fot. PAP/Wojciech Olkuśnik

Spór wokół Funduszu Odbudowy

Mimo zapowiedzi, rząd na wtorkowym posiedzeniu nie zajął się unijnym Funduszem Odbudowy. Z porządku obrad zdjęto punkt dotyczący projektu ustawy o ratyfikacji zwiększenia zasobów własnych Unii Europejskiej. Ustawa ma pozwolić wypłacić pieniądze z  Funduszu.

Unijny Fundusz Odbudowy to 390 mld euro dotacji i 360 mld euro pożyczek. Jednym z największych beneficjentów programu jest Polska. Aby te środki mogły być wypłacone, każdy kraj unijny musi przyjąć ustawę o ratyfikacji zwiększenia zasobów własnych UE. We wtorek projektem tej ustawy miał zając się rząd, ale punkt zdjęto z porządku obrad. Rzecznik rządu Piotr Müller przypominał głosowania projektów ustaw dotyczących zasobów własnych z 2008 i 2015 r.

– Zawsze w historii polskiego członkostwa w Unii Europejskiej ta ustawa była elementem porozumienia ponadpartyjnego, to był element zgody narodowej – mówił rzecznik rządu.

Dodał, że trudne negocjacje unijne z zeszłego roku pozwoliły na to, iż Polska może być „wielkim beneficjentem” tych środków.

– Polska ma szansę otrzymać największe środki unijne w historii polskiego członkostwa w UE – 770 mld zł. To jest właściwa istota głosowania, które niedługo odbędzie się w Sejmie. To zawsze było przedmiotem zgody ponadpartyjnej w poprzednich głosowaniach – zaznaczył.

Z kolei wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda przypomniał, że w sprawie Krajowego Planu Odbudowy, który ma być  finansowany z Funduszu Odbudowy odbyły się konsultacje społeczne. Uczestniczyło w nich kilka tysięcy osób. Zgłoszono wiele uwag, swoje propozycje przedstawiły samorządy, część z nich uwzględniono w KPO.

– Jest to najszerzej konsultowany dokument spośród ostatnich, z którymi w Polsce mieliśmy do czynienia – powiedział wiceminister.

Podkreślił, że w konsultacjach społecznych nad KPO uwzględniono – poza postulatami samorządów – także te otrzymane od partii opozycyjnych w tym od Lewicy oraz PSL. Dotyczą one ochrony zdrowia oraz rolnictwa.

– Wzmocniliśmy sektor obszarów wiejskich i rolnictwa – zwielokrotniliśmy sumy, które będą przeznaczone na obszary wiejskie i rolnictwo – wskazał Waldemar Buda.

Zdaniem rządu środki z FO będą potrzebne także na ratowanie miejsc pracy. Rząd do tej pory na ten cel przeznaczył kilkaset miliardów złotych.

– Ponad 204 mld zł zostało już przekazanych na ratowanie miejsc pracy. Śmiało możemy powiedzieć, że 7 mln miejsc pracy, zostało uratowanych – mówiła minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg.

Unijnego Funduszu Odbudowy nie zamierza jednak poprzeć Solidarna Polska.

– Wszystkie te dotacyjne pieniądze musimy w całości oddać w postaci wyższej składki członkowskiej płaconej przez 37 lat i w postaci nowych podatków, których wysokości nie znamy, a więc jest to kredyt bez znajomości oprocentowania – podkreślał poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski.

Wycofania się z twardego stanowiska dotyczącego unijnego funduszu nie przewiduje politolog dr Michał Siekierka.

– Dla ministra Zbigniewa Ziobry byłoby dość trudne wycofanie się z dotychczasowej argumentacji, bo w jakiś sposób jego wyborcy musieliby to stanowisko zaakceptować? Byłoby to dla nich coś niezrozumiałego – zwrócił uwagę politolog.

Brak poparcia Funduszu Odbudowy przez Solidarną Polskę pogłębia jeszcze mocniej relacje wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. To od głosowania partii Zbigniewa Ziobry zależy, czy Zjednoczona Prawica przetrwa.

„Jeśli przegramy to głosowanie, to nie. Groźne są sprzeciwy prowadzące do porażki. Z nich trzeba wyciągnąć wnioski […] Jestem daleki od zaogniania sytuacji i podgrzewania emocji, ale dobrze by było, gdyby pamiętali stare przysłowie: dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie. Otóż może się urwać” – powiedział w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

Gdyby koalicja faktycznie się rozpadła, według ostatniego sondażu Solidarna Polska jak i Porozumienie Jarosława Gowina nie miałyby szans na samodzielne wejście do Sejmu.

– Struktury Solidarnej Polski czy struktury Porozumienia są dużo uboższe i dużo słabsze, zwłaszcza terenowo, w porównaniu do PiS. W związku z tym ewentualny samodzielny start w wyborach tych małych partii mógłby się wiązać z ryzykiem nieuzyskania mandatów poselskich – mówił politolog Mateusz Schmid.

Pojawia się pytanie, czy pogłębiający się brak porozumienia, przecieki dotyczące wewnętrznych oponentów przekazywane do lewicowych mediów nie doprowadzą do rozpadu koalicji Zjednoczonej Prawicy.

TV Trwam News 

drukuj