Katolicy bez kompleksów

Jeśli dziś mówimy, że musi nastać wreszcie czas katolików, to w gruncie rzeczy mówimy o szansie na normalność. Przez wiele lat wmawiano nam, że człowiek wierzący, katolik, jest kimś gorszym – taki ciemnogród.

Swym konserwatyzmem hamuje postęp, ogranicza wolność i kreatywność jednostek… Im bardziej wierzący i praktykujący, tym bardziej był ośmieszany. PRL minął, ale walka z wiarą, ośmieszanie jej się nie skończyły. Zmieniły się kroje garniturów i krawaty, papier gazet i czasopism, studia radiowe i telewizyjne, ale nadal wbija się ludziom do głów, że nowoczesność nie może mieć nic wspólnego z wiarą. A to wierutna bzdura. Problem tylko w tym, co dziś nazywa się tą „nowoczesnością”: rozwiązłość, zdrady, brak szacunku dla godności kobiety, rozrywkę, która niszczy dobro i piękno w człowieku, pigułkę, która zabije dziecko poczęte… Taka „nowoczesność” rzeczywiście nas nie interesuje!

Jednak katolik to nie jest człowiek zacofany, jakaś oferma, którą można rozstawiać po kątach i ośmieszać za byle co. Trzeba znać swoją wartość, swoją godność i umieć obronić swą wiarę, umieć obronić swoje zdanie. A co z tą prawdziwą nowoczesnością, nowymi technologiami? Jeśli ktoś przeprowadziłby badania, jakie środowisko jest najlepiej zorientowane np. w procesie cyfryzacji w Polsce, to okazałoby się, że są to słuchacze katolickiego Radia Maryja i widzowie Telewizji Trwam. Dowodem na to jest choćby blisko 2,5 mln podpisów do KRRiT przeciw dyskryminacji katolików w przyznawaniu miejsca na cyfrowym multipleksie czy blisko 140 marszów w całej Polsce. Chwali się dziś te gminy, które korzystają z wód geotermalnych dla dobra swych mieszkańców. A czy ktoś bardziej wyedukował i dał przykład Polakom, co to jest geotermia, niż katolickie Radio Maryja?

My, katolicy, naprawdę nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów. To inni powinni je mieć ze swoim zdegenerowaniem i zakłamywaniem pojęć. Wystarczy uczciwe myślenie i obserwacja tego, co się dzieje wokół nas, aby dostrzec, że ten świat jeszcze jakoś trwa, bo jest na nim jedna silna instytucja, która opiera się potopowi kontrkultury – Kościół katolicki. Jeśli dziś mówimy, że musi nastać wreszcie czas katolików, to w gruncie rzeczy mówimy o szansie na normalność. Po chrześcijańskich niegdyś krajach Zachodu widać, czym kończy się rezygnacja autentycznych katolików z polityki, z życia społecznego, z mediów. Nie tylko nie mają wpływu na ustawodawstwo w swych krajach, ale nie są nawet znakiem sprzeciwu wobec legalizowanych zbrodniczych praktyk, takich jak eutanazja, aborcja, in vitro, czy wobec zdziczenia obyczajów, promowania związków homoseksualnych i oddawania im dzieci do adopcji. Nie możemy ustępować w żadnym wymiarze życia osobistego, rodzinnego, społeczno-politycznego czy wreszcie medialnego.

– Dziś potrzebny jest Ojczyźnie naszej katolicki laikat. Świeccy prawdziwie zaangażowani, zatroskani o obecność wiary, Ewangelii, Chrystusa pośrodku nas, w życiu społecznym – podkreśla przewodniczący polskiego Episkopatu ks. abp Józef Michalik. Jedno jest pewne – siłą katolicyzmu nie jest jego „otwartość” czy „zamkniętość”, ale wierność nauce Kościoła i konsekwencja w wierze. Wyznaniowa schizofrenia, do jakiej nas przyzwyczajają członkowie partii rządzącej i prezydent, to choroba bardzo zaraźliwa. Ale da się na nią uodpornić. Niedawno byłem świadkiem pewnego zdarzenia. Ojciec z synem kupował kilka małych puszek farby. Syn, sprawdzając przy samochodzie paragon, powiedział ojcu, że za jedną chyba nie zapłacili. I co robić? Ucieszyć się, że w kieszeni zostało parę groszy? Ta puszka kosztowała ok. 8 złotych. Czyż to nie byłby superinteres dla diabła, gdyby za taką sumę „kupił” dwa sumienia – ojca i syna? Ale tak się nie stało. Wrócili do sklepu i zapłacili za farbę. Tak w praktyce weryfikuje się nasz katolicyzm. Jeśli jesteś wierny i uczciwy w małych rzeczach, to i w dużych będziesz. Tak się przemienia Polskę i świat. Tak nastaje czas katolików.

Sławomir Jagodziński

drukuj