kosztuje dziennie ok. jednego dolara. Można kupić jedzenie, żeby te dzieci nie umierały z głodu”.

– Jeśli dzieci są dożywione i mają dostęp do czystej wody, wtedy nie mamy chorób czy innych problemów, które wynikają z niedożywienia – zaznaczył.

Cała rozmowa z ks. prof. Waldemarem Cisło dostępna jest [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj