fot. PAP/Jakub Kamiński

R. Czarnecki: PE staje się sędzią w wewnętrznych sporach w państwach członkowskich UE

Po raz pierwszy, wbrew traktatowi o UE, europarlament staje się sędzią, a jakiejś mierze też prokuratorem, gdy chodzi o rozstrzyganie sporów wewnętrznych w państwach członkowskich UE; to niebezpieczny precedens – powiedział w piątek wiceprzewodniczący PE Ryszard Czarnecki (PiS).

To komentarz do czwartkowej decyzji konferencji przewodniczących Parlamentu Europejskiego, wedle której w przyszłą środę, na sesji w Strasburgu, PE ma głosować nad wnioskiem o odwołanie Czarneckiego z funkcji wiceszefa PE. To konsekwencja jego niedawnej wypowiedzi pod adresem europosłanki PO Róży Thun, w której porównał ją do szmalcownika.

W piątek rano w Polskim Radiu 24 polityk uznał decyzję kierownictwa PE za „niebezpieczny precedens”.

„Wewnętrzny spór polityczny w Polsce i polemika między politykiem PiS a posłanką PO staje się pretekstem do odwołania mnie z tej funkcji” – powiedział europoseł.

„Po raz pierwszy, wbrew traktatowi o UE, parlament w Brukseli i Strasburgu staje się sędzią, a jakiejś mierze też prokuratorem, gdy chodzi o rozstrzyganie wewnętrznych spraw, sporów, konfliktów, dyskusji w krajach członkowskich Unii Europejskiej” – dodał Ryszard Czarnecki.

Zwrócił uwagę, że słowa, które wypowiedział pod adresem Róży Thun, nie padły w europarlamencie.

„Tak samo jak słowa pani von Thun und Hohenstein o Prawie i Sprawiedliwości, o członkach PiS per +śmieci+, bo tak mówiła, pisząc na Twitterze, pisząc w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, skądinąd wtedy, kiedy ludzie sobie raczej życzenia składają, a nie obrzucają się obelgami. Te słowa – ani moje, ani jej, nie padły w Parlamencie Europejskim” – powiedział Ryszard Czarnecki.

Przypomniał, że w przeszłości zdarzało się, że europosłowie – np. Janusz Korwin-Mikke – byli karani za swoje wypowiedzi, ale – jak zaznaczył – padły one w europarlamencie.

„Natomiast po raz pierwszy się zdarza, że sankcje dotyczą wypowiedzi, które miały miejsce dla polskich mediów, konkretnie dla portalu niezalezna.pl” – powiedział polityk PiS.

Ryszard Czarnecki przypomniał też incydent z 2014 roku z udziałem innego polskiego wiceprzewodniczącego europarlamentu – Jacka Protasiewicza (wówczas europosła PO, obecnie posła koła UED), który wdał się na lotnisku we Frankfurcie nad Menem w kłótnię z niemieckimi celnikami i został zatrzymany przez policję.

„Ta sprawa, tego skandalu, który miał reperkusje nie tylko w polskich, ale też w niemieckich i europejskich mediach, nie była podstawą do odwołania (…) wiceszefa Parlamentu Europejskiego z PO” – powiedział polityk PiS.

W pierwszej połowie stycznia liderzy czterech grup politycznych w PE (chadeków, socjalistów, liberałów i Zielonych) napisali list do szefa europarlamentu Antonio Tajaniego, domagając się odwołania Czarneckiego z funkcji wiceszefa PE.

3 stycznia w wywiadzie dla portalu niezalezna.pl europoseł PiS powiedział, że „pani von Thun und Hohenstein wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj. (…) Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein i niestety wpisuje się ona w pewną tradycję”.

Była to reakcja na jej wystąpienie w krytycznym wobec działań władz reportażu francusko-niemieckiej telewizji Arte.

„Jak tak dalej pójdzie, w Polsce nastanie dyktatura, ale my nie zgodzimy się na to” – wypowiedziała się w materiale Thun.

Zgodnie z regulaminem europarlament podejmuje decyzje w sprawie ewentualnego odwołania jednego z wiceprzewodniczących większością dwóch trzecich oddanych głosów.

Róża Thun poinformowała w czwartek, że w przyszłym tygodniu złoży w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew przeciwko Czarneckiemu. Jak mówiła, jego wypowiedź była „wyjątkowo niegodna” i naruszająca jej dobre imię oraz „prawo do kultywowania pamięci historycznej”.

Dodała, że w swym pozwie będzie domagać się „symbolicznego zadośćuczynienia” – zasądzenia 50 tysięcy złotych na rzecz dwóch organizacji pozarządowych: Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu oraz Fundacji Forum Dialogu.

PAP/RIRM

drukuj