fot. PAP/Albert Zawada

Premier idzie po Trybunał Konstytucyjny. Sejm poparł kandydaturę Macieja Berka

Sejm głosami koalicji rządzącej poparł kandydaturę Macieja Berka – do niedawna ministra w rządzie – na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Cała sprawa kończy się jednak wizerunkową porażką premiera. Brakuje dokumentów, które wskazywałyby, że Maciej Berek przez 10 lat wykonywał zawód radcy prawnego, a to wymóg formalny, by został sędzią.

W Sejmie Maciej Berek potrzebował 219 głosów, a otrzymał 226. Koalicjanci, choć wcześniej zgłaszali wątpliwości, czy minister z ich rządu powinien przeskoczyć do Trybunału, ostatecznie zagłosowali tak, jak oczekiwał tego od nich premier Donald Tusk.

– Maciej Berek jest tym, który przywróci Trybunał Polkom i Polakom – mówił Krzysztof Paszyk, przewodniczący KP PSL.

Z głosowania za kandydaturą Macieja Berka wyłamali się tylko nieliczni posłowie koalicji.

– Nie będę pięknoduchem w tej sprawie. Muszę we wrześniu mieć pewność, że nasi sędziowie wejdą do tego gmachu – powiedział Donald Tusk kilku dni temu, gdy na Campus Polska był pytany o podwójne standardy i polityczną kandydaturę do Trybunału.

Słowa te wskazywały wprost, że premier chce przejąć Trybunał. Dzisiaj w Sejmie wytknął mu to prezydencki minister Zbigniew Bogucki. Zwracając się bezpośrednio do szefa rządu, mówił, po co mu Maciej Berek w Trybunale.

– Żeby mieć swojego pretorianina, swoją prawą rękę w TK; człowieka, który ogarnie tych, którzy nie poradzili sobie i nie sprostali pana politycznym oczekiwaniom do tej pory w TK – podkreślił Zbigniew Bogucki.

Premier od początku na sił, forsował kandydaturę Macieja Berka, udając, że jego minister nie ma nic wspólnego z polityką, i udając, że nie forsował wcześniej regulacji, które przewidywały kilkuletnią karencję dla polityków kandydujących do Trybunału. Przypomniał o tym w Sejmie poseł Marcin Józefaciuk, któremu bliżej do koalicji rządzącej. 

– Nie kwestionuję wiedzy, doświadczenia i prawa do kandydowania Macieja Berka. Kwestionuję natomiast standard wyboru – wyjaśnił polityk.

To forsowanie na siłę kandydatury Macieja Berka zakończyło się dla premiera porażką wizerunkową.

– Zwróciłem się do wszystkich instytucji, które pana Berka zatrudniały – mówił Paweł Jabłoński, poseł z Rozwój Plus.

Poseł Paweł Jabłoński chciał sprawdzić, czy Maciej Berek spełnia wymóg formalny na sędziego Trybunału i przez 10 lat wykonywał zawód radcy prawnego. Kancelaria Senatu odpisała, że nie. 

– Tak samo pisze mi biuro RPO, Rządowe Centrum Legislacji, Kancelaria Premiera. Panie premierze, nawet wy mi tak odpisaliście – podkreślił Paweł Jabłoński.

Macieja Berka bronił poseł Jarosław Urbaniak z Koalicji Obywatelskiej.

– To jest dokument z okręgowej izby radców prawnych w Warszawie – powiedział polityk.

Z dokumentu miało wynikać, że Maciej Berek przez 17 lat wykonywał zawód radcy prawnego.

– Wiecie państwo, z którego dnia i z której godziny jest to zaświadczenie? Z wczoraj z godz. 12.58 – wyjaśnił szef Kancelarii Prezydenta RP.

A to oznacza, że dokument pojawił się już po tym, jak kandydaturę Macieja Berka pozytywnie zaopiniowała sejmowa komisja. Zbigniew Bogucki podkreślił, że kandydat na sędziego musi wykazać, że wykonywał zawód.

– A tu nie ma właściwie żadnych dokumentów – wskazał.

Opozycja żądała pokazania umów zleceń, które mogłyby potwierdzać wersję Macieja Berka. Takich dokumentów nie zaprezentowano publicznie, choć Sławomir Ćwik z Centrum wolał zaklinać rzeczywistość.

– I dlatego tak się boicie, żeby tam byli fachowcy, żeby byli państwowcy – zaznaczył.

Aby Maciej Berek rozpoczął pracę w Trybunale, prezydent musi przyjąć od niego ślubowanie.

– Myślę, że dzisiaj ostatnią rzeczą, której potrzebuje TK, to jest kolejny polityk w Trybunale Konstytucyjnym – ocenił prezydent Karol Nawrocki.

Słowa głowy państwa wskazują, że chętnie powoła się na wątpliwości prawne, co do spełniania wymogów formalnych przez kandydata, by ślubowania nie przyjąć.

TV Trwam News

drukuj