Nie ma chętnych na samochody elektryczne
Producenci aut elektrycznych oraz branża wytwarzająca m.in. baterie borykają się z problemami. Wszystko przez spadek popytu. Transport w Unii Europejskiej ma być zeroemisyjny. Plan brukselskich urzędników napotyka jednak na problemy.
W dalszym ciągu na zakup tzw. elektryka decyduje się niewiele osób. Eksperci wskazują m.in. na koszt zakupu pojazdu, niski zasięg i słabą infrastrukturę do ładowania.
Sytuacji nie zmienia też dofinansowanie aut elektrycznych przez państwo. Dodatkowo w Polsce do końca roku nie będzie już dopłat na zakup e-auta w leasingu.
Ekspert z Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej, prof. Władysław Mielczarski, zwraca uwagę, że mamy do czynienia z nadpodażą aut elektrycznych.
– Nie wszystkich na te auta stać. Są dopłaty, duże subsydia. Nie wszystkie rządy chcą te subsydia dawać, a niektóre dają w sposób niedostateczny (…). W Niemczech jest bardzo dużo aut do kupienia. W Polsce przewija się pomysł, żeby za dwa miliardy złotych z KPO, które dostaliśmy, zakupić używane auta w Niemczech (…). To samo jest z bateriami. Skoro nie potrzeba auto, to nie potrzeba też baterii – podkreśla prof. Władysław Mielczarski.
Wykładowca akademicki wskazuje też na jeszcze jeden problem, o którym się mało mówi. Chodzi o niską efektywność aut elektrycznych.
Dla przykładu sprawność aut spalinowych waha się od 40 do 43 procent. W przypadku elektryków jest to zaledwie 25 procent.
RIRM



