fot. episkopat.pl

Mocodawcy zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki wciąż bezkarni

Choć od zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki minęło już 35 lat, wciąż w sprawie nie zostali skazani prawdziwi mordercy. Swoje śledztwo dalej prowadzi IPN, jednak nic nie wskazuje na to, by którykolwiek z generałów Ludowego Wojska Polskiego, został choćby symbolicznie obciążony winą.

Gdy 13 grudnia 1981 roku władze komunistyczne wprowadzały w Polsce stan wojenny, ks. Jerzy Popiełuszko dodawał otuchy Polakom. Wspomagał prześladowanych, uczestniczył w procesach opozycjonistów, a przede wszystkim organizował Msze św. w intencji Ojczyzny, które kontynuował także po zakończeniu stanu wojennego.

– Prawdziwa wolność jest cechą pierwszą człowieczeństwa, ona jest szczególnym znakiem obrazu Bożego w człowieku, ona została nam ofiarowana przez Boga – mówił w homilii w styczniu 1984 roku ks. Jerzy Popiełuszko.

Miłość księdza Jerzego do Ojczyzny, do wolności, była solą w oku komunistycznych władz. Rozpoczęła się fala działań wymierzonych w kapelana „Solidarności”.19 października 1984 roku w Górsku pod Toruniem został uprowadzony przez funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Księdza Jerzego brutalnie pobito i wrzucono do bagażnika. Skrępowano go tak, by każda próba uwolnienia zaciskała pętlę na jego szyi. Ostatecznie, jeszcze tego samego dnia, funkcjonariusze mieli wrzucić księdza do wody na tamie we Włocławku. Ta wersja wydarzeń została jednak podważona.

– Stan faktyczny zdarzenia, który przyjął Sąd Wojewódzki w Toruniu w wyroku z 7 lutego 1985 roku został w swych zasadniczych elementach podważony – zaznaczył prok. Andrzej Witkowski, który prowadził śledztwo ws. zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki.

Ksiądz Jerzy miał być przetrzymywany przez kilka dni i torturowany.

– Ksiądz Jerzy Popiełuszko nie został zamordowany 19 października 1984 roku tylko został przekazany przez porywaczy innej grupie, która zresztą poruszała się za porywaczami innym samochodem – akcentował prok. Andrzej Witkowski.

Ostatecznie, w ramach tzw. procesu toruńskiego oskarżono i skazano Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękale, Waldemara Chmielewskiego i Adama Pietruszkę.  Bezkarni pozostali ich mocodawcy, których udział w zabójstwie wyjaśniał prokurator Andrzej Witkowski. Wśród nich generałowie Władysław Ciastoń i Zenon Płatek. Ciastonia obciążały zeznania Pękali z 1991 roku.

– Sam byłem bezpośrednim świadkiem tego, jak Piotrowski telefonował do Ciastonia w nocy z 19 na 20 października 1984 roku i zdał Ciastoniowi relację z przebiegu wykonania zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. O fakcie tym również składałem już zeznania. Bezpośrednio z Ciastoniem, Piotrowski uzgodnił również działania dezinformujące – można przeczytać w zeznaniach Leszka Pękali.

Ciastonia ani Płatka nigdy nie skazano. Podobnie jak osób zajmujących jeszcze wyższe stanowiska w strukturze władzy ludowej.

– Była potrzeba wprowadzenia śledztwa na zupełnie nowe tory poprzez postawienie zarzutów osobom, które zajmowały, jednej osobie w 2004 roku i w 1991 roku również, która zajmowała wyższe stanowisko w strukturach rządowych niż generałowie Ciastoń i Płatek – mówił prof. Andrzej Witkowski.

Chodziło o ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka. Gdy śledczy weryfikowali tę wersję, sprawa zabójstwa została odebrana prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu. Czesław Kiszczak nie poniósł odpowiedzialności za zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki.

TV Trwam News

drukuj