Przewodzi nam w wierze Maryja

Co napisać i jak to uczynić, by podkreślić
to, co dla mnie osobiście najważniejsze, a jednocześnie nie pomniejszyć tego,
co Benedykt
XVI umieścił z przodu sceny?
Pamiętam czytaną przeze mnie lata temu medytację, której autor malował przed
czytelnikami obraz zaczerpnięty z Psalmu 119: "Pochodnią dla mych stóp
słowo Twoje". Czytałem o świetle wiary, które rozjaśnia mroki, i o tym,
że trzeba pewnej refleksji, by dostrzec, że uniesioną wysoko pochodnię trzyma
czyjaś dłoń. Właściwie nieważne czyja, skoro ta postać ukrywa się w mroku.
Dla samej siebie jest ona nieważna, ważni jesteśmy my, pielgrzymi wędrujący
do Boga.
Czytałem, że może nawet o tym nie wiemy, ale ten Ktoś rozsuwa przed nami
zasieki gałązek, otacza opieką. Jakby działała także druga dłoń. Jedna trzyma
pochodnię,
druga ułatwia wędrówkę. Na końcu swych zamyśleń autor podał imię Żywego Świecznika.
To Maryja. W przesłaniu, jakie Ojciec Święty pozostawił nam, Polakom, jest
właśnie tak. Benedykt XVI mówił wiele o pochodni wiary, kilkoma słowami skierował
też uwagę na Tę, która nam ją niesie. Zaś w domu Matki, w jasnogórskiej "sali
na górze" wskazał, co czyni druga Maryjna dłoń. I polecił być jak Matka
Najświętsza: z dłońmi wiary i służby.

Maryjny Jan Paweł II. Maryjna Polska. Maryjny Benedykt XVI
Zwróćmy najpierw uwagę na kilka cech wędrówki Benedykta XVI po Polsce. Ojciec
Święty wyraźnie dał do zrozumienia, że pragnie poznać duchowe korzenie swego
poprzednika, Jana Pawła II, a te są przecież – co sam podkreślał – maryjne!
Kiedy mówił, że pragnie poznać naszą wiarę i czerpać z niej umocnienie dla
siebie i dla całego Kościoła, znowu w podtekście tych słów pojawiał się wątek
maryjny. Był on obecny w duchowości maryjnej ks. kard. Stefana Wyszyńskiego
przywołanej podczas spotkania w archikatedrze warszawskiej, zaznaczony w
zakończeniu papieskiego przemówienia do duchowieństwa, sygnalizowany w ostatnich
słowach homilii wygłoszonej podczas Liturgii odprawianej na placu Piłsudskiego
i przywołany w koronacji wizerunku Matki Bożej Trybunalskiej. Wszystko to
jednoznacznie wskazuje na docenienie przez Benedykta XVI tej maryjnej dominanty
w pobożności polskiej, która wyznaczyła szlaki duchowe jego poprzednika,
a nasz Naród uczyniła przez wieki niezłomnym w wierze.
Taka jest Polska, jaką widział Benedykt XVI, kraj, w którym w Maryję "wierzy
nawet taki, który w nic nie wierzy" (J. Lechoń); kraj z Jasną Górą i Kalwarią
Zebrzydowską, które nawiedził Ojciec Święty; z "Jestem, Pamiętam, Czuwam",
do których się odwołał; z litanią majową, którą śpiewał; nawet ze zbroją rycerską
z wizerunkiem Matki Bożej Hetmanki, którą otrzymał w darze od naszego wojska.
Polska jest maryjna i tak ją widzi Benedykt XVI, który w pierwszych godzinach
pobytu na naszej ziemi prywatnie, ale wystarczająco głośno powiedział, że Polak
to katolik, a jeśli katolik, to maryjny.
Polska maryjność jest dla Benedykta XVI cennym skarbem… Wie on, że nie byłoby
na Stolicy św. Piotra Papieża Polaka, gdyby nie było maryjnej drogi, jaką szedł
nasz Naród prowadzony przez Prymasa Tysiąclecia. Wie, że gdyby nie nasza głęboko
ugruntowana pobożność maryjna, bylibyśmy częścią Europy, w której kościoły
są często puste, gdzie konfesjonały służą za miejsce do przechowywania szczotki,
gdzie mało kto widzi powody, by wierzyć w Chrystusa. Nasza maryjność pomogła
nam (i pomaga!) zachować wiarę w Boga i wierność wobec Kościoła. Tak było w
minionych wiekach w Chinach, w Japonii, w Rosji, gdzie prześladowano Kościół,
wymordowano kapłanów, zburzono świątynie, ale lud zachował obrazy Matki Bożej
i różańce i przez wiele pokoleń potrafił przechować skarb wiary w swej maryjności.
To nie jest tylko historia; to również nasza współczesność.

Córa Syjonu
Przed przyjazdem Papieża czy tałem napisaną przez niego w 1977 r. "Córę
Syjonu. Rozważania o wierze maryjnej w Kościele". Nakreślony tam obraz
Maryi jest niezwykły. Przyglądałem się mu i czekałem, czym zostanie ubogacony
w Polsce.
Maryja to "Ta, która niesie ocalenie". Nie jest Ona kapłanem, ale
jako "Prorokini" i "Rycerka-Wybawicielka" ukazuje się jako
nadzieja dla Izraela wśród jego klęsk. Przez Nią ujawnia się moc Ducha, a słabość
i pustka staje się miejscem objawienia się mocy Boga.
Maryja to znak łaski oglądany od strony człowieka. Maryja to odpowiedź stworzenia
na dary Boga. Maryja to osoba niezbędna chrześcijaństwu, Ona bowiem pozwala
nam zrozumieć, czym jest historia zbawienia: że człowiek jest "odpowiedzią
na Bożą miłość", a ta odpowiedź to współpraca, dialog i partnerstwo.
Ksiądz kardynał Joseph Ratzinger, dziś Papież Benedykt XVI, stwierdza, że teologia
maryjna jest najlepszym miejscem do wyjaśnienia wielu tematów teologicznych.
Podkreśla, że teologia Kościoła, teologia Ducha Świętego, teologia Mądrości,
również teologia Przymierza i teologia Miłości są ściśle powiązane z mariologią.
Więcej, niektóre prawdy pozamaryjne są ściśle maryjne, a chrystologia musi
być tak radykalna, że sama staje się mariologią. Wiele pytań o Maryję to "Gottesfragen" –
pytania o samego Boga! Jeśli pytamy: "Czy Bóg działa, czy nie?", "Czy
w ogóle może działać?", "Co znaczy w ogóle ‚Bóg’?", odpowiedzi
szukajmy w Maryi. Ona pozwala dostrzec, że wierzymy w Boga, który "rzeczywiście
pozostaje Stwórcą w nowym stworzeniu" i ma wpływ na świat również w czasach
współczesnych.
Czy dziwi, że Maryja jest "berłem ortodoksji", skoro "symptom
mariologiczny jest po to, by ciężary chrześcijaństwa rozłożyć właściwie"?
Co najważniejsze, Maryja jest argumentem za działaniem nie tylko Boga, ale
i człowieka. Historia zbawienia – pisze Ojciec Święty – nie jest monologiem
Boga, lecz i odpowiedzią człowieka. Benedykt XVI dodaje jeszcze uwagę, że "Bóg
nie jest obecny wśród abstrakcji, nie wśród pojęć", lecz "osób".

Maryjny szyfr
Czy takim językiem będzie mówił Benedykt XVI w Polsce o Maryi? Na ile treści
zawarte w "Córze Syjonu" odbiją się w naukach papieskich wygłoszonych
w naszej Ojczyźnie? Szybko otrzymałem pierwsze wskazówki, które wprawiły
mnie jednak w zakłopotanie.
Już w Rzymie Benedykt XVI zawierza swe pielgrzymowanie po Polsce Maryi. Już
na Okęciu wspomina o "łaskawym spojrzeniu Maryi", które ma towarzyszyć
jego i naszemu "pogłębianiu wiernej więzi z Chrystusem, Jej Synem".
W katedrze warszawskiej słyszymy mocne: "Gdy będziecie żyli wiarą (…),
będziecie mogli zawsze liczyć na pomoc Tej, która przewodzi Kościołowi w wierze.
Zachęcam was, abyście zawsze wzywali Ją słowami, które dobrze znacie: ‚Jestem
przy Tobie, pamiętam, czuwam’". Na placu Piłsudskiego Papież mówi: "Niech
Maryja, Królowa Polski, wskazuje wam drogę do swego Syna i towarzyszy wam na
drodze do szczęśliwej i pełnej pokoju przyszłości".
"
Towarzyszenie", "pewność otrzymania pomocy", "wskazywanie
drogi", "wzywanie Jej"… Cóż to wszystko znaczy? – pytałem,
szukając klucza. Zagadka rozwiązała się na Jasnej Górze.

Szkoła Maryi
Benedykt XVI staje na Jasnej Górze i… wszystko przewraca się do góry nogami.
Nawet język trzeba zmienić, by nazwać to, co tam otrzymaliśmy.
W Częstochowie Ojciec Święty pozwolił nam dotknąć tajemnicy. Mówił nie o teologii,
ale o swym osobistym doświadczeniu. Powiedział, że gdy patrzymy na Maryję i
trwamy w kręgu Jej światła, przenika nas Boża moc, że trwając przy Maryi, możemy
doświadczyć potęgi miłości, poznać, co to znaczy, że Bóg jest miłością, stać
się skutecznymi apostołami jak Jan, który wziął Maryję do siebie.
Tak oto Benedykt XVI zapewnia, że przez wiarę nasze życie zostanie przeniknięte
mocą samego Boga, doświadczeniem, że Bóg jest miłością. A drogą do tego jest
bycie jak Maryja, bo w ten sposób dajemy miejsce Bogu, który działa z mocą.
Wtedy Bóg, nie my, będzie w stanie zmienić świat.
Wyzwanie warte podjęcia, prawda?
Żelazna logika Ojca Świętego prowadzi nas krok po kroku. Za chwilę okaże się,
że jest to logika samej Matki! Zdumiewające, ale w "sali na górze",
jaką tego dnia stała się Jasna Góra, Maryja była nam Mistrzynią aż po "prowadzenie
naszej medytacji". Jakby to, co słyszymy z ust Papieża w duchowej stolicy
Polski, było "słowem Maryi". Jakby Matka Najświętsza nie tylko pomagała
nam iść, ale czasem brała na ręce. Tak było na Jasnej Górze podczas wizyty
Benedykta XVI, tak jest w pierwsze soboty, w których Maryja zaprasza nas do
uczestnictwa w swym rozmyślaniu.
Maryja sama prowadziła jasnogórską medytację. To kapitalna uwaga Ojca Świętego.
W jej świetle wszystko nabiera zupełnie innej wagi: oto Piotr powtarza słowa
za Maryją, swoją Mistrzynią! Ich ranga jest nie do przecenienia!
To dlatego to przemówienie było tak inne i tak poruszające. Jest w nim nieco "Córy
Syjonu", ale jakże przetworzone są te prawdy! Teraz słychać w nich bicie
Serca Matki.
Co słyszymy? Że Maryja jest czynnie zaangażowana w dzieje zbawienia – tak te
minione, jak i współczesne. A historia zbawienia nie jest pojęciem abstrakcyjnym,
lecz wiąże się z życiem każdego człowieka, każdego z nas. To zaangażowanie
Maryi, doświadczane przez wieki i przez tyle współczesnych serc, jest kolejnym
dowodem na to, że chrześcijaństwo to nie światopogląd czy ideologia, ale obcowanie
z Bogiem przez wiarę i doświadczanie Jego miłości, która przemienia świat.
Sama Maryja nie jest kolejnym abstrakcyjnym pojęciem teologicznym. Ona jest
wśród nas, więcej, jest czynnie obecna. Przypominają się dwie dłonie Maryi
poprzedzającej nas w drodze. Jedna trzyma pochodnię wiary, druga rozsuwa gałęzie.
Tak, Ona nie przestaje działać wśród nas.
Co czyni? Benedykt XVI mówi językiem konkretów. Maryja uczy otwierać serca
na moc Bożą, uczy modlitwy, uczy żyć wiarą, wzrastać w niej, obcować z tajemnicą
Boga w każdej chwili życia. Ona podtrzymuje wiarę, uczy wytrwałości w wierze,
przekonuje, że można ufać Bogu.
By tego doświadczyć, trzeba na wzór Jana Apostoła wejść do Jej szkoły przez "ciszę
i skupienie", można rzec – "pójść Jej szkołą", czyli dać się
Jej prowadzić przez życie, wpatrując się w Nią i ucząc się od Niej, jak być
blisko Chrystusa. To szkoła "perypatetycka", czyli taka, w której
nauka dokonuje się w drodze, a nie w ławkach. Pielgrzymujemy w wierze z Maryją,
za Maryją.
Maryja działa? Tak, ale i my musimy działać. Jej szkoła wiele od nas wymaga.
Papież (Maryja, która prowadzi tę medytację) znów odwołuje się do konkretów.
Przypomina, że musimy zadbać o rozwój naszej wiary na bazie codzienności –
jak Maryja. Ogłasza, że trzeba nam uczyć się powierzać wszystko Bogu – jak
Maryja, uciekać się do Niego – jak Maryja, wierzyć w Jego moc – jak Ona, i
na Jej wzór nasycać wiarą codzienne zmaganie się ze sobą, przepełniać nią swe
życie wspólnotowe, swój apostolat.
Trzymana przez Maryję pochodnia wiary, która oświetla nasze życie, pozwala
też spojrzeć w życie samej Matki Chrystusa. Dzięki temu mamy możliwość weryfikacji
naszych postępów w wierze. Mamy spoglądać na swoje i na Jej życie wiary, by
porównywać siebie z Matką. Mamy uczyć się dostrzegać, ile jest w nas tego,
co jest w Maryi. I znów mamy konkrety: w Maryi jest zachwyt Bogiem i adoracja
Boga, służba z miłości, uczenie się Jezusa.

Świat bez zła
Zaczynam rozumieć całość maryjnego przesłania. Benedykt XVI każe nam przeglądać
się w Sercu Maryi. Jak? Przez stawanie do codziennego raportu: "Jestem
– Pamiętam – Czuwam". Mamy czynić maryjny rachunek sumienia, przeglądać
się codziennie w maryjnym zwierciadle cnót. Aż ujrzymy siebie takimi jak
Ona. A wówczas świat będzie należał do Boga! Zapewniają o tym święci z Ludwikiem
de Montfortem na czele, pisała też o tym Siostra Łucja, mówił Jan Paweł II.
Niemożliwe, by "stać się Maryją"? Możliwe – zapewnia Benedykt XVI
– bo Jej szkoła to nie tylko naśladowanie. Maryja działa! Dlatego trzeba pozwolić,
by prowadziła nas ku coraz głębszej wierze. Przez stanięcie w kręgu światła,
jakim płonie Maryjna pochodnia.
Gdybyśmy ośmielili się potraktować jasnogórskie słowa Benedykta XVI jako klucz
do przesłania całej jego pielgrzymki, pojawiłaby się przed nami puenta, która
jak wspólny mianownik związałaby ze sobą wszystko. Gdyby zrealizował się schemat
nakreślony w medytacji prowadzonej przez Matkę Najświętszą na Jasnej Górze
i łaska Boża odtworzyłaby w licznych ludziach obraz Maryi, objawiłaby się pośród
nas moc Boga. Kapłani byliby święci, powołań zakonnych byłoby wiele, młodzi
odnaleźliby sens życia, Europa wróciłaby do Boga, nie byłoby w historii ludzkości
tego, czego symbolem jest Auschwitz i Birkenau.
Maryja działa. W jednej ręce niesie nad nami pochodnię wiary. Drugą odsuwa
przeszkody, jakie pojawiają się na drodze. Tego samego uczy i nas. Mamy iść
naprzód w pielgrzymce wiary: uczyć się od Maryi, jak trwać mocni w wierze,
i na Jej wzór angażować się w służbę ludziom. By dać miejsce na przemieniające
działanie Boga.
Echem wracają słowa Pawła VI, wielokrotnie cytowane przez Jana Pawła II: "Maryja
jest jutrzenką lepszego świata". Benedykt XVI ubogaca je stwierdzeniem,
że to nasze upodobnienie się do Maryi sprawi, że powstanie nowy, lepszy świat.
Warto zapisać się do szkoły Maryi, w której uczy się obecny Papież.

Wincenty
Łaszewski

drukuj