Podręczniki – pole minowe

Wystarczą dwie pozytywne opinie, by podręcznik został uznany za nadający się do dopuszczenia. Ale jak to jest, że pojawiają się w zrecenzowanych podręcznikach ewidentne błędy?

Szkoła ma nie tylko przekazywać wiedzę, ale także wychowywać. A wychowanie to ukazywanie systemu wartości. Zasada znana, ale niekoniecznie stosowana przez niektórych autorów podręczników. Można mylnie przedstawiać pojęcia i definicje, a fakty tylko jednostronnie.

W książce Lidii Czartoryskiej-Górskiej pt. „Ciekawi świata” (j. polski, szkoły ponadgimnazjalne, kl. 2) w części zatytułowanej „Język jako narzędzie perswazji” znajduje się fragment tekstu pochodzącego z „Gazety Wyborczej” (s. 95-96), w którym występuje dość osobliwy język: „W telewizorze pojawia się mnóstwo osób (…) raz (…) pani opowiada, jak pewien pan zrobił jej dziecko, raz się pojawia aktorka, która spółkuje z aktorem” (s. 96). Oprócz ewidentnego błędu językowego – „w telewizorze”, powinno być „w telewizji”, budowany jest z jednej strony wzorzec już nie prostego, ale wręcz wulgarnego języka („zrobił dziecko”), z drugiej sfera współżycia została sprowadzona do „spółkowania”. Pojawia się też definicja socjalizmu, z której wynika, że jest to system polegający na zniesieniu własności prywatnej, stanowiącej źródło nierówności klasowej. Socjalizm dąży do „zbudowania społeczeństwa bezklasowego”, w którym zrealizowana zostanie zasada równości i sprawiedliwości (s. 73). Poza błędem czysto logicznym tej definicji – nie ma sprawiedliwości, czyli oddania każdemu tego, co mu się należy, jeżeli zostanie zniesiona własność prywatna – socjalizm zostaje przedstawiony w sposób pozytywny, bez odniesienia do całej wiedzy i doświadczenia, jakie posiadamy na jego temat. W podręczniku „Historia” z serii „Odkrywamy na nowo” (B. Burda, B. Halczak, R.M. Józefiak, A. Roszak, M. Szymczak) dla szkół ponadgimnazjalnych uczniowie mogą dowiedzieć się, że wydana w Rosji przez Radę Komisarzy Ludowych „Deklaracja” z listopada 1917 roku zakładała, iż narody byłego Imperium Rosyjskiego mają prawo do samostanowienia, a w 1918 roku utworzono Rosyjską Socjalistyczną Federacyjną Republikę Rad, w skład której weszły zarówno republiki, jak i obwody autonomiczne oraz okręgi narodowościowe, które „same wyraziły chęć przystąpienia do federacji” (s. 35). System sowiecki nie „zakładał”, a tym bardziej nie realizował zasady dobrowolności znalezienia się w jego strefie wpływów.
I wreszcie promowanie postaw zawartych w filmie o Harrym Potterze. W książce do języka polskiego Aleksandry Rawicz „Ciekawi świata” cz. I (szkoła podstawowa, kl. 4) pojawia się polecenie obejrzenia fragmentu filmu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” (s. 199).
Ministerstwo Edukacji Narodowej promuje GMO. Według rozporządzenia ministra edukacji, uczeń powinien wyjaśnić, czym jest produkt GMO, co to jest organizm genetycznie zmodyfikowany, przedstawić korzyści, jakie płyną z wprowadzenia obcych genów do mikroorganizmów, a także podać przykłady produktów, które są otrzymywane z wykorzystaniem transformowanych mikroorganizmów. W tę „myśl” ministerstwa wpisuje się „Biologia. Zakres podstawowy. Podręcznik dla szkół ponadgimnazjalnych” (B. Jakubik, R. Szymańska).

Błędy merytoryczne
Każda książka przeznaczona do korzystania przez uczniów w ramach przedmiotu przechodzi przez ręce recenzentów. Wystarczą dwie pozytywne opinie, by podręcznik został uznany za nadający się do dopuszczenia. Ale jak to jest, że pojawiają się w zrecenzowanych podręcznikach ewidentne błędy? Czy to przeoczenie, czy czysty przypadek? Trudno w to uwierzyć. Barbara Nowak, nauczycielka, radna PiS w Krakowie, potwierdza, że wiele nowych podręczników zawiera błędy. W cytowanej już „Historii” z serii „Odkrywamy na nowo” pojawia się nieścisłość: „W 1938 roku rząd polski wysłał do Czechosłowacji notę, domagającą się przyznania państwu polskiemu Zaolzia, czyli będącej w granicach Czechosłowacji części Śląska Cieszyńskiego. Żądania terytorialne wobec Czechosłowacji wysunęły też Węgry. Wzmocniło to pozycję Hitlera (…)” (s. 93). Powyższy tekst może sugerować, że działania polskie wsparły przywódcę Niemiec, a Zaolzie zostało przez Polaków zajęte („na Zaolzie wkroczyły wojska polskie”, s. 93). Wprawdzie jest informacja, że w tym rejonie większość stanowili Polacy, ale zabrakło, w tym kontekście, innej informacji – że po I wojnie światowej miało odbyć się referendum w sprawie przynależności państwowej Zaolzia. Referendum nie zostało przeprowadzone, a Polacy wobec obrony granic na wschodzie zgodzili się na konferencji w Spa, by Zaolzie zostało wcielone do Czechosłowacji.

Promocja i reklama mediów
Dla czasopism i stacji telewizyjnych nie ma lepszej reklamy niż cytowanie w podręczniku. Uczniowie są „oswajani” z tytułem i istnieje duże prawdopodobieństwo, że po niego sięgną. A są to tytuły o określonym nachyleniu „ideologicznym”, szczególnie gdy gazeta ta traci czytelników. W podręczniku „Język polski. Kształcenie kulturowo-literackie i językowe” (U. Jagiełło, R. Janicka-Szyszko, M. Steblecka-Jankowska) przeznaczonym dla klasy 1 szkół ponadgimnazjalnych znaleźć możemy cytaty artykułów pochodzących z tygodnika „Wprost” (s. 173) oraz z „Polityki” (s. 182-184). Ten pierwszy stanowi silny atak na środowisko artystyczne: „artyści nie nauczyli się współżyć ze światem finansów”, „umieją biernie przyjmować pieniądze”. W tekście jest sugestia, że np. w Warszawie istnieje za dużo teatrów. To idealne wpisanie się w działania polegające na zamykaniu i ograniczaniu finansowania ośrodków kultury w wielu polskich miastach, w tym w stolicy.
W najbardziej krytykowanej książce „Ku współczesności. Dzieje najnowsze 1918-2006” (A. Brzozowski, G. Szczepański) wydanej przez Stentor dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych (s. 258) pojawia się zadanie: „Scharakteryzuj rolę »Gazety Wyborczej« od »Solidarnościowej« opozycji po najbardziej poczytną, atrakcyjną dla szerokiej publiczności gazetę”. Autorzy tym samym zakładają, jakiego typu jest gazeta oraz nie dają możliwości oceny dziennika inaczej niż pozytywnie.
Podręcznik do języka polskiego, wydany przez Nową Erę, dla gimnazjum (klasa 2, autorzy: A. Brożek, A. Ciesielska, M. Pułka, D. Zych) „Swoimi słowami” zawiera fragmenty wywiadu, jaki przeprowadził Kamil Durczok z górnikiem, który przeżył 5 dni pod ziemią w wyniku tąpnięcia w kopalni Halemba (s. 115-117). Rozmowa długa, ponad dwie strony, „ściągnięta” ze strony radia RMF. Obecnie Durczok pracuje w TVN.

Ukazanie Kościoła
Przedstawienie Kościoła katolickiego może mieć różne formy – od obiektywnego, poprzez atakujące, aż po umniejszające jego rolę i znaczenie w sposób ukryty. Podręcznik szkolny powinien ukazywać Kościół obiektywnie. A jak to wygląda? Według przywołanej książki „Ciekawi świata” cz. II ( j. polski), Kościół jako „instytucja”, a także religia chrześcijańska „nie ostały się” wobec oceny myślicieli (oświecenie), którzy mieli na tyle odwagi, by z dystansu oraz bezpośrednio ocenić chrześcijaństwo, byli także wyzwoleni z „doktryny religijnej” (s. 237). Co znaczy: „nie ostał się” ani Kościół, ani religia? Czy zatem przegrały one z myślą oświeceniową? Czy przestały całkowicie istnieć?
W opinii obiegowej, niesłusznie, ale jednak, słowo „konserwatywny” ma znaczenie negatywne. Określa kogoś, kto jest zamknięty, brak w nim tolerancji etc. W jednym z podręczników pojawia się stwierdzenie, że instytucja Kościoła ze swojej natury jest konserwatywna i to jej przeciwstawiono dobroczynny wpływ racjonalnej nauki oraz cywilizacji. Ten wyraz w zestawieniu z określeniem „dobroczynny” (wpływ nauki) sprawia, że postrzeganie Kościoła może być negatywne („Język polski. Kształcenie kulturowo-literackie i językowe”, szkoły ponadgimnazjalne, klasa 2, autorki: R. Janicka-Szyszko, M. Steblecka-Jankowska, s. 205).
Chcąc osłabić opinię o Kościele, wystarczy zbyt ogólnie i negatywnie przedstawić osoby duchowne. W tej samej książce na stronie 15 autorki piszą, że reformacja była odpowiedzią na „demoralizację kleru oraz papiestwa”.
Jest mało takich określeń, które mogą kogoś szybko i trwale zdyskredytować. Do jednych z nich należy oskarżenie o antysemityzm. W cytowanym podręczniku „Historia” z serii „Odkrywamy na nowo” pojawia się informacja, że po zakończeniu II wojny światowej „silne postawy antysemickie (obok społeczeństwa polskiego) reprezentowali też hierarchowie i duchowieństwo rzymskokatolickie” (s. 339).

Promocja internetu
Internet nie jest źródłem naukowym czy literackim, w podręcznikach mamy jednak do czynienia z błędnym podejściem czy wręcz zniechęcaniem dziecka do korzystania z książek, a zachęcaniem do spędzania czasu przed ekranem komputera i odkrywaniem „bogactwa” internetu. A wszystko w dzisiejszej dobie, gdy Polacy czytają coraz mniej, a uczniowie opracowują fragmenty lektur.
W podręczniku do języka polskiego dla 4 klasy szkoły podstawowej pt. „Między nami” (Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe, autorki: A. Łuczak, A. Murdzek) pojawia się definicja emotikonu (s. 14) i zadanie polegające na przeczytaniu podanego „fragmentu rozmowy na forum internetowym” i ustaleniu „jej tematu” (s. 25).
W książce także przeznaczonej dla czwartoklasistów szkoły podstawowej pt. „Historia i społeczeństwo” z serii „Odkrywamy na nowo” (R. Antosik) dowiadujemy się, że dzięki internetowi uczniowie mogą znaleźć odpowiedzi na pytania, co wcześniej wymagało „długich godzin spędzonych w czytelniach” (s. 183).
Eksperci zauważają, że podręczniki (w większości) nie spełniają swojej roli. Kontrowersje budzi zarówno ich strona merytoryczna, jak również sam proces ich dopuszczenia. Profesor Ryszard Terlecki mówi, że książki te są recenzowane przez trzy osoby: dwie recenzje od strony merytorycznej, jedna od strony językowej.
– Po powierzchownej ocenie podręcznik jest dopuszczany. Nauczanie zależy od prowadzącego nauczyciela, ale duże znaczenie ma podręcznik, ponieważ jest sposobem kontaktowania się nauczyciela z uczniem. Nie można sobie pozwolić tutaj na niefrasobliwość – uczula profesor Terlecki.

Dr Tomasz Kornecki  jest niezależnym publicystą, prawnikiem i teologiem, wykładowcą na 
Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.
drukuj