Nie chcą grać z Owsiakiem

"Przystanek Woodstock jest jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc,
które odwiedziłem podczas mojej 25-letniej pracy" – napisał w liście skierowanym
do Jerzego Owsiaka menedżer zespołu The Prodigy, jednej z gwiazd tegorocznego
festiwalu w Kostrzynie. Karel Hamm podkreślił, że organizator koncertu nie
przestrzegał podstawowych zasad bezpieczeństwa pomimo podpisania kontraktu
mówiącego m.in. o ustawieniu barierek ochronnych. Jednocześnie Jerzy Owsiak
oskarżył brytyjski zespół o "niebezpieczne" oraz "nieprofesjonalne" zachowanie w
czasie ich występu.

"Pan Jerzy Owsiak, organizator Przystanku Woodstock w Polsce, wysunął fałszywe
oskarżenia wobec The Prodigy, a także całej ekipy produkcyjnej i reprezentującej
zespół. Oskarżenia dotyczyły "niebezpiecznego" oraz "nieprofesjonalnego"
zachowania grupy podczas sobotniego koncertu" – czytamy we wstępie listu Karela
Hamma. W piśmie, które wyciekło do mediów, Hamm stwierdza, że jest wręcz
przeciwnie, i to właśnie organizator festiwalu "powinien zapewnić barierki
ochronne, które stanowią niezbędny element zabezpieczenia wszystkich
europejskich i światowych festiwali".
Jak tłumaczy menedżer, obecność barierek nie jest żadną fanaberią ze strony
zespołu, ale "odpowiedzialną decyzją mającą na celu ochronę polskich fanów". W
związku ze zlekceważeniem próśb brytyjskiej grupy jej przedstawiciel stwierdza,
że Przystanek Woodstock, jako członek The European Festival Association –
YOUROPE, jawnie naruszył pierwszą zasadę stowarzyszenia, które stale stara się
podnosić standardy bezpieczeństwa oraz opieki medycznej na tego typu imprezach.
Według Hamma, festiwal nie spełniał europejskich wymogów bezpieczeństwa
sformułowanych w regulaminie "HSE Events Safety Guide" mówiącym m.in. o
konieczności ustawienia barierek w trakcie wszystkich koncertów. Jak wyjaśnia,
zazwyczaj wszyscy polscy organizatorzy dostosowują się do tej instrukcji, tym
razem jednak tak nie było.
"Poczuliśmy ogromną ulgę, kiedy poinformowano nas, że podczas koncertu nikt nie
uległ poważnemu wypadkowi. Jeśli chodzi o wypowiedź Pana Owsiaka dotyczącą
barierek ochronnych, mogę tylko stwierdzić, że Przystanek Woodstock jest jednym
z najbardziej niebezpiecznych miejsc, które odwiedziłem podczas mojej 25-letniej
pracy. Przestrzegam też wszystkich promotorów i artystów, aby poważnie rozważyli
decyzję o udziale w tym festiwalu – może być fatalna w skutkach z powodu
niezachowania standardów opieki medycznej oraz bezpieczeństwa zgromadzonej
publiczności" – głosi najbardziej dobitny fragment listu menedżera The Prodigy.
Stanowisko brytyjskiego zespołu poparli także organizatorzy imprez masowych na
całym świecie. "Według nas, decyzja Johna Fairsa (o zażądaniu barierek) była
słuszna i całkowicie uzasadniona. (…) W momencie braku barier, jak to miało
miejsce w Polsce, zostały naruszone zasady bezpieczeństwa fanów i festiwalu.
Barierki mogłyby uchronić ludzi od niepotrzebnych wypadków i zapewnić spokój
organizatorów" – cytuje w swoim liście przedstawiciela Festival Republic Ltd
Melvina Benna menedżer The Prodigy. "W miejscu głównej sceny, gdzie może się
zebrać ponad 60 tysięcy festiwalowiczów, warunkiem koniecznym jest ustawienie
barier i nie podjęlibyśmy się organizacji eventu bez zabezpieczającego sprzętu.
Ponadto bardzo prawdopodobne byłoby odebranie nam licencji w razie
niepostawienia barierek" – uważa z kolei Geoff Ellis, szef festiwalu T in The
Park odbywającego się w Szkocji. "Nieużywanie barierek ochronnych na tak dużej
imprezie jak Przystanek Woodstock, na którym bawi się kilkaset tysięcy ludzi,
może być przyczyną prawdziwej tragedii. Na szczęście dotąd do niej nie doszło,
lecz wydarzenia podczas Festiwalu Roskilde w trakcie występu Pearl Jam w 2000
roku czy podczas ubiegłorocznej niemieckiej Love Parade pokazują, iż najmniejsze
niedopatrzenie może skutkować niewyobrażalnymi negatywnymi następstwami" – głosi
z kolei oświadczenie grupy Go Ahead, organizatora m.in. festiwalu w Jarocinie.

 

Łukasz Sianożęcki

drukuj