fot. PAP

Kolejna pomyłka przy in vitro

Szczeciński szpital, w którym urodziła się chora dziewczynka z in vitro, nie wie, kto jest jej biologiczną matką. Do karygodnego błędu doszło w laboratorium, które korzystało z rządowego programu in vitro w Policach. O sprawie napisał jeden z dzienników.

Badania DNA potwierdziły, że kobieta, która urodziła dziewczynkę, nie jest jej biologiczną matką. Prawdopodobnie doszło do pomyłki; nasieniem ojca dziecka zapłodniono komórkę jajową innej kobiety. Tymczasem rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska w jednej ze stacji radiowych potwierdziła determinację PO dla uchwalenia ustawy o in vitro. Według niej „by metoda była skuteczna, to zarodki muszą być mrożone”, a dostęp do in vitro nieograniczony wyłącznie dla małżeństw.

Żadna ustawa nie zabezpieczy przed takimi pomyłkami, chroni jedynie poczęcie naturalne – podkreśliła Kaja Godek z zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia.

W tych rozmowach, które toczą się z politykami, głównie z partią rządzącą, na temat upowszechnienia in vitro – bo wiadomo, że uregulowanie tego prawnie na tych zasadach, na jakich to jest prowadzone, daje jeszcze większą swobodę działania klinikom – patrzy się z perspektywy rodziców, nie patrzy się z perspektywy dziecka. To przebija przez wszystkie wypowiedzi, również przez wypowiedź rzeczniczki rządu. Powinniśmy na to wszystko patrzeć z perspektywy dzieci. Tak naprawdę najbardziej poszkodowaną osobą w pomyłce w Policach jest ta biedna dziewczynka, która w tej chwili jest w połowie swoich rodziców. Jest córką swojego ojca, ale nie jest córką swojej matki. Ona jest tutaj największą ofiarą. Myślę, że powinniśmy patrzeć na te dzieci, które w fazie embrionalnej zamraża się, a później przekazuje innym parom, jako na ofiary procederu handlu ludźmi – dodała Kaja Godek.

W rządowej ustawie ma być zapis, że z in vitro będą miały prawo skorzystać pary, które przeszły całą procedurę. Chodzi więc nie tylko o małżeństwa.

RIRM

drukuj