Naczelny Sąd Lekarski uchylił orzeczenie ws. dra Zbigniewa Martyki. Chodzi o rozpowszechnianie informacji „niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną”
Naczelny Sąd Lekarski uchylił orzeczenie Okręgowego Sądu Lekarskiego i umorzył postępowanie dotyczące rzekomego publicznego rozpowszechniania przez doktora informacji niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Chodziło o podpisanie przez specjalistę dwóch dokumentów z 2020 roku: Listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów, a także Drugiego Apelu naukowców i lekarzy w sprawie szczepień na koronawirusa SARS-CoV-2 i powrotu do normalności.
W trakcie koronawirusa specjalista ds. chorób zakaźnych był w grupie medyków, którzy sprzeciwiali się i kwestionowali politykę lockdownów, straszenia, powszechnego testowania, segregacji sanitarnej oraz prób przymuszania społeczeństwa do przyjmowania szczepionek na COVID-19 i segregacji ludzi na tych zaszczepionych i niezaszczepionych.
Głos medyka nie był bezpodstawnym buntem, tylko opinią lekarza podpartą badaniami i aktualną wiedzą medyczną. Lekarz wydał w tej sprawie oświadczanie.

Zaznaczył w nim, że przyjmuję to rozstrzygnięcie z ą satysfakcją.
– Nie dlatego, że cieszę się z samego upływu czasu. Cieszę się dlatego, że przez kolejne lata próbowano przedstawiać mnie opinii publicznej jako lekarza, który miał działać na szkodę pacjentów i społeczeństwa, a ostatecznie sprawa nie zakończyła się prawomocnym ukaraniem. Nie wykazano w ustawowym terminie, że zasadne było ukaranie mnie za podpisanie dokumentów, w których lekarze i naukowcy domagali się debaty, normalności i uczciwego podejścia do danych naukowych – wyjaśnił.
Przypomnijmy, że doktor sam zaskarżył wyrok Sądu I instancji, czyli Okręgowego Sądu Lekarskiego w Poznaniu. W apelacji dr Zbigniew Martyka wykazał nie tylko na błędną ocenę jego wypowiedzi, ale również na bardzo poważne uchybienia proceduralne.
– Jednym z kluczowych problemów była opinia biegłej prof. Iwony Paradowskiej-Stankiewicz, na której Sąd I instancji oparł swoje rozstrzygnięcie. W apelacji podniosłem, że opinia ta budzi poważne wątpliwości co do rzetelności, ponieważ – według przeprowadzonej analizy – około 90% jej treści miało zostać sporządzone przy użyciu sztucznej inteligencji, bez ujawnienia tego faktu przed sądem. To nie jest drobiazg techniczny. To jest kwestia fundamentalna. Biegły sądowy nie jest od tego, aby przedstawiać sądowi tekst wygenerowany przez narzędzie informatyczne jako własną, niezależną i fachową opinię. Biegły ma oprzeć się na własnej wiedzy, doświadczeniu i samodzielnej analizie materiału – akcentował specjalista.
Jednak sąd nie zamierzał zweryfikować informacji i oddalił wniosek o przesłuchanie biegłej.
– W sprawie, w której opinia biegłej była jednym z najważniejszych dowodów, odmówiono mi realnej możliwości zadania pytań osobie, której opinia miała przesądzać o mojej odpowiedzialności zawodowej. Sąd nie chciał wyjaśnić, w jaki sposób opinia została sporządzona, jaki był rzeczywisty udział biegłej, czy użyto sztucznej inteligencji, dlaczego tego nie ujawniono i czy taka opinia w ogóle może stanowić podstawę ukarania lekarza – wyjaśnił dr Zbigniew Martyka.
W tym samym czasie lekarz zgłosił sprawę do Prokuratury Rejonowej w Poznaniu, gdzie wszczęto śledztwo dotyczące podejrzenia sporządzenia fałszywej lub nierzetelnej opinii biegłej.
– Mimo to postępowanie dyscyplinarne było kontynuowane. Innymi słowy – sąd lekarski oparł się na opinii, której rzetelność była kwestionowana tak poważnie, że sprawą zajęła się prokuratura, a jednocześnie odmówił przesłuchania biegłej i nie poczekał na wyjaśnienie tej kwestii. Czy tak wygląda rzetelne postępowanie? Czy tak powinno wyglądać postępowanie wobec lekarza, któremu próbuje się przypisać naruszenie etyki zawodowej? W mojej ocenie – nie – wskazał poszkodowany.
Doktor akcentował, że istotą tej sprawy nie była żadna szkoda wyrządzona pacjentowi.
– Nie chodziło o błąd medyczny. Nie chodziło o zaniedbanie obowiązków lekarskich. Chodziło o wypowiedzi, o podpisanie apeli o udział w debacie publicznej dotyczącej polityki zdrowotnej państwa w czasie tzw. pandemii. Sąd I instancji, zamiast wykazać fałsz moich wypowiedzi, w istocie przyjął, że problemem była ich niezgodność z tzw. oficjalną narracją z lat 2020-2021. A to są dwie zupełnie różne rzeczy. Czym innym jest wypowiedź niezgodna z rzeczywistością, a czym innym wypowiedź niezgodna z komunikatami władz, apelami polityków czy stanowiskami instytucji publicznych. Lekarz nie składa przysięgi wierności „oficjalnej narracji”. Lekarz ma kierować się wiedzą, doświadczeniem, sumieniem i dobrem pacjenta – podkreślił.
Specjalista nie krył również oburzenia, że przez lata próbowano stworzyć wrażenie, że spór dotyczył prostego podziału: z jednej strony nauka, z drugiej „antynaukowość”.
– Tymczasem dokumenty tej sprawy pokazują coś zupełnie innego. Pokazują, że po stronie obrony były konkretne argumenty prawne, konkretne publikacje naukowe, konkretne zarzuty metodologiczne i konkretne pytania o rzetelność opinii biegłej. Pokazują również, że Sąd I instancji nie odpowiedział na wiele z tych problemów w sposób, jakiego należałoby oczekiwać od organu wymierzającego karę zawodową lekarzowi – wyjaśnił.
– Bez debaty medycyna staje się administracją. A lekarz nie powinien być urzędnikiem od powtarzania komunikatów. Lekarz powinien myśleć – dodał.
Wyrok Naczelnego Sądu Lekarskiego skomentował polityk, Grzegorz Płaczek.
– Panie Doktorze – jest Pan jednym z tych odważnych lekarzy, którzy w czasie pandemii mieli odwagę mówić własnym głosem i przeciwstawiać się narastającym patologiom covidowym. Dziękuję za wierność wartościom, honor i niezłomność. Niejeden zakłamany polityk powinien dziś Panu czyścić buty. Pana wizerunek powinien znaleźć się na okładkach gazet, ale główny nurt Pana przemilczy. Ten system tak działa. Są jednak tacy, którzy darzą Pana ogromnym szacunkiem za to, jak Pan walczył. Jestem jednym z nich – napisał w mediach społecznościowych.
To nie pierwszy wygrany spór lekarza. Naczelny Sąd Lekarski w marcu 2025 roku anulował również roczne zawieszenie prawa do wykonywania zawodu dr. Zbigniewowi Martyce. Lekarz otrzymał wówczas karę nagany za niestosowanie się podczas pandemii COVID-19 do państwowych zaleceń [czytaj więcej].
radiomaryja.pl




