[NASZ DZIENNIK] Nieefektywna i kosztowna energetyka wiatrowa
W Niemczech pojawia się otrzeźwienie po masowym wznoszeniu wiatraków. Tymczasem „koalicja 13 grudnia” brnie w rozwiązania rujnujące polską gospodarkę i krajobraz – podkreśla red. Urszula Wróbel na łamach „Naszego Dziennika”.
W niemieckiej debacie coraz częściej pojawiają się głosy ekspertów i polityków krytykujących transformację energetyczną jako nieefektywną i kosztowną. Protestują też mieszkańcy terenów, gdzie planowane są kolejne lokalizacje wiatraków. To dlatego rządząca CDU chce odejść od dotowania wiatraków. Na początek tych, które stoją w miejscach, gdzie umiarkowanie wieje wiatr.
Tymczasem polski rząd brnie w wiatrakowe szaleństwo i mimo zawetowania przez Prezydenta ustawy wiatrakowej zapowiada jesienią ostrą walkę o nie.
– Badacze z niemieckich uniwersytetów w jednej z ostatnich publikacji wykazują, że pełny koszt elektrowni wiatrowych – kiedy doliczymy koszt systemu rezerwy, rozwoju sieci – jest dwukrotnie większy niż ze źródeł konwencjonalnych. Nie mają żadnych wątpliwości, że kierunek transformacji klimatycznej jest bardzo kosztowny i zły, ponieważ destabilizuje system. Dlatego nie dziwi mnie to, że po latach ponoszenia niezasadnych kosztów przez niemieckie społeczeństwo pojawia się coraz więcej głosów rozsądku, które domagają się od rządzących realizacji polityki niehamującej niemieckiej gospodarki – przyznaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Władysław Mielczarski, ekspert do spraw energetyki z Politechniki Łódzkiej.
Twarde fakty na temat regresu niemieckiej gospodarki z powodu realizacji polityki klimatycznej przytacza też prof. Zbigniew Krysiak, ekonomista z Instytutu Myśli Schumana.
– 10 lat temu niemiecki PKB stanowił 25 proc. PKB Stanów Zjednoczonych, a dzisiaj już tylko 16 proc. Z przygotowanego przeze mnie raportu wynika, że w takim właśnie tempie PKB Niemiec będzie dalej się obniżać. A ponieważ gospodarka niemiecka nadal jest najsilniejsza w UE, to dystans między UE a Stanami będzie się pogłębiać – alarmuje prof. Zbigniew Krysiak.
O niepowodzeniu polityki klimatycznej mówi także Jacek Ozdoba, europoseł PiS, były wiceminister klimatu i środowiska.
– Koncepcja niemiecka polegała na tym, że odnawialne źródła energii miały być stabilizowane technologią gazową poprzez Nord Stream 1, Nord Stream 2. To bardzo sprytne, aby pod przykrywką ekologii uzależnić się od dostaw gazu z Federacji Rosyjskiej – mówi „Naszemu Dziennikowi”.
Zaznacza jednocześnie, że „koalicja 13 grudnia” ma tego świadomość, ale i tak ślepo podąża za kierunkiem wyznaczonym przez niemieckich polityków.
– Forsowanie wiatraków przez „koalicję 13 grudnia” nie wynika z troski o klimat, ale jest działaniem lobbystycznym. Składałem w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Jak można się było spodziewać, bodnarowska prokuratura sprawę umorzyła – relacjonuje.
W jednym z ostatnich wywiadów Leonhard Birnbaum, szef E.ON, największego niemieckiego koncernu energetycznego, a jednocześnie jednego z największych operatorów sieci energetycznych w Europie, przyznał na łamach „Die Welt”, że koszty energii z OZE są nieproporcjonalnie wysokie. A są one jeszcze wyższe, gdy są źle zaplanowane. Oczywiście, te koszty zbyt rozbudowanych OZE ponoszą podatnicy poprzez wysokie rachunki za prąd. Przypomnijmy, że Niemcy mają najwyższe ceny energii elektrycznej w Unii Europejskiej. Te coraz bardziej i szybciej rosnące koszty, jakie ponoszą Niemcy, powodują, że politycy CDU zaczynają dyskutować o tym, czy budowa turbin wiatrowych we wszystkich lokalizacjach, również tam, gdzie mniej wieje, powinna być nadal wspierana finansowo. Te wątpliwości są także powodem protestów samych Niemców, którzy mają dość lokalizacji wiatraków blisko swoich domów. To jeszcze zdecydowanie za wcześnie, żeby mówić o odchodzeniu od polityki klimatycznej w Niemczech, ale argument – „zamiast sztywnego celu w energetyce wiatrowej, powinna być większa elastyczność, większa wydajność kosztowa, więcej pragmatyzmu” – coraz częściej się powtarza w Bundestagu.
Polityczny pomysł Brukseli
Również prof. Władysław Mielczarski przyznaje, że te głosy rozsądku dobiegają już z wielu ośrodków, nie tylko ze strony niezależnych naukowców.
– Przypominam, że to stawianie na OZE jest pomysłem politycznym Brukseli. Poszczególne kraje w różnym natężeniu popierają tę politykę. Ale twarde dane, które przekładają się na zawartość portfeli społeczeństw, powodują, że już nie tylko w wąskich kręgach naukowych, ale coraz szerzej i głośniej zadawane są pytania: dlaczego ta energia ma być dwukrotnie droższa? Dlaczego – mimo sugestywnego, „przesłodzonego” przekazu na temat zalet OZE – mamy zagrożenie utratą stabilności? – relacjonuje.
I podkreśla, że najbardziej negatywne skutki przeinwestowania w OZE ponosi Europa Wschodnia, zwłaszcza Polska.
– I ta świadomość się przebija coraz bardziej także w Polsce – ocenia.
Jego zdaniem rządzący, wbrew pozorom, zdają sobie sprawę z tego, jakie jest nastawienie Polaków do szkodliwej polityki transformacji klimatycznej.
– Świadczy o tym fakt, że po wecie prezydenta do komunikowania przekazu rządowego o kontynuacji prac związanych z zapisami wiatrakowymi wyznaczono drugo- i trzeciorzędnych polityków. Zapewne miało to związek z istnym wysypem w mediach społecznościowych pozytywnych reakcji na decyzje Karola Nawrockiego i pytaniami o zasadność tej polityki wiatrakowej. Jeszcze niedawno każda publikacja podnosząca ten temat byłaby ostro krytykowana. Dziś to rządzący muszą liczyć się z krytyką ze strony społeczeństwa – wskazuje.
Prostuje jednocześnie kłamstwa, jakie zwolennicy unijnej transformacji klimatycznej, w celu agitowania na rzecz OZE, powtarzają na temat wysokich kosztów górnictwa, tzw. dopłat do węgla.
– To kłamstwo. My nie dopłacamy do wydobycia węgla, my dopłacamy do likwidacji kopalń. Na to idą pieniądze. Gdybyśmy przestali likwidować kopalnie i zorganizowali to w sposób optymalny, to niepotrzebne by były żadne dopłaty – podkreśla.
I przypomina, że jeśli zamkniemy własne kopalnie, a będziemy kupować węgiel, to się uzależnimy surowcowo i finansowo od innych.
– A sytuacja na świecie jest dosyć trudna. Zablokowanie duńskich cieśnin jest możliwe, a więc odcięcie nas od dostaw zewnętrznych też jest możliwe. Dlatego uważam, że absolutnym szaleństwem jest przyspieszenie zamykania kopalń i jednoczesne intensyfikowanie działań na rzecz wiatraków – podnosi.
Kosztowne wiatraki
Wskazuje jednocześnie na absurdy związane z farmami wiatrowymi, w tym tymi morskimi, które – jak zaznacza – są także bardzo kosztowne.
– Już od lutego zaczął się sezon wyłączania farm wiatrowych i fotowoltaicznych. Do końca czerwca, czyli w tych pierwszych czterech miesiącach, operatorzy sieci przez 250 godzin, czyli przez 10 dni w ogóle wyłączali te systemy, ponieważ energii z tych źródeł odnawialnych typu wiatr, słońce jest za dużo. I my każdego roku będziemy coraz częściej wyłączali te farmy – zaznacza.
Przypomina także symulacje sporządzane przez jego ekspertów, w tym jego zespół badawczy.
– Nasze symulacje pokazują, że jeżeli będziemy chcieli osiągnąć cele polityki energetycznej, którą przyjął polski rząd, to w 2040 r. jedna trzecia tych źródeł odnawialnych będzie trwale wyłączona. To jest paradoks i absurd: my inwestujemy, dajemy subsydia na miliardy dla tych źródeł odnawialnych – zarówno wiatraków, jak i paneli fotowoltaicznych, a z drugiej strony je wyłączymy. I dodajmy tylko, że ten pierwszy etap energetyki wiatrowej Polski będzie kosztował nas ponad 100 mld zł – wylicza ekspert.
Precyzuje, że system wymaga przebudowy, aby energia z wiatraków mogła być dostarczana we wszystkie zakątki kraju.
– Tymczasem my destabilizujemy system, zamiast go przebudować. W tej chwili mamy za dużo energii z wiatraków – zauważa.
Opinie prof. Władysława Mielczarskiego podziela prof. Zbigniew Krysiak.
– Ekonomiczny koszt funkcjonowania tych niestabilnych źródeł energii, czyli wiatraków i fotowoltaiki, jest kilkukrotnie większy niż koszt wytworzenia energii za pośrednictwem gazu czy węgla. Żadne zaklęcia ideologów tego nie zmienią. Dlatego z tej polityki klimatycznej, a raczej ideologicznej trzeba się wycofać – alarmuje.
Zaznacza, że kurczowe trzymanie się przez koalicję rządzącą argumentów, z których stopniowo wycofują się politycy niemieccy, świadczy o ich zwykłej głupocie i braku postawienia interesu państwa ponad interes niemiecki.
– Niemcy chcą „gdzieś” upchnąć sprzęt, w który zainwestowali. A polscy politycy, nie patrząc na interes państwa, ślepo wykonują polecania Niemiec. To jest okupione gigantycznym kosztem finansowym – stwierdza.
I przypomina, że odległość wiatraków od zabudowań w wielu niemieckich landach wynosi 1000 m. Tymczasem rządzący w Polsce z ogromną determinacją dążą do wprowadzenia 500 m!
– Fakty techniczne, inżynierskie i ekonomiczne świadczą o tym, że takie działania niszczą polską gospodarkę i w ogóle kondycję gospodarstw domowych – akcentuje prof. Zbigniew Krysiak.
Urszula Wróbel/Nasz Dziennik



