fot. TV Trwam News

[TYLKO U NAS] Ks. prof. P. Bortkiewicz: Pojęcie „mowy nienawiści” jest w tej chwili opium dla ludu, który się podaje, żeby uśpić wrażliwość zdrowego i racjonalnego myślenia

Pojęcie „mowy nienawiści” jest w tej chwili słowem wytrychem, takim opium dla ludu, który podaje się w przestrzeń publiczną, żeby uśpić wrażliwość zdrowego i racjonalnego myślenia. Nowym zaplutym karłem reakcji staje się człowiek posługujący się „mową nienawiści”, a niejednokrotnie jest to po prostu człowiek, który mówi prawdę – zaznaczył ks. prof. Paweł Bortkiewicz w rozmowie z red. Szymonem Kozupą z TV Trwam News.

W Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej odbyło się w sobotę sympozjum „Oblicza kolonizacji mediów”. Ks. prof. Paweł Bortkiewicz mówił o modelu człowieka kształtowanego przez współczesne media.

Podczas rozmowy z TV Trwam wyjaśnił jaki dzisiaj obraz człowieka kształtują mass media, a jaki powinny kształtować.

– Jest to człowiek zdehumanizowany, a więc odczłowieczony i uprzedmiotowiony. Człowiek staje się pewnym targetem medialnym przedstawianym na rynku jako produkt medialny. Znaczące jest, że taki człowiek staje się przedmiotem manipulacji. Widać to w przestrzeni drobnej, indywidualnej, ale także w przestrzeni świata politycznego. W swoim wystąpieniu pokazałem dwa wydarzenia, które dokonały się za pomocą mediów społecznościowych instrumentalnie traktujących człowieka. Mam na myśli organizację puczu grudniowego w Polsce w 2017 r. oraz trwającą od kilku miesięcy sytuację protestu tzw. żółtych kamizelek, które są ruchem powołanym przez Facebook, możemy zastanawiać się, kto za tym mechanizmem stoi. Natomiast kim człowiek powinien być? Powinien być sobą, czyli podmiotem żyjącym i kierującym się prawdą, dobrem oraz pięknem. Istotą faktycznie realizującą potencjał swojego człowieczeństwa – wskazał etyk.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz zaznaczył, że media przyjmując model zredukowany człowieka – traktują go niepoważnie, bez należytego szacunku.

– Nie jest to kwestia pomagania człowiekowi w pozyskiwaniu obszaru świata i pielgrzymowaniu przez ten świat, ale jest to kwestia bombardowania informacjami, o czym w swoim czasie pisał już McLuhan. Bombardowania takim przekazem informacji, który nie pozostawia szans na refleksję i namysł, tylko nakazuje bezkrytycznie przyjmować pewne wrażenia, emocje płynące z nagłówków tych mediów i kierować się nimi. Jest różnica między bombardowaniem informacjami a komunikacją, która powinna być domeną mediów godnych człowieka – mówił.

Rozmówca TV Trwam tłumaczył także, jak błędnie wykorzystuje się dziś sformułowanie: „mowa nienawiści”.

– Pojęcie „mowy nienawiści” jest w tej chwili słowem wytrychem, takim opium dla ludu, który podaje się w przestrzeń publiczną, żeby uśpić wrażliwość zdrowego i racjonalnego myślenia. To jest pojęcie bardzo nieokreślone, bardzo arbitralne, które bywa wykorzystywane jako narzędzie walki politycznej. W tej chwili „mową nienawiści” staje się np. przypominanie o kryminalnych aferach związanych z postacią zamordowanego tragicznie prezydenta Gdańska, natomiast nie było i nadal nie jest mową nienawiści np. nawoływanie na spektaklu „Klątwa” do fikcyjnej zbiórki pieniędzy na opłacenie zabójcy Jarosława Kaczyńskiego. Po raz kolejny mamy tutaj do czynienia z przykładem dwoistości standardów, które są możliwe w sytuacji, w której zamiast realnego świata i przestrzeni komunikacji mamy do czynienia z polityczną poprawnością jako nową formą cenzury, w której nowym zaplutym karłem reakcji staje się człowiek posługujący się „mową nienawiści”. W tamtym przypadku minionej cenzury zapluty karzeł reakcji był najczęściej człowiekiem wolnym, usiłującym żyć w sposób wolny i godny, a obecny człowiek posługujący się „mową nienawiści” niejednokrotnie jest człowiekiem mówiącym po prostu prawdę – podkreślił kapłan.

RIRM

drukuj