Lekarze i wolontariusze na wagę złota

W domowym Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu od samego początku pracują tylko wolontariusze. Tu nikt za pomoc terminalnie chorym pacjentom nie bierze pieniędzy. – My nie pracujemy, my posługujemy – podkreśla jedna z pań wolontariuszek. Wszystko po to, aby – jak mówi kierujący placówką ks. Marek Kujawski SAC – zachować czystość idei hospicjum. – Według założyciela hospicjum ks. Eugeniusza Dutkiewicza, miała to być wspólnota ludzi bezinteresownie pomagających chorym i ich bliskim – wyjaśnia.
W miniony czwartek Sejm uchwalił nowelizację Ustawy o działalności leczniczej, dzięki czemu organizacje prowadzące hospicja nie będą traktowane jak przedsiębiorstwa, a co za tym idzie – w dalszym ciągu będą mogły korzystać z pomocy wolontariuszy. Posłowie mieli na to czas do 30 czerwca. Zakładając, że nowelizację podpisze prezydent, kończy się horror, jaki przez ostatni rok przeżywali pacjenci, ich rodziny oraz personel hospicjów.

 

Wyrzuceni za burtę

Gdy słyszy się o sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu, aż trudno uwierzyć, że jeszcze funkcjonuje. Placówka opiekuje się głównie ludźmi z chorobami nowotworowymi oraz dziećmi w stanach terminalnych choroby.
– Od pierwszego stycznia tego roku Narodowy Fundusz Zdrowia wyrzucił nas za burtę, nie podpisując z nami umowy na hospicjum domowe, które jest podstawą naszej działalności – skarży się kierujący placówką ks. Marek Kujawski SAC, duszpasterz hospicjum.
NFZ stwierdził, że nie dopełniono formalności przy składaniu oferty na świadczenie usług medycznych. Jednym z zarzutów była zbyt wysoka cena złożonej przez hospicjum oferty. – Ważna okazała się jakość dokumentów, a nie jakość opieki, którą sprawujemy nad chorymi – opowiada ks. Kujawski. Tym sposobem hospicjum, które przez sześć poprzednich lat współpracowało z Funduszem, nie dopuszczono nawet do negocjacji. Co zatem stanie się z chorymi, którym pozostawiono hospicjum, ale zabrano środki do życia? Inne placówki nie są w stanie objąć opieką wszystkich chorych, którymi zajmuje się Hospicjum Królowej Apostołów. – Czy to oznacza, że ci ludzie mają umierać bez opieki? – pyta ks. Kujawski. Mało tego, gdyby 1 lipca weszły w życie przepisy ustawy w zakresie rejestracji działalności leczniczej, placówki działające na zasadzie non profit nie mogłyby pozyskiwać środków w postaci darowizn i 1 proc. od organizacji pożytku publicznego. A to dla hospicjum domowego z Radomia oznaczałoby pozbawienie go praktycznie jedynego źródła dochodu i upadłość. Tym bardziej że już dziś musiało ono ograniczyć liczbę przyjmowanych pacjentów. Brakuje nawet na paliwo do hospicyjnych karetek, które jeżdżą do chorych aż w pięciu powiatach przez 24 godziny na dobę. Jednak poza gminą Radom żadna z pozostałych gmin znajdujących się na obszarze tych powiatów ani razu w ciągu ostatnich ośmiu lat nie wsparła hospicjum. – Znajdują pieniądze na schroniska dla psów i kotów, ale nie znajdują ich dla chorych i umierających – denerwuje się ks. Kujawski.
– Żyjemy z niewielkich środków, które udało nam się zaoszczędzić, z pieniędzy przekazanych nam w ramach jednoprocentowego odpisu od podatku, a o resztę żebrzemy – wyjaśnia. Szokująca jest również sytuacja, że tragiczna sytuacja hospicjum nie interesuje mediów, nawet lokalnych. – Więc może warto zadać pytanie: co prezentują media, które słysząc o pozbawionych środków do życia hospicjach, milczą? – pyta duszpasterz.

 

Okruchy dobra

Również misja Hospicjum Opatrzności Bożej w Wołominie, oparta w dużej mierze na posłudze wolontariuszy oraz darowiznach, przez ostatni rok stała pod znakiem zapytania. Chaos, który powstał wokół hospicjów, wywołany niespójnymi z systemem prawnym rozwiązaniami przyjętymi w Ustawie o działalności leczniczej, spowodowałby problem nie mniej poważny, bo polegający na odcięciu ważnego źródła finansowania działalności, jakim jest 1 proc. podatku przekazywanego organizacjom pożytku publicznego. – To, czy ustawa o działalności leczniczej wejdzie w życie w niezmienionej formie, czy też nie, było dla nas przez ostatni rok zasadniczym problemem. Po prostu nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądała nasza przyszłość – mówi ks. dr Dariusz Czupryński FDP, dyrektor hospicjum w Wołominie. Tym bardziej że potrzebne są pieniądze na remont ośrodków oraz wymianę starego, zużytego sprzętu na nowy, aby zapewnić pacjentom lepsze i bezpieczniejsze warunki pobytu oraz podwyższyć komfort ich życia. A na to z pewnością nie wystarczą środki otrzymywane z Narodowego Funduszu Zdrowia.
– Dziś inwestycje zależą głównie od tego, ile osób podzieli się z nami procentem podatku. Bez wrażliwości serca, okruchów dobra ze strony wielu ludzi i instytucji niemożliwe byłoby funkcjonowanie hospicjum – opowiada ks. Czupryński. Podkreśla, że pragnieniem personelu hospicjum jest zagwarantowanie pacjentom opieki medycznej na najwyższym poziomie, zapewnienie im niezbędnych leków, środków opatrunkowych, materiałów jednorazowego użytku, sprzętu medycznego oraz środków do pielęgnacji i higieny.
Hospicjum Opatrzności Bożej w Wołominie zajmuje się zwłaszcza osobami cierpiącymi na choroby nowotworowe. Zakładając hospicjum, Księża Orioniści kierowali się głównie przesłaniem zawartym w charyzmacie ich założyciela, św. Alojzego Orione, który pisał, że w imię Opatrzności Bożej, nie bacząc na wiek, narodowość czy religię, otwiera swe ramiona i serce zarówno zdrowym, jak i chorym, a zwłaszcza cierpiącym i opuszczonym, ponieważ widząc w nich Jezusa, pragnie, dać im „wraz z chlebem dla ciała boski balsam wiary”. – Chcemy stworzyć pacjentom i ich rodzinom klimat domowego ciepła, zapewniając im wygodę i pełny komfort w ostatnich dniach ich życia. Doposażamy hospicjum w niezbędny sprzęt medyczny, rehabilitacyjny i pomocniczy – podkreśla ks. Czupryński. Wskazuje, że skutkiem ustawy o działalności leczniczej mogło być uniemożliwienie wszelkiej działalności charytatywnej i non profit w hospicyjnej opiece zdrowotnej, innymi słowy – likwidacja organizacji pozarządowych w dziedzinie prozdrowotnej. A to z kolei spowodowałoby uprzedmiotowienie osób chorych i zupełne zepchnięcie ich na margines życia społecznego. – W sytuacjach, gdy ustanawia się prawo, które mogłoby pozbawić chorych profesjonalnej opieki hospicyjnej, zadajemy sobie pytanie, gdzie jest wrażliwość ludzka, miłość i zrozumienie dla ludzi cierpiących – zastanawia się ks. Dariusz Czupryński. Znaleźć chętnych do pracy w opiece hospicyjnej jest naprawdę trudno. Niewiele osób chce mieć na co dzień kontakt z ludzkim cierpieniem i odchodzeniem. Dotyczy to również lekarzy. Z tym problemem boryka się zarówno Hospicjum Opatrzności Bożej w Wołominie, jak i Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu. – W naszym regionie pracuje siedmiuset lekarzy, a od ośmiu lat bezskutecznie poszukuję jednego, który zechciałby bezinteresownie posługiwać w naszym hospicjum – twierdzi ks. Kujawski. Dwóch już pracujących w placówce lekarzy kapłan musiał sprowadzić z południa Polski – spod Krakowa i Katowic. Jakiś czas temu ks. Kujawski przemawiał na zebraniu działającego w Radomiu Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich. – Po moim wystąpieniu ani jeden lekarz nie przyszedł do hospicjum i nie zapytał: w czym mogę pomóc? – opowiada. – Brak ludzi, którzy zechcieliby się w pełni zaangażować w działalność stowarzyszeń i fundacji zajmujących się opieką hospicyjną, oraz często brak wolontariuszy to główny problem polskich hospicjów – potwierdza Jolanta Stokłosa, prezes Forum Hospicjów Polskich. Oprócz tego hospicja mają coraz mniej pieniędzy. – Opieka hospicyjna, szczególnie stacjonarna, nie jest tania. W związku z tym jeżeli ma być dobra i bezpłatna dla każdego, także dla ludzi, którzy nie są ubezpieczeni, wymaga pozyskiwania środków z różnych źródeł. Stąd tak ważny jest jeden procent pożytku publicznego – podkreśla pani prezes.

 

Śmierć istnieje

Ubiegłoroczna ustawa, która mogła załamać opiekę hospicyjną w Polsce, może świadczyć o tym, że przygotowujący ją ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że w tym przypadku chodzi o pomoc człowiekowi, który umiera. A przecież pracujący w hospicjach kapłani i psycholodzy zajmują się również rodziną umierającego, która coraz częściej nie potrafi się przygotować, a następnie pogodzić ze śmiercią kogoś bliskiego.
Obecnie w Polsce działa 140 hospicjów. Według prezes, powstaje ich znacznie mniej niż w latach 90. i z całą pewnością są takie miejsca w naszym kraju, do których nie dociera domowa opieka hospicyjna. Czemu tak się dzieje? – Być może jest coraz mniej ludzi, którzy chcąc bezinteresownie pomagać i poświęcić swój czas potrzebującym, jednoczyliby się i zakładali hospicja – zastanawia się Jolanta Stokłosa. Jej zdaniem, jest to też wynik tego, że w mediach zbyt mało wspomina się o problemach ludzi umierających. Najczęściej odsuwamy ten fakt od siebie i rzadko kiedy się zdarza, aby ktoś w młodym lub średnim wieku myślał o śmierci. A to jest bardzo istotna sprawa, jeżeli chce się organizować opiekę dla ciężko chorych ludzi i zapewnić im godne życie aż do momentu naturalnej śmierci.

drukuj