(fot.PAP/EPA)

ONZ zawiesiła misję w Syrii

W związku z eskalacją aktów przemocy w Syrii, do których dochodzi mimo zawieszenia broni, międzynarodowa misja obserwatorów ONZ – UNSMIS, zawiesiła swoją działalność w tym kraju. USA zapowiedziały intensywne konsultacje z partnerami międzynarodowymi w celu znalezienia wyjścia z impasu.

– Ze względu na wysoce ryzykowną sytuację UNSMIS zawiesza działalność – oświadczył w sobotę szef misji obserwacyjnej gen. Robert Mood. Jak wyjaśnił Norweg, po ostatnich nasilających się atakach także na członków misji ONZ obserwatorzy nie będą na razie organizowali patroli i pozostaną w miejscach zakwaterowania. Generał zaznaczył jednak, że sytuacja będzie codziennie weryfikowana i na tej podstawie będą podejmowane dalsze decyzje. – Naszym celem pozostaje powrót do normalnej pracy – zapewnił. I choć decyzja ta spotkała się ze zrozumieniem władz w Damaszku, ostro skrytykował ją brytyjski minister spraw zagranicznych William Hague, podkreślając, iż kwestionuje ona dalsze istnienie i rentowność misji.
Również zagraniczni komentatorzy są zdania, że ONZ swoją decyzją dała jasno do zrozumienia, iż sama nie jest w stanie poradzić sobie z sytuacją panującą w tym kraju. Dlatego też w odpowiedzi na zawieszenie misji obserwatorów ONZ głos zabrał rzecznik Białego Domu Tommy Vietor, podkreślając, że władze USA poszukują innych możliwości działań w ogarniętej wojną domową Syrii. Jak dodał, w tym celu amerykańskie władze prowadzić będą „intensywne konsultacje z międzynarodowymi partnerami”. – W tym krytycznym momencie prowadzimy konsultacje z naszymi partnerami międzynarodowymi w zakresie kolejnych kroków na rzecz syryjskiej transformacji ustrojowej, do której wezwano w rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ – podkreślił Vietor.
Od maja w Syrii przebywa 300 obserwatorów, których zadaniem jest monitorowanie sytuacji w kraju w ramach misji UNSMIS. Ich 90-dniowy mandat upływa w lipcu.

 

Oblężone Hims wymiera

Decyzja ONZ o zawieszeniu misji swoich obserwatorów dodatkowo pogarsza i tak już tragiczną sytuację Syryjczyków. Jak podkreślają syryjscy opozycjoniści, na których powołuje się telewizja BBC, tylko podczas sobotnich walk w całym kraju zginęło co najmniej 60 osób, w tym wiele kobiet. Najbardziej zmasowaną akcję siły reżimu prowadziły w okolicach Damaszku, gdzie zginęło co najmniej 15 osób. Dziesięć kolejnych zmarło w wyniku ostrzału miasta Hims, którego cztery dzielnice są całkowicie odcięte od świata.
Według BBC, należy się spodziewać, że prowadzone przez 30 tys. proreżimowych żołnierzy i milicjantów oblężenie może doprowadzić do kolejnej masakry cywilów. Jak zaznaczają przedstawiciele Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka w Londynie, ponad 1 tys. rodzin z Hims „nie ma co jeść i pozbawionych jest opieki lekarskiej”. – Ludzie po prostu wymierają – zaznacza jeden z przedstawicieli organizacji. Tymczasem według wspomnianego działacza, co najmniej 200 rannych wymaga natychmiastowej pomocy lekarskiej. Nie lepiej sytuacja przedstawia się w prowincji Dara i Aleppo, które także padły celem sobotniej akcji sił reżimu.


drukuj