fot. PAP/Paweł Supernak

Reforma służby zdrowia w wykonaniu rządu Tuska – miała być naprawa jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a jest odsyłanie pacjentów onkologicznych z kwitkiem

Do wtorku miały być gotowe projekty, a są tylko propozycje. Rząd zajmuje się reformą ochrony zdrowia, ale twierdzi, że potrzebuje więcej czasu. Wstępne plany zakładają obniżkę wynagrodzeń lekarzy i jawne kontrakty. Opozycja wskazuje, iż to nie rozwiąże problemu w ochronie zdrowia.

– To będzie szesnastokrotność płacy minimalnej. Biedy nie ma – mówił premier Donald Tusk, odnosząc się do górnego limitu zarobków lekarzy, który zakłada reforma ochrony zdrowia.

– Czyli 76 800 zł miesięcznie – dodał szef rządu.

To tylko jedna z propozycji, które zamierza wprowadzić rząd. Kolejne to jawne kontrakty i ograniczenie czasu pracy lekarzy. Choć na posiedzeniu Rady Ministrów miały być rozpatrywane pierwsze regulacje przygotowane przez Ministerstwo Zdrowia, to szefowa resortu przedstawiała tylko stan prac nad projektami. Rzecznik rządu, Adam Szłapka, zapowiedział wstępny harmonogram.

– Ich wejście w życie jest rozłożone w czasie. Będą najprawdopodobniej przyjmowane przez rząd w sierpniu. Najprawdopodobniej na pierwszym posiedzeniu Sejmu we wrześniu będą poddane normalnemu procesowi legislacyjnemu – stwierdził Adam Szłapka.

Zmiany proponowane przez rząd to odpowiedź na serię afer, które ujawniły media. Pierwsza to afera w Szpitalu Południowym w Warszawie, w którym 28-letni lekarz bez specjalizacji – warszawski polityk Koalicji Obywatelskiej – był szefem SOR-u. Dawid Kacprzyk, bo o nim mowa, w rok zarobił ponad półtora miliona złotych. Później media donosiły o kolejnych szokujących zarobkach lekarzy.

– Kominy płacowe mogą spowodować to, że lekarze odejdą do prywatnej ochrony zdrowia. No i teraz pytanie, co wtedy się wydarzy. Bo jeśli jeszcze byśmy poszli dalej i chcieli do polskiego systemu włożyć pomysł Lewicy, tak żeby lekarz wybierał między systemem państwowym a systemem prywatnym, to za chwilę zabraknie nam lekarzy do państwowego leczenia. Nie tędy droga – zauważył Michał Nieznański z Konfederacji.

Dr hab. Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera, wskazał, iż potrzeba więcej lekarzy.

 – Zwiększyliśmy liczbę miejsc na pierwszym roku studiów z poziomu niecałych 6 tysięcy jeszcze w 2015 roku do blisko 11 tysięcy, 10 600, 10 700 w tym roku. To jest zwiększenie o 70 procent. Trzeba iść dalej w tym kierunku. Trzeba natychmiast uzupełniać kadrę lekarską, tak jak uzupełnialiśmy, uzupełniamy kadrę pielęgniarską, po to, żeby była konkurencja na rynku, bo wtedy nie ma tego rodzaju patologii cenowych – podkreślił dr hab. Przemysław Czarnek.

Problem z ochroną zdrowia jest systemowy. W Narodowym Funduszu Zdrowia zabraknie w tym roku co najmniej czternastu miliardów złotych.

– Nie kto inny, tylko pani Leszczyna, dotychczasowa przed panią Sobierańską-Grendą, pani minister zdrowia, która czarodziejską różdżką tam coś robiła, mówiła, że PiS przyzwyczaił szpitale do tego, że płaci im za wszystko. Tak rzeczywiście było do niedawna. Szpitale dostawały pieniądze za wszystko, co zrobiły dla pacjentów, bo to była publiczna służba zdrowia finansowana przez tych pacjentów, którzy byli obsługiwani w tych szpitalach – podsumował kandydat PiS na premiera.

Dziś NFZ nakłada na szpitale limity. Placówki odsyłają pacjentów z kwitkiem. Rzeczpospolita ujawniła, że Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi wstrzymał przyjęcia nowych pacjentów do programów lekowych, w tym chorych na raka. Choć szpital zaprzecza, to NFZ potwierdza, że dwóch pacjentów zostało przekierowanych do innych placówek w województwie.

TV Trwam News

drukuj