fot. pixabay.com

Nie oddamy sprawy „polskich obozów” pod niemieckie sądy

Byli więźniowie Auschwitz i Treblinki pukają do Sądu Najwyższego. Czy Sąd usłyszy ich wołanie?

Chyba czekają na moją śmierć – mówi 97-letni Stanisław Zalewski, prezes Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, któremu Trybunał w Luksemburgu (TSUE) nakazał zwrócić się o sprawiedliwość nie do polskiego, ale do niemieckiego sądu w Monachium.

Była to odpowiedź TSUE na pytania prejudycjalne Sądu Apelacyjnego w Warszawie w sprawie pozwu wytoczonego bawarskiej gazecie „Mittelbayerische Zeitung” za nazwanie obozu w Treblince „polskim obozem zagłady”.  Dotychczas, od 2009 r. polskie sądy w Warszawie, Białymstoku i Krakowie nie miały wątpliwości, że są właściwe. Takich wątpliwości co do właściwości polskich sądów w sprawach „polskich obozów” nie miały nawet sądy niemieckie – w Moguncji, Koblencji, a nawet Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe, rozpatrujący sprawę Karola Tendery. I nagle pojawił się „szlaban”.

Będziemy do końca bronić prawa byłych więźniów obozów koncentracyjnych do polskich sądów – zapewnia mec. Lech Obara, prezes Stowarzyszenia Patria Nostra.

– Bo to przed polskimi, a nie niemieckimi sądami powinni stanąć kłamcy o „polskich obozach” – dodaje.

Przypomnijmy, że TSUE w dniu 17 czerwca 2021 roku w sprawie C-800/19 orzekł, że Polak nie może przed polskimi sądami dochodzić przeprosin i ewentualnie odszkodowań za sformułowanie o „polskich obozach”, pojawiające się w niemieckich mediach, o ile nie został indywidualnie wskazany w ich publikacjach.

Trybunał wyinterpretował to z art. 7 pkt 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1215/2012 z dnia 12 grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (Dz.U. 2012, L 351, s. 1), tzw. Brukseli I.

Według tego artykułu Niemcy stają się sędziami we własnej sprawie, co jest przecież kuriozalne – oburza się w tygodniku „Do Rzeczy” dr Marcin Romanowski, wiceminister sprawiedliwości.

To absurd, ale też ogromne niebezpieczeństwo – dodaje.

Wyrok ten wzmacnia możliwość prowadzenia kłamliwej narracji o historii i zakłamywania tej historii.

Tymczasem warszawski Sąd Apelacyjny bezkrytycznie wprowadził w czyn orzeczenie luksemburskiego Trybunału. Odrzucił pozew Stanisława Zalewskiego uznając, że polskie sądy nie są właściwe, by rozstrzygnąć jego sprawę. Pozew musi złożyć w odległym o ponad tysiąc kilometrów Monachium.

Trybunał w Luksemburgu, a za nim polscy sędziowie chyba nie chcieli dostrzec alternatywnej do ich interpretacji prawa europejskiego tzw. „reguły mozaiki” – wyjaśnia mec. Szymon Topa ze Stowarzyszenia Patria Nostra. Reguły ugruntowanej przez TSUE w orzeczeniu z dnia 7 marca 1995r. w sprawie C-68/93 Fiona Shevill (Rec 1995, str. I-00415).

A tamże Trybunał podkreślił, iż osoba poszkodowana przez artykuł prasowy rozpowszechniony w kilku państwach członkowskich może domagać się odszkodowania od wydawcy zarówno przed sądem państwa, gdzie wydawca tej publikacji ma siedzibę, jak i również przed sądem państwa członkowskiego, w którym ta publikacja została rozpowszechniona i gdzie poszkodowany doznał krzywdy z powodu naruszenia jego godności narodowej i tożsamości narodowej. Czyli sprawa Stanisława Zalewskiego mogła być rozpatrywana przez polski sąd.

Sąd Apelacyjny w Warszawie w składzie: s. Marzena Konsek-Bitkowska, s. Beata Byszewska i s. Dagmara Olczak-Dąbrowska odrzucając pozew Stanisława Zalewskiego całkowicie pominął „regułę mozaiki” nie dając nawet jakiegokolwiek uzasadnienia.

Z tych też powodów prawnicy Stanisława Zalewskiego z kancelarii mec. Lecha Obary, działający w Stowarzyszeniu Patria Nostra wnoszą kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie (I ACz 605/19, I C 88/18) do Sądu Najwyższego. Chcą, by ten zmienił postanowienie SA i uchylił odrzucenie pozwu. Odrzucenie, którego żądali pełnomocnicy niemieckiego wydawcy. I sprawę skierował do polskiego sądu.

Gdyby stało się inaczej i musiałbym stanąć przed niemieckim sądem w Monachium, to prawdę mówiąc … już dziś nie mam na to siły. Niemieckie sądy mogą tak długo czekać z wyznaczeniem terminu pierwszej rozprawy – a potem kolejnych – bym tak jak Karol Tendera przed niemieckim Trybunałem Konstytucyjnym nie doczekał wyroku – z żalem podsumowuje Stanisław Zalewski.

Bo tak jak w sprawie Karola Tendery – roszczenia osób obrażanych z chwilą śmierci wygasają automatycznie. Na szczęście Jerzy Tendera, syn Karola Tendery, mógł wnieść skargę do Trybunału Strasburskiego na kuriozalny wyrok niemieckiego SN, uznający kłamstwo o „polskich obozach” za przejaw wolności słowa, chronionej niemiecką konstytucją.

Problem też w tym, że skarga kasacyjna może „polec” już w tzw. „przedsądzie”. To bowiem konkretny sędzia, do którego trafiła kasacja i jego osobisty pogląd decyduje, czy kasację przekazać dalej do rozpatrzenia przez Sąd Najwyższy w normalnym trybie. Czy też uznać, że sprawa Stanisława Zalewskiego nie zasługuje na rozpatrzenie.

A może Rzecznik Praw Obywatelskich dr hab. Marcin Wiącek mógłby mnie poprzeć w trybie Amicus Curiae (Przyjaciel Sądu), by jednak SN zajął się moją sprawą. Wszakże mamy tu do czynienia z podstawowym prawem człowieka. Prawem do najbliższego, tj. polskiego sądu – zastanawia się Stanisław Zalewski.

Wzmocniłoby to siłę argumentów moich pełnomocników – podnosi z nadzieją były więzień Auschwitz

Również Prokurator Generalny mógłby wyrazić Sądowi Najwyższemu gotowość do wyrażenia stanowiska w sprawie w trybie art. 398 [8] par. 1 k.p.c. – dodaje mec. Szymon Topa.

Wniosek ten popierają liczne stowarzyszenia, którym los byłego więźnia i losów jego skargi leży na sercu.

Stowarzyszenie Patria Nostra

drukuj