fot. PAP/Łukasz Gągulski

Red. M. Budzisz o braku perspektyw na zakończenie wojny ukraińsko-rosyjskiej: Każda ze stron uważa, że jest w stanie wygrać, a to wyklucza negocjacje

W szeroko rozumianym świecie Zachodu ścierają się dzisiaj dwie generalne koncepcje. Pierwsza mówi, że to Ukraina powinna zdecydować, kiedy zakończyć wojnę i na jakich warunkach, a rolą Zachodu jest dostarczanie pomocy tak długo, jak to będzie potrzebne. Druga koncepcja czy propozycja mówi o konieczności zawarcia zawieszenia broni już teraz po to, żeby nie przeciągać tej wojny. To są dzisiaj rozważania dość teoretyczne. Dzisiaj każda ze stron uważa, że jest w stanie wygrać wojnę, a to wyklucza negocjacje – mówił w środowych „Aktualnościach dnia” w Radiu Maryja red. Marek Budzisz, historyk, publicysta, analityk ds. wschodnich.

W Nowym Jorku trwa Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dotychczas głównym tematem była sytuacja związana z wojną ukraińsko-rosyjską.

– Poza deklaracjami – nieraz pięknie brzmiącymi, retorycznymi – w gruncie rzeczy trudno mówić o jakimś przełomie – ocenił red. Marek Budzisz.

Od momentu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę minęło już ponad 2,5 roku. Stąd coraz częściej słyszy się o planach pokojowych. Jeden z nich,  proponowany przez ukraińskiego prezydenta, zakłada ciągłe pomaganie Ukraińcom, tak aby byli oni w stanie cały czas toczyć wojnę z najeźdźcą. To – w opinii Wołodymyra Zełenskiego – zmusi w końcu Władimira Putina do przystąpienia do rokowań. Do pomysłu władz w Kijowie zdają przychylać się Stany Zjednoczone. Sekretarz stanu USA, Antony Blinken, odrzucił propozycję mediacji, podkreślając, że ustępstwa wobec Rosji byłyby „nagrodzeniem” Kremla za rozpętaną wojnę.

– W szeroko rozumianym świecie Zachodu ścierają się dzisiaj dwie generalne koncepcje. Pierwsza, której zwolennikiem jest właśnie Blinken (…), mówi, że w gruncie rzeczy to Ukraina powinna zdecydować, kiedy zakończyć wojnę i na jakich warunkach, a rolą Zachodu jest dostarczanie pomocy tak długo, jak to będzie potrzebne – jak wiele razy zaznaczał Joe Biden. Tylko, że to oznacza przeciągającą się wojnę – i to nawet dłuższą niż perspektywa przyszłego roku. Jest jeszcze druga koncepcja czy propozycja, która jest wiązana z kanclerzem Scholzem, bo kilkanaście dni temu zaczął ją prezentować. Ona mówi o konieczności zawarcia zawieszenia broni już teraz po to, żeby nie przeciągać tej wojny, bo ona jest niszcząca dla Ukrainy i w gruncie rzeczy odbierająca Ukrainie perspektywę odbudowy i rozwoju w przyszłości – zwrócił uwagę analityk ds. wschodnich.

To drugie rozwiązanie wymagałoby jednak zgody obywateli i władz Ukrainy, ale też pewnych dodatkowych warunków.

– Tu nie chodzi o zawarcie „zgniłego pokoju”, pauzy, żeby Rosjanie za jakiś czas znowu mogli wznowić działania, tylko chodzi o zbudowanie stabilnego systemu, który może gwarantować pokój, a ten stabilny system wymaga – niestety czy stety – trudnych decyzji po stronie państw Zachodu. One nie są dzisiaj zdolne do podjęcia takich decyzji – ocenił publicysta.

Jedną z takich trudnych decyzji byłoby przyjęcie Ukrainy do NATO, ponieważ oznaczałoby to zwiększenie ryzyka wciągnięcia Sojuszu do ewentualnej przyszłej wojny, jeśli Rosja ponownie zdecydowałaby się na próbę siłowego zajęcia ziem ukraińskich.

Co więcej, nawet jeśli Zachód podjąłby wspomniane trudne decyzje mające zagwarantować stabilność w regionie, nie oznacza to, że Władimir Putin byłby skory do negocjacji „zamrażających” trwający konflikt.

Wołodymyr Zełenski nadal obstaje przy stanowisku, że Kijów jest w stanie wygrać wojnę (czyli odzyskać zagrabione przez Moskwę terytoria) przy wsparciu płynącym z Zachodu. W niedawnym wywiadzie dla ABC prezydent Ukrainy stwierdził, że koniec wojny jest bliżej niż się wydaje i zaznaczył, że nie stanie się to na drodze negocjacji z Rosją. Nie wiadomo, czy to tylko polityczne deklaracje, czy też rzeczywiście Ukraina dysponuje planem i środkami, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i wyprzeć okupantów ze swoich ziem. Może chodzić o przeniesienie konfliktu na teren Federacji Rosyjskiej. Aby Ukraina mogła wykorzystać pełen potencjał tego planu, potrzebna jest zgoda sojuszników (zwłaszcza USA) na używanie zachodnich rakiet do przeprowadzania ataków w głębi Rosji. Innym aspektem działań Kijowa mają być szeroko zakrojone akcje sił specjalnych w kluczowych miejscach kontrolowanych przez Rosję. Mówi się m.in. o próbie zniszczenia mostu kerczeńskiego, łączącego Półwysep Krymski z terytorium rosyjskim.

– Suma tych zdarzeń (jeśli oczywiście to się stanie) w świetle strategii ukraińskiej miałaby doprowadzić do destabilizacji sytuacji w samej Rosji, bo wojna przyszłaby do Rosji. Dzisiaj Rosjanie uważają, że wojna toczy się gdzieś na obrzeżach i w gruncie rzeczy dotyczy tylko tych, którzy chcą się w nią angażować, nie oddziaływuje, nie wpływa na życie zwykłych ludzi. Gdyby to się zmieniło – takie jest myślenie po stronie ukraińskiej – to wtedy skłonność samego Putina i jego otoczenia do negocjacji by wzrosła, a być może nawet mielibyśmy do czynienia z jakąś sytuacją załamywania się rosyjskiego systemu politycznego. W ten sposób interpretuję słowa Zełenskiego, ale (…) to jest pewna prognoza rozwoju wydarzeń i to jeszcze uzależniona od spełnienia szeregu warunków. Wydaje się, że jeszcze jesteśmy dosyć daleko od tego rodzaju scenariusza – mówił red. Marek Budzisz.

Z kolei ze strony polskiego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego, padła wzmianka o propozycji demilitaryzacji Półwyspu Krymskiego i oddania go pod dwudziestoletnią kuratelę ONZ z perspektywą późniejszego zwrócenia tych ziem Ukrainie. Ekspert zwrócił uwagę, że nie jest to wcale nowa propozycja.

– Takie koncepcje pojawiały się już jesienią roku 2022, kiedy trwały rozmowy, jak zakończyć wojnę. Wtedy Rosjanie nie chcieli się na to zgodzić, mimo że sytuacja na froncie była na ich niekorzyść. W związku z tym dzisiaj zgoda Putina na tego rodzaju scenariusz i tego rodzaju warunki wydaje się jeszcze mniej prawdopodobna – zaznaczył analityk.

Wypowiedź szefa polskiego MSZ została przez Ukrainę zmanipulowana. Nie jest to stanowisko Polski, a zaledwie jedna z „będących na stole” propozycji Zachodu ws. zakończenia trwającej wojny. Niemniej koncepcja ta wywołała oburzenie Ukraińców ze względu na pomysł, że po 20 latach nadzoru ONZ na Krymie miałoby odbyć się referendum decydujące, do jakiego państwa przynależeć będzie Półwysep. Ukraińcy pamiętają, że podobne uczciwe referendum zostało zagwarantowane w porozumieniach mińskich z 2015 r., ale nigdy do niego nie doszło ze względu na brak zgody Rosjan.

Trudno byłoby też zagwarantować kuratelę ONZ nad Krymem, ponieważ zakładałaby ona wysłanie tam sił wojskowych, które sprawowałyby administrację na Półwyspie, a niewiele państw jest chętnych, by wysłać swoich żołnierzy w rejon potencjalnej nowej wojny.

– To są dzisiaj – w moim odczuciu – rozważania dość teoretyczne. Nie ma warunków ani po stronie rosyjskiej, ani ukraińskiej, ażeby obie te strony uznały, iż kontynuowanie wojny obarczone jest większym ryzykiem niż rozmowy pokojowe. (…) Dzisiaj każda ze stron uważa, że jest w stanie wygrać wojnę, a to wyklucza negocjacje – podkreślił gość „Aktualności dnia”.

Całość rozmowy z red. Markiem Budziszem jest dostępna [tutaj].

 

radiomaryja.pl

drukuj