źródło: Artur Bartoszewicz

[TYLKO U NAS] Dr A. Bartoszewicz o przedłużaniu lockdownu: Jeżeli jedynym rozwiązaniem w świadomości polskich polityków w reakcji na pandemię jest zamykanie gospodarki, to jest to prosta droga do destrukcji i świadczy o ich bezradności

Jeżeli jedynym rozwiązaniem w świadomości polskich polityków w reakcji na pandemię jest zamykanie gospodarki, to jest to prosta droga do destrukcji gospodarki i osłabiania społeczeństwa, ale świadczy też o ich bezradności. To bardzo niebezpieczne. Nie szukają oni sposobów zapanowania nad zagrożeniem, ani ustalenia reguł, dzięki którym ludzie będą mogli prowadzić działalność i próbować w miarę normalnie żyć. Nawet w czasach wojny udawało się aktywować gospodarkę, żeby ludzie mogli funkcjonować, zarabiać, zaspokajać podstawowe potrzeby. Nawet w oblężonych miastach wprowadzano minimum rozsądnych działań związanych z utrzymaniem bezpieczeństwa egzystencji ludzi. A teraz zaczyna się stosować skrajne rozwiązania, które nie przystają swoją skalą do zagrożenia. To jest stan kapitulacji rozsądku – mówił dr Artur Bartoszewicz, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie w rozmowie z portalem Radia Maryja.

Doktor Artur Bartoszewicz odniósł się do kolejnego przedłużenia lockdownu przez polski rząd.

Poprzednia rozmowa z dr. Arturem Bartoszewiczem dostępna jest [tutaj].

– Obserwujemy mechanizm utrwalający przewagę decyzji związanych z ochroną wydolności systemu opieki zdrowotnej nad decyzjami ograniczającymi koszty społeczno-gospodarcze, które są wytwarzane przez decyzje rządowe. Widać wyraźnie, że cały czas podejmowane są decyzje bez pełnej analizy źródeł ognisk zakażeń potencjalnie występujących w społeczeństwie. Nie ma dowodów na to, które branże są faktycznym źródłem zakażenia a które potrafią skutecznie ograniczać ryzyko. Mamy do czynienia z polityką bezkrytycznego kopiowania decyzji podejmowanych w innych krajach europejskich czy w wymiarze całej Unii Europejskiej. Prowadzimy politykę bardzo asekuracyjną, która pokazuje, że jeżeli nie wiemy, co zrobić, to trzymamy wszystkich w zamknięciu, bo nie mamy pomysłu, a nawet nie próbujemy poszukiwać rozwiązań umożliwiających ograniczenie zagrożenia przy jednoczesnym utrzymaniu zdolności do działania gospodarczego. Jest to niebezpieczna polityka, bo przy takich założeniach opartych na bezradności lockdown będzie utrzymywał się w nieskończoność. Lockdown jest nie tylko niebezpieczny dla gospodarki, ale ma swoje następstwa w zdrowiu psychicznym i ograniczaniu potencjału rozwojowego jutra – wskazał nasz rozmówca.

W beznadziejnej sytuacji są polscy przedsiębiorcy, bo rząd przedłuża lockdown w nieskończoność, zapominając o własnych zapowiedziach dotyczących zielonych czy żółtych stref. To potwierdza groźną praktykę niedotrzymywania umów ze społeczeństwem, demobilizując obywateli z włączania się we wspólne działanie z rządem w celu ograniczania zagrożenia pandemicznego.

– Przedsiębiorcy dzisiaj już nie wiedzą, jaka jest prawdziwa data zakończenia lockdownu. Jeżeli ktoś mówi, że potrwa on do połowy lutego, to tak naprawdę żadna data nie jest pewna, gdyż miało to trwać do 18 stycznia. To chocholi taniec. Powoduje wprowadzenie skrajnej niepewności skutkującej oburzeniem społecznym. Po przedłużanych bez uzasadniania restrykcjach sanitarnych możemy spodziewać się jedynie dalszej niepewności i braku koordynacji tego procesu. Występuje stan, w którym nie wiadomo, co będzie się działo w kolejnych miesiącach, bo nie ma żadnych reguł i zasad związanych z procesami wprowadzania ograniczeń. Był moment, kiedy rząd przedstawiał koncepcje stref i warunków wejścia, ale od tego, ku zaskoczeniu wszystkich, odszedł. Obecnie decyzje mają charakter przypadkowy. Nie znam uzasadnienia, dlaczego dane obszary czy sektory gospodarki są zamknięte, a inne pozostają otwarte. Bardzo mnie cieszy, że wreszcie otwieramy muzea, ale nadal nie rozumiem zamknięcia stoków narciarskich, restauracji, hoteli w sytuacji, w której przedsiębiorcy tych sektorów wyraźnie mówią, że są gotowi zachowywać bardziej restrykcyjne wymogi sanitarne – powiedział ekonomista.

Rządowe restrykcje potęgują powstawanie i funkcjonowanie szarej strefy na przykład w sferze organizacji wesel.

– Rząd naraża społeczeństwo swoimi decyzjami dwukrotnie mocniej poprzez to, że działania dotyczące zakazów de facto potęgują występowanie szarej strefy. To, że jest zabronione wesele, nie oznacza, że ludzie nie organizują tego typu wydarzeń. Po prostu nazywają je urodzinami. Mamy takie sytuacje, że w jednej sali mamy podział na trzy wydarzenia urodzinowo – imieninowe. Zamiast stworzyć transparentne reguły i zasady, zaufać przedsiębiorcom i społeczeństwu, rząd prowadzi politykę braku zaufania społecznego. To jest podstawa błędu, bo sukces w wychodzeniu z zagrożenia społecznego powinien być oparty na mechanizmach kapitału społecznego i zaufania. Jeżeli negujemy zaufanie i uznajemy, że stanowimy dla siebie nawzajem zagrożenie, to mamy do czynienia z sytuacją bez wyjścia, bo jest ona zjawiskiem nierozwiązywalnym – mówił dr Artur Bartoszewicz.

Decyzje rządu wprowadzają nastrój negacji społecznej, który powoduje, że ludzie podważają jakikolwiek autorytet władzy.

– Trzeba mieć odwagę przyznać, że sobie nie radzimy. Decyzje rządu wprowadzają nastrój negacji ze strony społeczeństwa, w tym przedsiębiorców. Rozgoryczenie, które pojawi się teraz po zapowiedzi przedłużania restrykcji, może doprowadzić do całkowitego zanegowania podstaw władczych oraz podporządkowania się społeczeństwa (a szczególnie przedsiębiorców) regułom. Będzie to katastrofą, bo zwiększy zagrożenie i ryzyko zakażeń. Lepszym rozwiązaniem byłoby ustalenie bardzo precyzyjnych wytycznych dla każdego sektora z odrobiną zaufania, że celem ludzi jest wzajemna ochrona, a nie zarażanie się. Nie jest tak, że ktoś działa po to, aby narazić siebie czy swoich klientów. Niezrozumiałym jest dla mnie, iż nie ma chęci i odwagi oraz pomysłu na poszukanie rozwiązań minimalizujących ryzyko, ale przy zachowaniu zaufania i możliwości podjęcia działania przez przedsiębiorców – zaakcentował ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Wydaje się, że rządowymi decyzjami rządzi mechanizm losowości.

– Mechanizm przypadkowości jest znaczny. To tak jakby ktoś wyciągał w danym dniu kartę i w zależności od tego, jaka wypadnie, tak rozstrzygał. I są to ponadto takie magiczne karty wróżbity. Nie tak prowadzi się politykę opartą na wiedzy i faktach. Mamy do czynienia z polityką prowadzoną na emocjach i lękach. Koszty na teraz i przyszłość są ogromne. Skala odszkodowań może być gigantyczna z uwagi na formę prawną wprowadzenia zakazów stwarzającą realne podstawy do zakwestionowania obowiązujących obecnie ograniczeń – stwierdził dr Artur Bartoszewicz.

Nasz rozmówca podkreślił, że polski rząd nie był w stanie wynegocjować Polsce bezpieczeństwa w kontekście szczepionki przeciwko SARS-CoV-2.

– Krajowe i europejskie środki publiczne były angażowane w proces badań nad szczepionką, więc niewynegocjowanie i niezagwarantowanie bezpieczeństwa społeczeństwu jest całkowicie niezrozumiałe. Powinniśmy dziś mieć własną fabrykę szczepionek działającą na licencji wyników badań, które również finansowaliśmy, a także docelowo uruchamiać własne centra badawcze. Widać, że nie ma pomysłu na bezpieczne wyjście z sytuacji, a jeżeli go brakuje, to mówimy o kosztach, których granice są niemożliwe do wyliczenia. Możemy próbować szacować ogrom kosztów bieżących, ale łączne koszty zaniechań będą gigantyczne, bo z uwagi na niepewność jutra nie ma granicy, którą można by postawić. Brakuje horyzontu normalności. To jest coś, co wskazuje, że proces podejmowania decyzji nie jest oparty na żadnej racjonalności. Zastanawiam się nad „odwagą” ludzi, którzy potrafią prowadzić tak niepewną politykę – oznajmił ekonomista.

Ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie zwrócił uwagę, że polski rząd powinien analizować doświadczenia państw, które odniosły sukces w walce z pandemią SARS-CoV-2.

– Brakuje wiedzy. Brakuje analizy doświadczeń państw, które odniosły realny sukces, bo Europa nie odnosi sukcesu w walce z pandemią. To jest ślepe naśladowanie i usprawiedliwianie niemocy. Zamykanie danego obszaru gospodarczego świadczy o bezradności. To jest ostatnia rzecz, którą powinno się robić, jeżeli działania pośrednie okazują się nieskuteczne. U nas nie ma żadnej próby implementacji rozwiązań pośrednich. Brakuje pełnej analizy przyczyn zachowań, skutków czy źródeł zakażeń. Tego wszystkiego brakuje. Jest uproszczone myślenie, które uznaje, że jeżeli zamkniemy dane obszary, to zaczniemy panować nad liczbami. Jednak jest to praktyka przypadkowych liczb pandemicznych. W założeniu pozbywamy się dużych liczb i szukamy mniejszych, które będą przez nas akceptowane. W działaniu ujawnia się dużą niekonsekwencję decyzji, ponieważ przy bardzo małej liczbie zakażeń potrafiono zamykać całą gospodarkę, a przy większych gospodarka była otwarta. Potem znowu zamykano przy małych, a teraz nie wiadomo, dlaczego się nie otwiera, choć liczby znacznie zmalały. To spowodowało, że społeczeństwo zaczęło odbierać mechanizm decyzyjny jako absurdalny. Nie da się wygasić pandemii bez zabezpieczenia egzystencjalnego społeczeństwa, a więc szczepień i wprowadzenia reguł, które na stałe pozwolą przygotować się gospodarce i społeczeństwu do funkcjonowania w ryzyku pandemicznym. W XXI wieku takie ryzyko można uznać za stale obecne  – powiedział doktor.

Zamykanie gospodarki jest prostą drogą do jej destrukcji.

– Jeżeli jedynym rozwiązaniem w świadomości polskich polityków w reakcji na pandemię jest zamykanie gospodarki, to jest to prosta droga do destrukcji gospodarki i osłabiania społeczeństwa, ale świadczy też o ich bezradności. To bardzo niebezpieczne. Nie szukają oni sposobów zapanowania nad zagrożeniem ani ustalenia reguł, dzięki którym ludzie będą mogli prowadzić działalność i próbować w miarę normalnie żyć. Nawet w czasach wojny udawało się aktywować gospodarkę, żeby ludzie mogli funkcjonować, zarabiać, zaspokajać podstawowe potrzeby. Nawet w oblężonych miastach wprowadzano minimum rozsądnych działań związanych z utrzymaniem bezpieczeństwa egzystencji ludzi. Teraz zaczyna się stosować skrajne rozwiązania, które nie przystają swoją skalą do zagrożenia. To jest stan kapitulacji rozsądku, jak bal na tonącym statku. Niestety, należy jednoznacznie stwierdzić, że obecnie polska polityka publiczna nie jest w żaden sposób oparta na racjonalnym podejmowaniu decyzji, tylko na lękach. Rząd próbuje dać sygnał, że nad czymś panuje, ale to nie jest prawda. Nad niczym dzisiaj się nie panuje, dlatego że prowadzona jest polityka przypadkowości. To bardzo niebezpieczne. Gdy rozum śpi, budzą się demony – podsumował dr Artur Bartoszewicz.

Jakub Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj