fot. pixabay.com

Przedsiębiorcy muszą wybrać formę rozliczenia z fiskusem. Tzw. estoński CIT już obowiązuje

Do najbliższego poniedziałku przedsiębiorcy muszą określić, na jaką formę rozliczenia z fiskusem się zdecydują. Nową formułą jest tzw. estoński CIT, zgodnie z którym przedsiębiorcy zapłacą podatek dopiero przy wypłacie zysku. Jednym z warunków skorzystania z tych regulacji są przychody nieprzekraczające 100 mln zł rocznie.

Resort finansów liczy, że z tzw. estońskiego CIT-u skorzysta 200 tys. spółek. Jednak – jak informują media – wielu przedsiębiorców obawia się nowych przepisów. Ich zdaniem, forma rozliczenia jest niejasna i zawiła.

Zbigniew Kuźmiuk, europoseł Prawa i Sprawiedliwości oraz ekonomista, uważa, że obawy firm nie mają uzasadnienia.

– Państwu polskiemu zależy na tym, żeby w Polsce rzeczywiście przyspieszano inwestycje. Wielokrotnie mówił o tym premier. Miażdżącą większością zdecydował także o tym parlament, uchwalając ustawę. Moim zdaniem, nie ma obaw, że urzędy skarbowe będą indywidualnie utrudniać przedsiębiorcom korzystanie z estońskiego CIT-u. Mechanizm jest taki, że jeśli ktoś rozwija własną firmę z wcześniej osiągniętych zysków, po prostu nie płaci podatku dochodowego. Moim zdaniem, jest to bardzo poważna zachęta, aby wejść w ten system – akcentuje Zbigniew Kuźmiuk.

Tzw. estoński CIT, znany też jako ryczałt od dochodów spółek kapitałowych, został w Polsce wprowadzony 1 stycznia bieżącego roku. Formuła jest całkowicie dobrowolna dla przedsiębiorców. Aby z niej skorzystać, należy złożyć stosowny wniosek.

Przedsiębiorcy, którzy nie zdecydują się na nowe rozwiązanie, będą rozliczać się i zapłacą podatki według dotychczasowych zasad.

RIRM

drukuj