fot. sxc.hu

Kraków nie będzie finansował in vitro

W Krakowie nie będzie programu finansowania „in vitro” dla par starających się o dziecko. Propozycja radnej Małgorzaty Jantos została odrzucona głosami klubu Prawa i Sprawiedliwości i prezydenckiego klubu „Przyjazny Kraków”.

Środowa dyskusja trwała kilka godzin. „Jest mi wstyd” – mówiła tuż po głosowaniu inicjatorka uchwały radna Małgorzata Jantos (Nowoczesna), która chciała zobowiązać prezydenta do stworzenia dla krakowian programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego in vitro.

Przeciwko takiej propozycji zagłosowało 21 radnych, 19 było za, jedna osoba wstrzymała się, a dwóch radnych było nieobecnych.

W rozmowie z dziennikarzami przedstawicielka Nowoczesnej podkreśliła, że inne miasta finansują metodę in vitro. Jak dodała, prezydent Krakowa deklarował, że budżet 2017 r. będzie „prospołeczny” i popierał tę inicjatywę, a tymczasem jego klub radnych przesądził o wyniku głosowania.

„Przysłuchiwałam się tej dyskusji przez trzy godziny, rozumiem, że to była dyskusja nieetyczna a polityczna. Prywatnie jestem za in vitro, ale jestem przeciwko finansowaniu tej metody ze środków publicznych, bo widzę niedostatki w ochronie zdrowia” – mówiła radna klubu Przyjazny Kraków Anna Prokop-Staszecka, lekarz i dyrektor szpitala, która wstrzymała się od głosu.

Radni Prawa i Sprawiedliwości zwracali uwagę, że najpoważniejszym problemem w in vitro jest selekcja i niszczenie zarodków.

„Jest granica badań naukowych. Nie jest tak, że naukowcy mogą zrobić wszystko i za wszelką cenę. Myślę, że in vitro rozpoczęło drogę, która nie powinniśmy iść” – mówił radny PiS Adam Kalita.

„Jeżeli istnieją wątpliwości etyczne, a tutaj są bardzo poważne, to czy mamy prawo dokonywać rozstrzygnięć formalno-prawnych? Moim zdaniem nie” – uważa inny radny PiS Marek Lasota.

Z kolei radni Platformy Obywatelskiej podkreślali, że kwestię szczegółowych rozstrzygnięć, jak program wsparcia in vitro ze strony miasta powinien wyglądać, należy zostawić specjalistom, a to czy z takiej metody korzystać, czy nie – sumieniu bezpośrednio zainteresowanych.

PAP/RIRM

drukuj