fot. TV Trwam News

[TYLKO U NAS] Dr F. Furman o zagłodzeniu Polaka w Wlk. Brytanii: Tutaj widać utylitaryzm, że tylko życie określonej grupy osób jest coś warte. Taką filozofię nasi najbliżsi zachodni sąsiedzi ćwiczyli w latach 40. z przerażającym skutkiem

Brytyjski sąd wyraził się w swoim orzeczeniu, że najprawdopodobniej pan Sławomir mógłby jeszcze w takim stanie przeżyć co najmniej kilka lat, ale takie życie nie byłoby dla niego wartościowe i radosne. Tutaj widać utylitaryzm, że tylko życie określonej jakości, życie określonej grupy osób jest coś warte, a jakiejś innej grupy nie jest. Niestety taką filozofię nasi najbliżsi zachodni sąsiedzi ćwiczyli w latach 40. z przerażającym skutkiem – zwracał uwagę dr Filip Furman, dyrektor Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris, w środowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja.

We wtorek zmarł Polak, pan Sławomir, który od listopada 2020 roku przebywał w szpitalu w Plymouth w Wielkiej Brytanii. W sprawie możliwości jego dalszego leczenia interweniował polski rząd, polski Episkopat oraz różne organizacje prawne, jednak bezskutecznie. Decyzją brytyjskiego sądu mężczyzna został odłączony od aparatury dostarczającej mu pożywienie i wodę, wskutek czego zmarł poprzez zagłodzenie.

– Wczoraj złożyliśmy zawiadomienie do polskiej prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, o wyjaśnienie nieprawidłowości związanych z utrudnianiem dostępu do chorego zarówno zewnętrznym lekarzom, jak i polskiemu konsulowi – poinformował dr Filip Furman.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, ks. abp Stanisław Gądecki, który interweniował w sprawie pacjenta [czytaj więcej], napisał we wtorek na Twitterze: „Wyrażam głęboki smutek z powodu śmierci Polaka w Plymouth. Modlę się o Niebo dla niego i pociechę dla rodziny. Mówmy odważnie >>nie<< barbarzyńskiej cywilizacji śmierci”.

– Widzę zderzenie obu cywilizacji (życia i śmierci – przyp. red.) i ono mnie nie dziwi, bo odbywa się na każdej płaszczyźnie i możemy się spodziewać, że dalej będzie się odbywać. Na pewno jeśli chodzi o determinację naszej strony, to widać szereg bardzo dużych działań, przede wszystkim działań samej rodziny. Często, w sytuacji gdy umiera nam bliska osoba, zastanawiamy się, czy zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić, czy na pewno poruszyliśmy niebo i ziemię, żeby tę osobę ratować. Myślę, że w tym przypadku rodzina nie może mieć najmniejszych wątpliwości, że zrobiła najwięcej. (…) Zabrakło jednak podobnie dobrej woli ze strony naszego brytyjskiego partnera – podkreślał dyrektor Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris.

Gość „Aktualności dnia” zwracał uwagę, że pan Sławomir znajdował się w stanie minimalnej świadomości, a nie wegetatywnym. Natomiast aparatura, do której był podłączony, nie podtrzymywała jego funkcji życiowych, ponieważ był w stanie samodzielnie oddychać. Podawała mu pożywienie i wodę, których nie mógł przyjmować w inny sposób.

– Sąd dosłownie wyraził się, że zrekonstruował wolę chorego, takie przyznał sobie prawo, i rozważając rożnego rodzaju za i przeciw, uznał, że w jego najlepszym interesie jest pozbawienie chorego pożywienia, nawadniania i po prostu śmierć głodowa. W polskich mediach pojawiło się wiele dezinformacji. To nie była aparatura podtrzymująca życie sensu stricto – ten człowiek samodzielnie oddychał, reagował na obecność rodziny w taki czy inny sposób, jego stan był oceniany jako stan minimalnej świadomości, nie zaś stan wegetatywny, nie mówiąc już o śmierci mózgu. To nie budziło szczególnej wątpliwości, bo ten sam sąd wyraził się w swoim orzeczeniu, że najprawdopodobniej pan Sławomir mógłby jeszcze w takim stanie przeżyć co najmniej kilka lat, ale takie życie nie byłoby dla niego wartościowe i radosne. Tutaj widać utylitaryzm, że tylko życie określonej jakości, życie określonej grupy osób jest coś warte, a jakiejś innej grupy nie jest. Niestety taką filozofię nasi najbliżsi zachodni sąsiedzi ćwiczyli w latach 40. z przerażającym skutkiem – akcentował doktor nauk prawnych.

Polskie władze były gotowe na transport pana Sławomira do Polski, czekały jedynie na decyzję ze strony Wielkiej Brytanii. Prof. Wojciech Maksymowicz, neurochirurg, deklarował możliwość przyjęcia pacjenta w klinice „Budzik” w Olsztynie. [czytaj więcej]

– Często narzekamy na nasz system ochrony zdrowia, ale mamy kilka takich perełek, jak np. klinika „Budzik”, które są ośrodkami najwyższej klasy światowej. Wybudza się tam osoby z gorszych stanów, a dużą część udaje się rehabilitować, przywracać do życia. Sąd czy brytyjscy lekarze (…) nie umożliwili zewnętrznej diagnostyki. Przede wszystkim nie prowadzili jej do samego końca. Dosyć szybko zakończyła się diagnostyka i rozpoczął się proces powolnego umierania pana Sławomira – mówił dr Filip Furman.

– Polska chroni życie. Działania naszego rządu w tym momencie nie przyniosły owoców, natomiast każde takie działanie, każdy sprzeciw na arenie międzynarodowej jest mocno odnotowany. Podejmując działania, pokazaliśmy, że Polska jest krajem poważnym, który poważnie traktuje swoje prawo, swoje zobowiązania wobec obywateli i będzie ich dochodził. (…) Myślę, że strona brytyjska tak mocno broniła się przed wydaniem pacjenta stronie polskiej również dlatego, że brytyjska opinia publiczna zrozumiałaby wówczas, że istnieją kraje – postrzegane przez nich niesłusznie jako będące na rubieżach, na wschodzie Europy – gdzie standard ochrony życia jest znacznie wyższy niż w Wielkiej Brytanii. Być może zaczęliby się również takiego standardu domagać – stwierdził gość „Aktualności dnia”.

Instytut Ordo Iuris proponuje memorandum, które gwarantowałoby możliwość przeprowadzenia niezależnej diagnozy u pacjenta oraz oceny prawnej. Jeśli ocena lekarska i prawna wskazywałaby na dalsze leczenie, to zagraniczny szpital miałby obowiązek dalszego świadczenia opieki do czasu transportu chorego do Polski.

– Odrzucenie absolutnych wartości moralnych powoduje bardzo dalekie zagubienie. W tym zagubieniu powinniśmy się odnaleźć i jako Polska stworzyć mechanizmy chroniące Polaków w kraju oraz za granicą. (…) Niestety nie możemy liczyć na szybką przemianę mentalności niektórych krajów Europy, zwłaszcza jeśli mielibyśmy prowadzić ją z Polski. (…) Nie musiałyby to być duże umowy międzynarodowe wprowadzane na forum Unii Europejskiej – chociaż dobrze by było, gdyby coś takiego się wydarzyło, bo byłyby to szerokie gwarancje dla życia. Natomiast wystarczyłyby pewnego rodzaju umowy bilateralne z naszymi partnerami europejskimi, które zagwarantowałyby, że jeśli do takiej sytuacji dochodzi, to szpital powinien skontaktować się z polską ambasadą, zaprosić polskiego lekarza i polskiego prawnika, którzy dokonają oceny. (…) Właśnie kończymy przygotowywać w Instytucie memorandum wskazujące na konieczność wprowadzenia tego typu rozwiązań – oznajmił rozmówca Radia Maryja.

Całą rozmowę z dr. Filipem Furmanem w „Aktualnościach dnia” można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj