fot. Marek Borawski/Nasz Dziennik

Ks. bp I. Dec: Na wzór Maryi – pielęgnujmy zdrową pobożność i świadomość misji otrzymanej od Boga

Publikujemy homilie ks. bp. Ignacego Deca wygłoszoną w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Polanicy Zdroju – Sokołówce, w I. sobotę czerwca, w sobotę IX Tygodnia Zwykłego.

***

Wstęp

Najczcigodniejszy Ojcze prowincjale wraz z całą wspólnotą Ojców Sercanów;

Czcigodni księża diecezjalni;

Drodzy pielgrzymi, uczestnicy tej Eucharystii.

Dzisiejszy dzień ma odniesienie do dwóch ważnych wydarzeń z ostatnich lat. Dnia 6 czerwca 2010 r. miała miejsce beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Siedem lat później, 6 czerwca 2017 r. miało miejsce odnowienie Aktu Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na zakopiańskich Krzeptówkach.

W homilii dzisiejszej rozważymy najpierw przesłanie Pana Jezusa, zawarte w dzisiejszej Ewangelii, następnie powrócimy do wskazówek Apostoła Pawła udzielonych Tymoteuszowi, które także do nas są skierowane i w trzeciej części naszej refleksji  spojrzymy na Maryję, Matkę Chrystusa i Matkę naszą.

1. Dwie formy religijności i pobożności

Gdy obserwujemy religijność ludzi wśród nas żyjących, to możemy zauważyć dwie główne postawy. Spotykamy ludzi, którzy uważają się za bardzo religijnych i tak też się określają, ale ta religijność zamyka się niekiedy do ścian kościoła. Są religijni w świątyni. Siadają w kościele na widocznym miejscu, włączają się w śpiew. Chcą być zauważonymi przez innych, zwłaszcza przez znaczących ludzi. Jest to religijność na pokaz. Jednakże są też tacy wierni, którzy są bardzo dyskretni. Nie manifestują swojej pobożności, ale ukrywają w sercu. Może być zatem pobożność na pokaz i pobożność ukryta w sercu, religijność fałszywa i religijność autentyczna.

Te dwie postawy możemy znaleźć w dzisiejszej Ewangelii. Przedstawicielami fałszywej religijności byli uczeni w Piśmie, którzy objaśniali księgi natchnione. Objaśniając je dodawali niekiedy do nich wiele formalistycznych przepisów, które były nie do wypełnienia dla prostego ludu, a których oni sami też nie wypełniali. Pan Jezus mówił o nich, że „chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy” (Mk 12,38-40). Przykładem właściwej postawy religijnej, autentycznej pobożności, jest uboga wdowa, która do skarbony wrzuciła dwa pieniążki. Pan Jezus powiedział, że „Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła  wszystko, co miała na swe utrzymanie” (Mk 12,43-44).

Jaki wniosek wypływa dla nas? Moi drodzy, dbajmy o to, aby owoce naszej modlitwy, owoce naszych praktyk religijnych, były widoczne w naszym codziennym życiu, abyśmy byli pobożni i mili nie tylko w kościele, ale także w domu, wśród swoich. Poza kościołem sprawdza się jakość naszej modlitwy i naszej pobożności. Praktykujmy religijność i pobożność serca, pobożność, która  wpływa na ewangeliczną jakość naszego życia, a nie pobożność na pokaz, za którą idzie byle jakie postępowanie, czasem moralnie złe. Z serca każdy może dać coś z tego, co sam od Boga otrzymał, czy to z dóbr materialnych czy duchowych. Uśmiech lub dobre słowo płynące z serca ma często większą wartość niż duży dar materialny. Pokrzepienie bliźniego w cierpieniu lub w zmartwieniu, czas przeznaczony dnia niego w chwilach przygnębienia, dotrzymanie towarzystwa samotnemu są często większymi i milszymi Bogu darami niż sięganie do portmonetki.

Komentując dar ubogiej wdowy, Pan Jezus pouczył nas, żebyśmy nie mierzyli dobra miarami tego świata. Bóg wysoko ceni każdą okruszynę dobra, jeśli tylko dajemy ją szczerym sercem.

2. Nasze zadania w świetle wskazań Apostoła Pawła dla Tymoteusza

Ważne przesłanie otrzymujemy dziś także od Apostoła Pawła. Możemy je sprowadzić do dwóch: pierwsze – to  wezwanie do bycia odpowiedzialnym za prawdę, wezwanie do prawdziwego nauczania i to w każdym czasie, sprzyjającym i nie niesprzyjającym  i drugie – wezwanie do traktowanie życia jako misji do wypełnienia, która będzie przez Boga oceniona.

a) Wezwanie do nauczania w prawdzie

Przypomnijmy słowa Apostoła: „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych…; głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ  ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Beda się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie” (2 Tm 4,1-5).

Jest to wezwanie nie tylko do księży, ale do wszystkich chrześcijan. Zauważmy, że  wszystkie te  wskazania bardzo pasują do dzisiejszej rzeczywistości, czyli są bardzo aktualne. Prawda jest dziś nie lubiana. Widzimy, że  w wielu dysputach publicznych wcale nie chodzi o prawdę, o słuszność, o sprawiedliwość, o dobro wspólne, ale o  własną korzyść, o korzyść swojej partii.

b) Wezwanie do traktowanie naszych zadań i obowiązków jako misji otrzymanej od Boga, z której nas Bóg rozliczy

„Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego” (2 Tm 4, 5-8).

Jest to piękne wyznanie u kresu życia, w obliczu śmierci, że się wypełniło misję otrzymaną od Boga. Nie ma w nim rozpaczy, narzekania, bojaźni, ale jest świadomość jaką się miało misję.  Autor tych słów wyraził nadzieję, że Bóg przyjmie dar jego ziemskiego życia i je przedłuży w nowe, szczęśliwe życie  – w życie z wieńcem sprawiedliwości. Obyśmy mogli coś podobnego na końcu naszego życia powiedzieć.

Wczoraj w Świdnicy pochowaliśmy zmarłego w wieku 68 lat śp. Kazimierza Stachonia, który ponad 20 lat był kościelnym w kościele NMP Królowej Polski. Był dobrym mężem i wzorowym ojcem. Uczył dzieci słowem i przykładem pobożnej modlitwy i solidnej pracy. Kościół, zakrystia były dla niego drugim domem.   Miał świadomość swojej życiowej misji: misji męża, ojca rodziny, pracownika kościelnego. Wszędzie starał się zostawić ślad spełnionego dobra.

3. Maryja wzorem wypełnienia woli Bożej i życiowej misji

Moi drodzy, dzisiaj w pierwszą sobotę miesiąca, patrzymy na Maryję, która miała świadomość otrzymanej od Boga misji. Jako nasza Matka nie tylko chce nam pomagać i wypraszać nam potrzebne dary nadprzyrodzone i naturalne, ale  Jej bardzo zależy, abyśmy podobali się Bogu, abyśmy stali wiernie przy prawdzie, abyśmy odważnie prawdy bronili, abyśmy – tak jak Ona – mieli świadomość naszego powołania, naszej życiowej misji i ją wiernie wypełniali.

Wpatrujmy się w tym roku częściej i dokładniej w naszych wielkich pasterzy: św. Jana Pawła II i Sługi Bożego, kard. Stefana Wyszyńskiego. Obydwaj kochali Maryję, mieli Ją za matkę. Obydwaj w swoim dzieciństwie utracili swoje matki. To właśnie sprawiło, że   ich życie i pobożność były naznaczone wielkim przywiązaniem do  Maryi, Matki Chrystusa. Z ust kard. Stefana Wyszyńskiego można było usłyszeć nie tyle skargę, ile pełne bólu wyznanie. Prymas  powiedział: „Nie wiecie, co to znaczy, całe życie tęsknić za Matką”. Jednak z tego cierpienia wyszedł umocniony. Miłość, którą miał do matki, przeniósł na Matkę Najświętszą  i powtarzał: „Chciałem mieć Matkę, która nie umiera”. W lutym 1955 r., gdy przebywał w więzieniu w Prudniku w medytacji modlitewnej włożył w usta Maryi słowa skierowane do niego: „Czemu raczej wracasz myślą do ludzi, którzy cię zadręczają, a nie do Mnie, która jestem twoją Matką Niepokalaną, Ucieczką, Pocieszycielką i Obroną? – A nie do Syna mojego Jedynego, który cię odkupił Krwią, wziętą z mego Serca? A nie do Ojca Miłosierdzia, który tak cię umiłował, że Syna mego dał za ciebie?”.

Z kolei Jan Paweł II wspominając swoje dzieciństwo i młodość oraz wyjaśniając swoje biskupie zawołanie: „Totus Tuus”, mówił o przełomie, jaki się w nim dokonał po przeprowadzeniu się z Wadowic do Krakowa. Powiedział tak: „O ile dawniej byłem przekonany, że Maryja prowadzi nas do Chrystusa, to w tym okresie zacząłem rozumieć, że również i Chrystus prowadzi nas do swojej Matki”.

Moi drodzy, bierzmy wzór z naszych pasterzy. Za ich przykładem, u Maryi szukajmy pocieszenia i pomocy.

Zakończenie

Drodzy pielgrzymi, sprawując dziś w I sobotę czerwca tę Eucharystie w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, módlmy się o to, abyśmy jak najlepiej wypełnili nasze życiowe powołanie, naszą życiową misję. Ufajmy, że Maryja nam  w tym pomoże, zatem: „Idźmy tulmy sie jak dziadki do serca Maryi Matki, czy nas nęka życia trud, czy to winy czerni brud”. Amen.

drukuj