Red. M. Budzisz o orędziu prezydenta USA: Wypowiedź J. Bidena trzeba odczytywać jako ostrzeżenie przed agresywną Rosją, ale również zwrócenie uwagi na fakt, że Niemcy mogą być kuszeni osłabieniem bloku zachodniego
Wydaje mi się, że ta wypowiedź jest niejednoznaczna, tzn. to jest jedna z możliwych linii interpretacyjnych, tym bardziej, że Joe Biden w dalszej części wystąpienia mówił o zagrożeniu agresją wojskową dla państw bałtyckich. Zwrócił uwagę na to, iż Rosja zaczyna podnosić kwestie granic i naszych ziem zachodnich (…). Odczytuję to jako pewien sygnał, iż Rosja może kusić Niemców, a przynajmniej część niemieckiej elity, wizją współpracy z Federacją Rosyjską po to, aby w konsekwencji, osłabiając blok zachodni, po pokonaniu Ukrainy, doprowadzić do rewizji ładu granicznego, który nastąpił po II wojnie światowej. Wypowiedź Joe Bidena trzeba odczytywać jako ostrzeżenie przed agresywną Rosją, ale również w pewnym sensie zwrócenie uwagi na fakt, że Niemcy mogą być kuszeni osłabieniem bloku zachodniego – mówił red. Marek Budzisz, publicysta, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Słowa te są swoistego rodzaju ostrzeżeniem przed agresywną Rosją, która swoją polityką chce skusić Niemców do współpracy, aby konsekwentnie osłabić blok zachodni.
– Wydaje mi się, że ta wypowiedź jest niejednoznaczna, tzn. to jest jedna z możliwych linii interpretacyjnych, tym bardziej, że Joe Biden w dalszej części wystąpienia mówił o zagrożeniu agresją wojskową dla państw bałtyckich. Zwrócił uwagę na to, iż Rosja zaczyna podnosić kwestie granic i naszych ziem zachodnich. W sensie wojskowym Rosja nie ma możliwości, musiałaby zająć Polskę, aby do takich rewizji doprowadzić. Odczytuję to jako pewien sygnał, iż Rosja może kusić Niemców, a przynajmniej część niemieckiej elity, wizją współpracy z Federacją Rosyjską po to, aby w konsekwencji, osłabiając blok zachodni, po pokonaniu Ukrainy, doprowadzić do rewizji ładu granicznego, który nastąpił po II wojnie światowej. Wypowiedź Joe Bidena trzeba odczytywać jako ostrzeżenie przed agresywną Rosją, ale również w pewnym sensie zwrócenie uwagi na fakt, że Niemcy mogą być kuszeni osłabieniem bloku zachodniego – wskazał Marek Budzisz.
Joe Biden podjął temat Polski w swoim wystąpieniu, ponieważ sprawa dotyczy także interesów Stanów Zjednoczonych.
– Myślę, że to, iż Joe Biden powiedział o tej kwestii w wystąpieniu, nie jest sprawą przypadku. Mógł przecież powiedzieć, że tak jak państwa bałtyckie, tak i Polska zagrożona jest bezpośrednią agresją wojskową ze strony Rosji, co jest prawdą. W rzeczywistości wybrał inne sformułowanie, które dotyczy interesu strategicznego Stanów Zjednoczonych. Mówiąc hipotetycznie, jeżeli Niemcy daliby się skusić rosyjskiej wizji odzyskania naszych ziem zachodnich, to oznacza, że pozycja USA w Niemczech – a w konsekwencji w Europie – uległaby zachwianiu. Joe Biden w dalszej części swojego wystąpienia powiedział, że jeżeli nie zatrzymamy teraz sił rewizjonistycznych, to pójdzie w stronę, że USA będzie musiało zaangażować się w wojnę. Jeżeli Niemcy dadzą się skusić Rosji, to przyśpieszy to wojnę – oznajmił publicysta.
Kraje Zachodu mają świadomość bieżącej sytuacji na świecie. Niestety, wiele państw ma problem z podjęciem decyzji związanej ze wzmacnianiem obronności. Związane to jest z faktem, iż inwestycje w wojsko kosztują, a to oznaczałoby zmianę dotychczasowych wydatków budżetowych. Ostatnie wybory pokazały, że również Polacy nie zdają sobie sprawy, że Polska jako kraj graniczący z Ukrainą jest zagrożona wojną.
– Oczywiście świadomość jest, ale są także problemy z podjęciem decyzji, dlatego że decyzje kosztują. Przestawienie gospodarki na potrzeby wojenne oznacza odpowiednie ukierunkowanie wydatków budżetowych, czyli oznacza przeznaczanie środków z budżetów państw na zbrojenia, a ograniczenie w innych sferach, np. w kwestii pomocy społecznej, rozwoju służby zdrowia. Tutaj występuje pewien problem gotowości do wykonania tego rodzaju kroku. Uważam, że my w Polsce również mamy z tym znaczący problem. Moim zdaniem część polskiej opinii publicznej, o czym świadczą ostatnie wybory, odmawia uznania nowej rzeczywistości, tzn. odmawia uznania faktu, że jesteśmy zagrożeni wojną, a w związku z tym myśli, iż możemy wrócić do realiów sprzed rosyjskiej agresji na Ukrainę, kiedy byliśmy względnie bezpieczni i Unia Europejska oraz NATO gwarantowały nam stabilność. Tego się nie da przywrócić. To powoduje, że znajdujemy się w sytuacji niebezpiecznej. Nasze działania na rzecz bezpieczeństwa Polski mogą być spowolnione, a to niestety może mścić się w przyszłości. Im jesteśmy silniejsi, tym mamy większe szanse, by odstraszyć Rosję, co oznacza zachować pokój. Im jesteśmy słabsi, tym przybliżamy się do wojny – akcentował gość „Aktualności dnia”.
Red. Marek Budzisz zauważył, że obecnie podstawowym konfliktem jest ten na linii Rosja-Ukraina. Istnieje jednak ryzyko, że jeśli Rosja z Ukrainą osłabną, to w rywalizacje włączą się jeszcze Chiny.
– Wydaje się, że dzisiaj podstawowy konflikt to ten, który istnieje na linii Rosja-Zachód. Pozostałe państwa wykorzystują okazję słabnięcia Rosji i mniejsze pole manewru Rosji, aby się bogacić, bo handlując z Rosją, zarabiają na tym. Państwa chcą również otrzymywać wymierne zdobycze strategiczne. Póki co nie mamy do czynienia ze światem dwubiegunowym, bo Chińczycy zajmują postawę wyczekującą. Ryzyko polega na tym, że jeżeli my jako Zachód szybko nie zakończymy wojny na Ukrainie, to może się okazać, iż za jakiś czas obie strony tego konfliktu na tyle osłabną, że wtedy Chińczycy uznają, iż są na tyle mocji, aby włączyć się do tej rywalizacji na własnych warunkach – wyjaśnił.
Całą rozmowę z red. Markiem Budziszem w „Aktualnościach dnia” można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl




