Nieuchronność śmierci – MEMENTO MORI

Szczęść Boże!

Nieuchronność śmierci jest przedmiotem zainteresowania wielu dyscyplin naukowych. Godne uwagi są tu niemal sztandarowe dla części z nich sentencje z charakterystyczną dla łaciny precyzją i zwięzłością odnoszące się do sedna rzeczy. Czym dla dziedzin zajmujących się życiem wiecznym jest łacińska paremia MEMENTO MORI (pamiętaj, że umrzesz), tym dla fundamentów medycyny zabiegającej o życie doczesne w osiągalnym zdrowiu jest fraza spotykana w miejscach badań osób zmarłych – HIC MORTUI DOCENT VIVOS (tutaj zmarli uczą żywych). Właśnie od zmarłych żywi nauczyli się niemal wszystkiego, co składa się na aktualny stan wiedzy medycznej w obszarze prewencji, profilaktyki, diagnostyki, terapii. Za pomocą prostych porównań losów ludzi narażonych i nienarażonych na ściśle określone czynniki szkodliwe można stwierdzić co tak naprawdę szkodzi zdrowiu i posługując się prawem sanitarym, dążyć do możliwego do osiągnięcia zminimalizowania zagrożenia ze strony tych czynników całych populacji, które od dnia wprowadzenia nowych norm sanitarnych są chronione przed szkodliwościami obecnymi w wodzie, w żywności, w powietrzu atmosferycznym i w pomieszczeniach, na stanowiskach pracy, czy np. w zakładach lecznictwa.

Koszt wprowadzenia każdej normy jakościowej, zwłaszcza służącej ochronie zdrowia ludzi jest niezwykle wysoki, może być wręcz rujnujący dla całych działów gospodarki, więc każda norma sanitarna musi być wyjątkowo mocno uzasadniona. Wśród dowodów ważne znaczenie mają wyniki sekcji zwłok, badań histopatologicznych wycinków pobranych za życia i po śmierci ofiar narażenia na konkretne stężenia i natężenia czynników szkodliwych. Gdyby funkcjonariuszom państwa odpowiedzialnym za egzekwowanie norm sanitarnych były dobrze znane przyczyny, dla których normy te muszą być przestrzegane, zapewne niewielu lekarzy spośród jeszcze pozostałych w strukturach sanepidu i sanepidowi podobnych systemów ochrony zdrowia publicznego postawiło by korzyści z posady przed etyką zawodową. Oczywiście, ta uwaga dotyczy tylko tych lekarzy, którzy spełniają kryteria etyki zawodowej, ściśle określone ustawowo i kodeksowo, zresztą.

Złożenie podpisu i przystawienie lekarskiej pieczątki pod orzeczeniem o przydatności wody z konkretnego wodociągu czy żywności z określonej partii produkcyjnej do spożycia, wymaga pewnej zdolności do myślenia może nie abstrakcyjnego, jakby to nazwali żałośni w swym nieuctwie politycy, ale, nazwijmy to – uogólniającego los pojedynczego pacjenta, ba – zupełnie zdrowego pierwszego lepszego człowieka z ulicy, na wręcz nieprzewidywalną zmienność różnych uwarunkowań skutków narażenia w populacji pozostającej pod opieką. W skład tej populacji wchodzą także i najsłabsi i narażeni na synergistyczne, wzajemnie potęgujące się skutki rozmaitych czynników szkodliwych, najczęściej wcale albo słabo zidentyfikowane. Filozofia budowania norm sanitarnych zakłada, że punktem odniesienia jest właśnie zdrowie tych najsłabszych a nie werbunkowych kategorii A. Gdy niezbędnie potrzebne normy sanitarne nie są przestrzegane, bo służby odpowiedzialne za kontrolę i nadzór w obszarze zdrowia publicznego lekceważą swoje ustawowe obowiązki, zamiast planowego systematycznego działania, marnotrawią powierzone im siły i środki, aby akcyjnie wykonać polityczne zlecenia na rzecz poprawy wizerunku rządzących partii, prędzej czy później tragiczne skutki muszą się ujawnić.

Zwykły Kowalski staje się pacjentem. Nagle okazuje się, że pani Nowak z naszego biura jest chora na raka. Rodzice małego rodzeństwa z sąsiedztwa, które już wcześniej miało problemy z odpornością, zaczynają intensywnie poszukiwać ratunku dla swoich dzieci.

W tym oto momencie ludzie z kategorii zdrowych z tzw. populacji generalnej przechodzą do kategorii chorych wymagających diagnozowania, leczenia, rehabilitacji, wszelkich procedur z obszaru medycyny już nie zapobiegawczej, a wielokrotnie od niej droższej medycyny naprawczej.

Naturalnie nie wszystkim nieszczęściom możemy zapobiec, ale np. ograniczając uczestnictwo w imprezach masowych w fazie ataku epidemii chorób grypopodobnych i grypy, redukujemy liczbę narażonych na zakażenie wirusem A/H1N1 2009 czy A/H3N2 i w ten sposób zmniejszamy zapotrzebowanie na kosztowny sprzęt szpitalny służący do ratowania życia tym pacjentom chorym na grypę, którzy bez jego pomocy sami przez jakiś czas nie mogą oddychać. Brak takiego sprzętu na wyposażeniu sieci szpitalnej gwarantującej dowiezienie na czas i uratowanie życia wszystkim potrzebującym obnaża karygodną niewydolność systemu opieki zdrowotnej w sposób nie mniej drastyczny niż brak dostępu na masową skalę do diagnotyki i terapii onkologicznej.

Do tego ostatniego kataklizmu Polacy wydają się być już przyzwyczajeni, co samo w sobie stanowi fenomen psychologiczny, bo jak można się pogodzić z tak okrutną torturą, jak odwlekanie pomocy chorym na raka. Na 4. lutego przypada Międzynarodowy Dzień Walki z Rakiem. Warto do niego się przygotować i nie pozwolić znowu zawłaszczyć jego wymowy przez polityków, którzy zamiast zbudować skuteczny system prewencji i terapii raka w Polsce, szastają naszymi pieniędzmi na lewo i prawo, albo wprost upychają nasze daniny po głębokich kieszeniach własnych i swoich wspólników.

Z Panem Bogiem.

dr Zbigniew Hałat

drukuj