fot. PAP/Darek Delmanowicz

Pos. A. Adamczyk: Donald Tusk mówi, że dzisiaj czas na repolonizację. Jak ona wygląda? Otóż w przetargu na pociągi piętrowe, których bardzo nam potrzeba, stworzono takie kryteria zamówienia publicznego, które uniemożliwiły start polskich producentów

Kiedy rządziliśmy, podejmowaliśmy wszelkie działania, aby wspierać polskich producentów. Pamiętamy, w jakiej sytuacji była m.in PESA Bydgoszcz. Wszystkie zakłady nabierały na siebie dzięki zamówieniom publicznym. Wielcy producenci światowi mogą realizować zamówienia na wielu rynkach, dlatego że ich państwo lokowało zamówienia w swoich zakładach. Tymczasem Donald Tusk mówi, że dzisiaj czas na repolonizację. Jak ona wygląda? Otóż w przetargu na pociągi piętrowe, których bardzo nam potrzeba, stworzono takie kryteria zamówienia publicznego, które uniemożliwiły start polskich producentów (…). Być może chodzi o to, by nie zagrozić niemieckim producentom. Jesteśmy złomowiskiem Europy. Sprowadza się pociągi z zagranicy, tłumacząc, że musimy mieć dodatkowy tabor, zanim wyprodukowane zostaną nowe zamówione pociągi. To jest hipokryzja, jakich mało – mówił Andrzej Adamczyk, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były minister infrastruktury, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Ostatnie wykolejenie pociągu POLREGIO na trasie Miechów–Słomniki każe zadać poważne pytania o skuteczność procedur reagowania służb kolejowych na zgłoszenia dotyczące stanu infrastruktury. Trudno nie odnieść tego zdarzenia do wcześniejszego sabotażu na linii Warszawa–Lublin, gdzie reakcja państwa nastąpiła dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach, mimo realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa. W przypadku linii Kraków–Warszawa załogi pociągów sygnalizowały nieprawidłowości na torach, a mimo to przez kilka godzin dopuszczano ruch, co zakończyło się wykolejeniem. Sytuacja ta budzi trwogę i pokazuje, jak pilnie potrzebne są jasne, szybkie decyzje oraz publiczne zapewnienie pasażerów o bezpieczeństwie.

Patrzę na to z perspektywy tego, co stało się na polskich torach na linii kolejowej Warszawa-Lublin przed kilkoma tygodniami, kiedy doszło do swoistego zamachu terrorystycznego na naszych torach, bo odpalono ładunki wybuchowe, które spowodowały uszkodzenie torów. Z tej perspektywy widzę, że rząd podjął dopiero decyzję, dopiero kiedy w mediach niezależnych po całym dniu stwierdzono, iż stało się tam coś niedobrego. Sam minister infrastruktury dotarł tam dopiero w poniedziałek. Gdyby to dotyczyło tylko spraw politycznych obecnej koalicji rządzącej, to powiedziałbym „no trudno”, ale to dotyczy nas, bezpieczeństwa Polaków, bezpieczeństwa na kolei. W tym kontekście to, co stało się na linii kolejowej prowadzącej z Krakowa do Warszawy, przyprawia o trwogę i powoduje gęsią skórkę. Przejeżdżał tam jeden pociąg, drugi pociąg, załoga informowała, że coś niedobrego dzieje się na torze, a po kilku godzinach dochodzi o wykolejenia pociągu. Tego nie da się zrozumieć, to jest marazm, który grozi nam wszystkim. Chciałbym, żeby po kilku godzinach od tego zdarzenia minister odpowiedzialny za sprawy transportu wyszedł i powiedział wszystkim Polakom, że są bezpieczni – wskazał Andrzej Adamczyk.

W tym przypadku szczególny niepokój budzi fakt, że do wykolejenia doszło na odcinku, na którym prowadzone są prace modernizacyjne, a więc objętym podwyższonym nadzorem technicznym. W takich warunkach każda informacja przekazywana przez załogi pociągów o nieprawidłowościach w zachowaniu składu powinna uruchamiać natychmiastowe procedury bezpieczeństwa. Tymczasem reakcja służb była opóźniona lub wręcz żadna, co rodzi pytania o realne standardy zarządzania bezpieczeństwem na kolei. To pokazuje, że problem ma charakter systemowy, a nie incydentalny.

Na tym szlaku kolejowym prowadzone są prace modernizacyjne, więc tym bardziej odpowiedzialni za utrzymanie szlaku kolejowego powinni być wrażliwi na wszystkie komunikaty, że coś się dzieje z podtorzem, szyny kolejowe powodują, iż pociąg zachowuje się inaczej. Tutaj nie ma żadnej reakcji, żadnego działania. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że nie doszło do tragedii takiej, jaka miała miejsce w Hiszpanii. Tak nie może być, my tego nie możemy zaakceptować. Będziemy na ten temat rozmawiać w sejmowej komisji infrastruktury. My pytamy rząd, dlaczego jest tak źle, ale oni oczywiście odpowiadają, że jest bardzo dobrze i nie widzą problemu. Nie dostrzegają problemu, iż wiceminister odpowiedzialny za sprawy kolei w przypadku zamachu terrorystycznego na linii Warszawa-Lublin zareagował dopiero w poniedziałek. Tak nie można zarządzać państwem i tak wrażliwym obszarem, jakim jest infrastruktura kolejowa – zauważył poseł PiS.

Decyzja PKP Intercity o zakupie używanych wagonów z Niemiec rodzi poważne pytania o rzeczywiste priorytety państwa w zakresie polityki przemysłowej i transportowej. Polscy producenci taboru kolejowego posiadają doświadczenie i potencjał, by realizować podobne zamówienia. Niestety rząd Donalda Tuska po raz kolejny pokazuje, że zależy mu bardziej na niemieckiej niż polskiej gospodarce.

Mnie to się w głownie nie mieści. Kiedy rządziliśmy, podejmowaliśmy wszelkie działania, aby wspierać polskich producentów. Pamiętamy, w jakiej sytuacji była m.in PESA Bydgoszcz. Wszystkie zakłady nabierały na siebie dzięki zamówieniom publicznym. Wielcy producenci światowi mogą realizować zamówienia na wielu rynkach, dlatego że ich państwo lokowało zamówienia w swoich zakładach. Tymczasem Donald Tusk mówi, że dzisiaj czas na repolonizację. Jak ona wygląda? Otóż w przetargu na pociągi piętrowe, których bardzo nam potrzeba, stworzono takie kryteria zamówienia publicznego, które uniemożliwiły start polskich producentów (…). Być może chodzi o to, by nie zagrozić niemieckim producentom. Jesteśmy złomowiskiem Europy. Sprowadza się pociągi z zagranicy, tłumacząc, że musimy mieć dodatkowy tabor, zanim wyprodukowane zostaną nowe zamówione pociągi. To jest hipokryzja, jakich mało – akcentował były minister infrastruktury.

Całą rozmowę z Andrzejem Adamczykiem można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj