fot. PAP/Paweł Supernak

„Król dopalaczy” ponownie stanął przed sądem. Jest oskarżony o podżeganie do zabójstwa Z. Ziobry

Przed warszawskim sądem okręgowym rozpoczął się we wtorek ponownie proces Jana S. nazywanego „królem dopalaczy”, oskarżonego m.in. o podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Proces musiał ruszyć ponownie z uwagi na zmianę sędziego.

„Kategorycznie nie przyznaję się do zarzucanych mi czynów. Traktuję te zarzuty jako niedorzeczność, jako coś absolutnie irracjonalnego. (…) Ta sprawa jest jedną wielką niesprawiedliwością” – mówił w czwartek przed sądem oskarżony.

29-letni Jan S., który jest oskarżony także o prowadzenie sklepu z dopalaczami w Holandii, odpowiada przed stołecznym sądem za 14 przestępstw, w tym podżeganie do zabójstwa ministra, prokuratora i policjantów, którzy prowadzili przeciwko niemu śledztwo, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia im łapówek.

Po odczytaniu przez prokuratora aktu oskarżenia, Jan S. kategorycznie nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Jego zdaniem akt oskarżenia jest całkowicie niezrozumiały.

„Traktuję te zarzuty jako niedorzeczność, jako coś absolutnie irracjonalnego” – powiedział. Mężczyzna podkreślił, że jest wierny swoim wartościom i przekonaniom. Zapewnił też, że nigdy nie zrobił i nie zrobiłby nikomu krzywdy.

„Ta sprawa jest jedną wielką niesprawiedliwością” – oświadczył.

Oskarżony zwrócił przy tym uwagę, że od 18 miesięcy jest pozbawiony wolności na oddziale dla niebezpiecznych więźniów.

„To są fizyczne i psychiczne tortury. Od 18 miesięcy nie widziałem swojego syna, swoją partnerkę kilka razy” – dodał.

We wtorek zeznania składał pokrzywdzony w tej sprawie prokurator, który prowadził śledztwo ws. handlu dopalaczami przez Jana S. Zgodnie z oskarżeniem S. miał podżegać do zabójstwa tego prokuratora.

Śledczy przywołał przed sądem zeznania innego podejrzanego w sprawie handlu dopalaczami, który przyznał się do winy i obciążył Jana S. Jak relacjonował prokurator, S. miał rozważać wyłączenie go z prowadzenia śledztwa używając przemocy. Według tych informacji oskarżony miał planować m.in. wydłubanie oczu kciukami, przegryzienie tętnicy szyjnej lub zakażenie prokuratora chorobą zakaźną przy pomocy strzykawki. Według tych zeznań S. miał też starać się o informacje o miejscu zamieszkania prokuratora.

Oskarżony, odnosząc się do tych doniesień jeszcze w postępowaniu prokuratorskim zapewniał, że nie są one prawdą. Mężczyznę, który mówił prokuratorowi o rzekomych planach ataku nazwał konfabulantem i podważał jego wiarygodność. Według S. podejrzany ten chciał w ten sposób doprowadzić do łagodniejszego potraktowania jego sprawy.

Zeznający we wtorek prokurator wskazywał też, że oskarżony podczas ukrywania się przed służbami wpływał na innych podejrzanych w sprawie handlu dopalaczami.

„W pewnym momencie doszło do takiej paranoi jeśli chodzi o oddziaływanie oskarżonego na śledztwo podczas ukrywania się, że jeden z zatrzymanych w 2019 r. wprost wyganiał adwokata przybyłego na czynność z jego udziałem, gdyż był absolutnie przekonany, że przysłał go szef grupy, aby go kontrolować. Ten szef to Jan S.” – mówił przed sądem prokurator.

Oskarżony od półtora roku przebywa w areszcie, gdzie osadzony jest jako więzień niebezpieczny. Mężczyzna został doprowadzony we wtorek do Sądu Okręgowego w Warszawie przy zachowaniu nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa. S. wprowadzono na salę rozpraw w pomarańczowym uniformie, skutego kajdankami zespolonymi, pilnowanego przez uzbrojonych w broń maszynową funkcjonariuszy.

Według śledczych, za zabójstwo ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego Jan S. oferował 100 tys. zł. Zdaniem prokuratury, chciał w ten sposób doprowadzić do zaniechania prac nad zaostrzeniem kar za produkcję i handel dopalaczami, a samego min. Ziobrę oskarżał o to, że „zepsuł mu interes”. Mężczyzna prowadził bowiem w Holandii firmę zajmującą się importem i eksportem materiałów chemicznych.

Oskarżony miał planować zabójstwo ministra przy użyciu m.in. materiału wybuchowego, trucizny albo pierwiastka radioaktywnego. Do przyjęcia zlecenia nakłaniał osobę, która – jego zdaniem – potrafiła skonstruować ładunek wybuchowy.

Jan S. miał też podżegać do zabójstwa prokuratora, który prowadził przeciwko niemu postępowanie dotyczące handlu dopalaczami oraz funkcjonariuszy z wydziału narkotykowego Komendy Stołecznej Policji, którzy rozpracowywali grupę przestępczą handlującą dopalaczami. Według prokuratury, miał też nakłaniać do nękania policjantów, podszywając się pod nich na portalach internetowych. Namawiał też do tworzenia fikcyjnych zdjęć i filmów, które miały służyć zdyskredytowaniu śledczego.

Mężczyzna był poszukiwany dwoma listami gończymi, dwoma europejskimi nakazami aresztowania i tzw. czerwoną notą Interpolu. Ostatecznie został zatrzymany na początku stycznia ub.r. w Milanówku pod Warszawą. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do stołecznego sądu w czerwcu 2020 r.

Jan S. jest oskarżony także w innym procesie, który toczy się przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga. Oskarżyciele zarzucają mu kierowanie grupą handlującą dopalaczami, narażanie życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób, z czego 5 zmarło. Obok S. na ławie oskarżonych zasiadają: jego ojciec Jacek S., partnerka „króla dopalaczy” Paulina C. i mężczyzna, który miał zakładać konta służące do prania pieniędzy z dopalaczy. Proces ten, po wielokrotnych nieudanych próbach, ruszył w marcu br.

PAP

drukuj