Tu razem zbudujemy pomnik zwycięstwa wolnego słowa nad brakiem wolności, cenzurą - mówił prezydent Komorowskiw trakcie nadania nazwy "Skweru Wolnego Słowa" placowi przy siedzibie dawnej cenzury (fot.PAP/T.Gzell)

Jaki prezydent taki multipleks

Dostałem SMS-a z Kancelarii Sejmu: „Prezydent RP zaprasza do udziału w uroczystościach nadania nazwy „Skwer Wolnego Słowa” w przestrzeni publicznej przy ulicy Mysiej w Warszawie dnia 04.06.2012 godz. 11.00″. Jakoś nic mi się tu nie zgadza.

 
Najpierw nominat prezydencki pan Jan Dworak odmówił wolnemu słowu – Telewizji Trwam, prawa obecności na multipleksie cyfrowym, a więc w przestrzeni publicznej. Teraz prezydent zaprasza posłów opozycji na uroczyste nadanie nazwy „Skwer Wolnego Słowa”, i to w przestrzeni publicznej? Czyżbym coś źle zrozumiał? Może chodzi o wolną mowę w znaczeniu powolnego wymawiania, cedzenia słów? A może o słowo powolne komuś, czyli podporządkowane, jak to dzieje się np. w mediach prorządowych? Ciekawe, że Skwer Wolnego Słowa usytuowany został przy ulicy Mysiej, gdzie mieścił się Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (urząd cenzorski w PRL). Rodzi to różnorakie konotacje, np. siedzieć cicho jak mysz pod miotłą albo wolne słowo w czułych objęciach cenzury. Na Mysią zaproszono także posłów opozycji – czyżby chciano im dać do zrozumienia, że tylko tu, na tym skwerze, będzie wolno mówić prawdę? Jan Dworak, wysoki urzędnik z nadania prezydenta, nie przydzielił katolickiej Telewizji miejsca na multipleksie, a ten sam pan prezydent w swej wielkoduszności honoruje wolne słowo miejscem w przestrzeni miejskiej. Niestety, tylko symbolicznie. Kilkadziesiąt metrów kwadratowych skweru w stosunku do 312 tys. km2 (tyle liczy obszar Polski) obrazowo pokazuje stan wolności mediów. Może ten skwer będzie takim prezydenckim multipleksem dla Telewizji Trwam? Rzecz jasna traktuję zaproszenie pana prezydenta jako specyficzny żart (gdzieżby tam cynizm) i tak też żartobliwie rzecz całą skomentowałem. Sprawa jest jednak poważna. Oto ponad 2 miliony 200 tysięcy ludzi stało się obrońcami Telewizji Trwam, podpisując protest przeciw decyzji przewodniczącego Dworaka. Nie wiem, ilu widzów ma Telewizja Trwam, ale możliwe, że część podpisów pod protestem należy do osób, które jedynie okazjonalnie ją oglądają, a nawet do tych, które nie podzielają wartości katolickich. Ich protest ma więc silną motywację obrony nieskrępowanego wolnego słowa. Obrońcy Telewizji Trwam naprawdę cenią wolne słowo, chcą prawdziwie wolnej Polski. Stanowią bardzo silny głos, bo walczą o „wolność waszą”. Skoro pan prezydent tak mocno ceni, a przynajmniej celebruje wolność słowa, to powinien bez wahania stanąć w szeregach obrońców Telewizji Trwam – może w ten sposób napomni swojego człowieka Dworaka? Może i on podpisze protest?


Autor jest posłem na Sejm RP (Solidarna Polska).

drukuj