[TYLKO U NAS] Red. M. Budzisz: Rosjanie, którzy wyszli na ulicę, nie zatrzymają szaleństwa wojny
Wydaje mi się, że Rosjanie, którzy wyszli na ulicę, nie zatrzymają szaleństwa wojny, dlatego że protesty, które miały miejsce, odbywały się głównie w dużych miastach. Zdjęcia, które są dostępne z mniejszych miast, nie pokazują, że mamy do czynienia z masowymi protestami. Na Dalekim Wschodzie protesty skupiły raptem kilkaset osób. Moskwa i Petersburg widziały już demonstracje antyputinowskie liczone w setkach tysięcy, w związku z tym skala jest zupełnie inna. Rosjanie, którzy są zagrożeni poborem, uciekają z Rosji – wskazał red. Marek Budzisz, publicysta i ekspert do spraw wschodnich, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Władimir Putin ogłosił stan częściowej mobilizacji wojsk. Decyzja ma związek z kończącymi się kontraktami żołnierzy, którzy nie chcą dalej walczyć. Mobilizacja poskutkowała więc tym, że ich kontrakty zostały automatycznie przedłużone na okres bezterminowy.
– Wydaje mi się, że jest to próba eskalacji, chociaż skutki tego działania są wielowymiarowe. Ono ma zarówno charakter doraźny – reagowania na sytuację, która ma miejsce – jak i też obliczony na nieco dłuższą perspektywę. Jeśli chodzi o doraźne skutki, to warto wspomnieć o dwóch elementach. Po pierwsze, rosyjskie siły zbrojne, które poniosły znaczne straty w wojnie na Ukrainie, potrzebują uzupełnienia. Po drugie, musimy pamiętać, że wojska rosyjskie były w większości skonstruowane o tak zwanych żołnierzy kontraktowych, czyli tych, którzy podpisywali umowę – w Rosji podpisuje się umowę na pół roku. Fala podpisywania umów odbyła się w kwietniu i maju, co oznacza, że w październiku-listopadzie kontrakty wygasają. Było wiele informacji, że ci ludzie nie mają już ochoty na walczenie w wojnie, bo to miała być krótka wojna, a okazała się długą i bardzo krwawą. W związku z tym trzeba było tych ludzi jakoś zatrzymać na froncie i to jest jeden z elementów rozporządzenia podpisanego przez Władimira Putina. W punkcie czwartym jest zawarte sformułowanie, że w sposób automatyczny kontrakty, które pierwotnie były czasowe, ulegają przedłużeniu na czas nieokreślony. Drugim elementem doraźnym jest chęć przykrycia, że miała miejsce wynegocjowana wymiana jeńców wojennych – oznajmił ekspert do spraw wschodnich.
https://twitter.com/Taktoja1712/status/1572953746300092424
Zgodnie z doniesieniami medialnymi, na granicy #Rosja–#Gruzja również ustawiały się wczoraj kolejki "rosyjskich uciekinierów". pic.twitter.com/n1sEswrvvn
— Michał Marek (@mic_marek) September 22, 2022
Media podają informacje o protestach antyputinowskich w Moskwie i Petersburgu. Rosja jest jednak dużym krajem, w którym poparcie dla wojny nadal utrzymuje się na poziomie 60-70 procent. Co za tym idzie, wojnę popiera ponad połowa Rosjan.
– Wydaje mi się, że Rosjanie, którzy wyszli na ulicę, nie zatrzymają szaleństwa wojny, dlatego że protesty, które miały miejsce, odbywały się głównie w dużych miastach. Zdjęcia, które są dostępne z mniejszych miast, nie pokazują, że mamy do czynienia z masowymi protestami. Na Dalekim Wschodzie protesty skupiły raptem kilkaset osób. Moskwa i Petersburg widziały już demonstracje antyputinowskie liczone w setkach tysięcy, w związku z tym skala jest zupełnie inna. Rosjanie, którzy są zagrożeni poborem, uciekają z Rosji. Musimy jednak pamiętać, że Rosja jest wielkim krajem, w którym mieszka 146 mln ludzi, ale wszystkie badania opinii publicznych, czyli zarówno te, które są kontrolowane przez władzę, jak i niezależne, one pokazują, że poparcie dla wojny nadal utrzymuje się na dość wysokim poziomie 60-70 proc. Można dyskutować, czy te liczby są precyzyjne, ale wydaje się, że nie będzie wielkim błędem powiedzieć, że wojnę popiera więcej niż połowa Rosjan – mówił red. Marek Budzisz.
https://twitter.com/Bielsat_pl/status/1572610571832365059
Rosja. Trwają demonstracje przeciwko wojnie po ogłoszonu przez Władimira Putina częściowej mobilizacji. Ponad 820 demonstrantów zostało już zatrzymanych przez policję. pic.twitter.com/mAGvTyTw0z
— MAG Chaosu – kolejny Wielki Reset konta 😉 (@M7A7G7X) September 21, 2022
Ekspert zaznaczył, że do zapowiadanych przez Rosję referendów nie dojdzie, a straszenie przez Władimira Putina użyciem broni nuklearnej to tylko i wyłącznie straszak, żeby kraje zachodnie nie dostarczały dla Ukrainy więcej broni.
– Oczywiście to nie będą żadne referenda, dlatego że Rosjanie nie kontrolują żadnego obszaru z tych prowincji. W związku z tym nie są w stanie przeprowadzić tam żadnego aktu głosowania. To będzie wyssane z palca, jak jakaś cyfra mówiąca o tym, że większość chce przyłączenia. Przyłączenie zostało już zapowiedziane przez Władimira Putina i to jest pewien akt polityczny, a także próba zastraszenia sojuszników Ukrainy, ponieważ groził on już dwukrotnie użyciem broni nuklearnej i raz powiedział o katastrofie atomowej w jednej z elektrowni. Rosjanie robią to przede wszystkim po to, żeby wystraszyć zachodnich sojuszników, żeby nie dostarczali sprzętu Ukrainie. Wydaje się, że ten straszak już nie działa (…). To, czy Rosja odpowie nuklearnie, tego nikt nie wie, ale tutaj nie ma automatyzmu. Pamiętajmy, że strona ukraińska dość aktywnie atakuje cele znajdujące się na terenie Federacji Rosyjskiej. W związku z tym, gdyby był tutaj automatyzm, to Rosja już mogłaby ten pretekst wykorzystać. To jest próba zastraszenia i określenia celów wojennych Rosji – rzekł publicysta.
Całą rozmowę z red. Markiem Budziszem można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl



