[TYLKO U NAS] Ks. prof. P. Bortkiewicz: Na naszych oczach dokonało się niebezpieczne przejście od horyzontu wolności słowa do wolności ekspresji

Do niedawna funkcjonowało w przestrzeni filozofii pojęcie wolności słowa, które pozwalało na wyrażaniu poglądów w wypowiedzi. A wypowiedź polega ocenie w kategoriach prawdy lub fałszu. Dzisiaj natomiast o wiele bardziej powszechne staje się pojęcie wolności ekspresji. Poglądy stają się kwestią ekspresji opartej na emocjach, a tej nie można oceniać w kategoriach prawdy lub fałszu. I to przesunięcie ma swoje konsekwencje – powiedział w piątkowym felietonie „Myśląc Ojczyzna” na antenie TV Trwam ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

Tydzień temu próbowałem przywołać kilka przykładów ukazujących dyskryminację ludzi nauki we współczesnej rzeczywistości. Tych przykładów, obok prof. Nalaskowskiego, prof. Smyczyńskiego czy pani prof. Budzyńskiej, jest o wiele więcej. Sam proces dyskryminacji rozpoczyna się zazwyczaj od oskarżenia ludzi realnie i realistycznie myślących i formułujących swój realizm w poglądach. Oskarża się tych ludzi o ideologię anti-choice, nietolerancję, dyskryminację albo o coś bliżej nieokreślonego, ale jednak uznanego za jednoznacznie złe.

Pytanie, które można postawić, brzmi: „Przez kogo i dlaczego uznanego za złe? Kto decyduje o tym, że moje poglądy wyrastające z realizmu, rzeczywistości, poznania prawdy są poglądami nierealistycznymi?”. We wszystkich tych aktach pojawiają się oskarżyciele. W przypadku pani prof. Budzyńskiej była to grupa studentów II roku.

Dlaczego tak się dzieje, a raczej dlaczego tak dziać się może? Wydaje się, że oto na naszych oczach dokonało się bardzo znamienne, a zarazem bardzo niebezpieczne przejście od horyzontu wolności słowa do wolności ekspresji. Do niedawna funkcjonowało w przestrzeni filozofii pojęcie wolności słowa, które pozwalało na wyrażaniu poglądów w wypowiedzi. A wypowiedź podlega ocenie w kategoriach prawdy lub fałszu. Dzisiaj natomiast o wiele bardziej powszechne staje się pojęcie wolności ekspresji. Poglądy stają się kwestią ekspresji opartej na emocjach, a tej nie można oceniać w kategoriach prawdy lub fałszu. I to przesunięcie ma swoje konsekwencje.

Ekspresja w takiej perspektywie jest zawsze możliwa, wiarygodna, bo przecież wynika z autentycznego przeżycia jednostki lub grupy. Nie można tego obiektywnie zweryfikować, ale można wykrzyczeć swoją ekspresję. Nie można w ekspresji doszukać się treści, a więc nie idzie z nią polemizować. Nie można poddawać ekspresji ocenie aksjologicznej, bo taki stan rzeczy mógłby naruszyć czyjąś tożsamość. Wystarczy więc, że jakaś grupa lub ktoś jeden zaprotestuje, bo wykładowca reprezentuje zbyt radykalne katolickie poglądy i to staje się podstawą oskarżenia. Nikt nie poddaje analizie, że związek kobiety i mężczyzny jako jedyny może zostać uznany za małżeństwo i czy taki pogląd jest rzeczywiście radykalnie katolicki czy też może na przykład występował w pogańskim Rzymie czy innych kulturach. Ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że rektor przychyla się do ekspresji zarzutów urażonych studentów, którzy z pewnością są niezdolni do precyzyjnego wyrażenia powodów swojego urazu. Nietrudno zauważyć, że w przestrzeni życia publicznego ma to swoje ogromne konsekwencje. Oznacza to zagładę rozumu, ale też skrępowanie wolności.

Trzeba temu położyć kres, a to oznacza nowelizację ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym. Niech nie nazywa się „konstytucją dla nauki” coś, co wchodzi w konflikt z elementarnymi zasadami konstytucji RP.

radiomaryja.pl

drukuj