Polacy wychodzą na ulice – górnicy, hutnicy i rolnicy szykują się do następnych protestów
Kolejne grupy zawodowe przygotowują się do protestów. Na ulice wyjdą górnicy, hutnicy i rolnicy. Listopad może okazać się miesiącem społecznego sprzeciwu.
Rolnicy załamują ręce. Samozbiory podcięły im skrzydła.
– Rolnik za darmo oddaje płody rolne, produkty, które wytworzył sam, na które jednak poniósł nakłady, koszty i teraz nie ma zwrotu – mówił Marek Siniło, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej.
Produkcja kosztuje więcej niż oferują skupy. Rolnik nie zarabia, a na półkach taniej nie jest.
– W sklepach, w supermarketach mamy tę paprykę o wiele droższą, także rolnicy mają powody do protestowania – wskazał dr Jakub Koper, socjolog.
Lista tych powodów nie kończy się na tym, jakie pieniądze rolnicy otrzymują za swoje produkty. To także nowa niekorzystna umowa handlowa z Ukrainą czy unijne porozumienie z krajami Mercosuru.
– Nas rolników bulwersuje przede wszystkim fakt, że dla nas stawia się coraz większe wymagania dobrostanowe, środowiskowe, natomiast spoza granic Polski mogą wjeżdżać towary bez ograniczeń jakościowych – zaznaczył Marek Siniło.
Swoje obawy gospodarze chcą wyrazić na ulicach polskich miast, dołączą do nich górnicy. We wtorek na ulice Katowic wyjdą wszystkie organizację zrzeszone w Międzyzakładowym Komitecie Protestacyjno-Strajkowym Regionu Śląsko-Dąbrowskiego.
– Idziemy tak zwanym marszem gwiaździstym z trzech stron, spotykamy się pod Urzędem Wojewódzkim, tam będą wystąpienia liderów związkowych – wskazał Bogusław Hutek, przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „Solidarność”.
Powodów do protestów jest wiele. Przykładem jest sytuacja pracowników Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która walczy o przetrwanie. Spada zapotrzebowanie na węgiel koksowy, kluczowy dla produkcji stali. Europejska stal ma konkurencje ze Wschodu.
– Zalew stali z Ukrainy, zalew stali z Chin, która nie jest obciążana parapodatkami związanymi z polityką klimatyczną Unii Europejskiej – powiedział Dominik Kolorz, przewodniczący Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.
Jastrzębska Spółka Węglowa planuje restrukturyzację, w tym cięcia wynagrodzeń. Rząd twierdzi, że zareagował i ma projekt.
– Ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, zwłaszcza z komponentem związanym z osłonami dla pracowników Jastrzębskiej Spółki Węglowej. O to postulowali Ci, którzy protestują – mówił Miłosz Motyka, minister energii.
To był temat ostatniej rozmowy strony społecznej z przedstawicielami rządu.
– Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na szereg pytań, chociażby takich, dlaczego węgiel nie może być paliwem przejściowym, dopóki nie wybudujemy energetyki atomowej – zauważył Dominik Kolorz.
Związkowców martwi brak realizowania umowy społecznej, martwi brak nowych miejsc pracy, kiedy za chwilę mają być zamykane kolejne kopalnie.
– Jak zlikwidujemy na Śląsku 300-400 tys. miejsc pracy, co jest realnym zagrożeniem, to tu będzie zapaść – podkreślił Bogusław Hutek.
Problemy rolników, górników czy hutników są w dużej mierze uzależnione od polityki unijnej, Zielonego Ładu czy systemu ETS. Społeczny sprzeciw może budzić brak stanowczej reakcji władzy.
– Rząd po prostu jest bezbronny, bezradny w relacji do Brukseli. Bruksela centralizuje decyzje, wygasza pewne gałęzie gospodarki, a rząd jest tutaj bezwolny – akcentował prof. Mieczysław Ryba, politolog, wykładowca akademicki.
Grup zawodowych, które mają problemy, jest coraz więcej.
– „Solidarność” jest reprezentowana w bardzo wielu branżach i praktycznie w każdej z tych branż są jakieś problemy – oznajmił Bartłomiej Mickiewicz, zastępca przewodniczącego komisji krajowej NSZZ „Solidarność”.
„Solidarność” powołała sztab protestacyjny. Związkowcy alarmują, że w obliczu rosnącego zagrożenia rząd nie prowadzi z nimi żadnych rozmów.
TV Trwam News



