[Nasz Dziennik] Prof. H. Karp: Zamiar postawienia przewodniczącego KRRiT przed Trybunałem Stanu wygląda na próbę uciszenia niewygodnego urzędnika
„Zamiar postawienia przewodniczącego KRRiT przed Trybunałem Stanu wygląda na próbę uciszenia niewygodnego urzędnika. Trudno o bardziej jaskrawy przykład instrumentalizacji instytucji państwowych do realizacji bieżących celów politycznych” – mówiła prof. Hanna Karp, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w rozmowie z dziennikarzem „Naszego Dziennika”. „Po tym, co się stało, można założyć, że wystarczy polityczna niechęć i zwykła sejmowa większość, aby wyeliminować dowolnego członka KRRiT, który nie odpowiada rządzącej koalicji” – dodała.
Rafał Stefaniuk: Dlaczego decyzję Sejmu o postawieniu Macieja Świrskiego, przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, przed Trybunałem Stanu ocenia Pani Profesor jako politycznie motywowany atak na konstytucyjny organ? Taka teza znalazła się w oświadczeniu, które podpisały Pani, a także Agnieszka Glapiak i Marzena Paczuska.
Prof. Hanna Karp: Jeśli ktoś zadałby sobie trud i zajrzał do oficjalnych dokumentów sejmowych, znalazłby tam liczący ponad 80 stron akt oskarżenia przygotowany przez Komisję Odpowiedzialności Konstytucyjnej. I już sama lektura tego materiału powinna wystarczyć, by zorientować się, że mamy do czynienia z polityczną decyzją. Student I roku prawa prawdopodobnie poradziłby sobie lepiej z jego redakcją. A przecież ma to być akt oskarżenia wobec przewodniczącego konstytucyjnego organu państwa, jakim jest narodowy regulator mediów. Już tylko chęć wpływania na ów podmiot stanowi jednocześnie wpływ na cały rynek mediów. Dla porównania – w tym samym dokumencie znajdziemy 15-stronicowy wniosek mniejszości komisji, przygotowany przez posłów opozycji.
I co się wobec tego okazuje?
Ten alternatywny dokument, zawierający wniosek o umorzenie całej sprawy – odpowiada punkt po punkcie na wszystkie jedenaście zarzutów stawianych przez Komisję Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Zamiar postawienia przewodniczącego KRRiT przed Trybunałem Stanu wygląda na próbę uciszenia niewygodnego urzędnika. Trudno o bardziej jaskrawy przykład instrumentalizacji instytucji państwowych do realizacji bieżących celów politycznych.
Czy zarzuty wobec Macieja Świrskiego mają jakiekolwiek realne oparcie w faktach?
Problem w tym, że nie tylko forma tego aktu oskarżenia kuleje – jego treść również nie wytrzymuje próby konfrontacji z rzeczywistością. Pracując w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, mieliśmy pełny wgląd w sprawy, które dziś rzekomo mają stanowić podstawę zarzutów. I mówię to z pełnym przekonaniem: ten wniosek jest pełen uchybień i błędów prawnych.
Weźmy choćby jeden z głównych punktów oskarżenia – zarzuca się przewodniczącemu, że po siłowym przejęciu mediów publicznych nie przekazał środków z abonamentu bezpośrednio do nowych zarządów, tylko skierował je do depozytu sądowego.
I co w tym nagannego? W sytuacji, w której istniały uzasadnione wątpliwości co do legalności władz mediów publicznych, była to jedyna rozsądna i zgodna z Konstytucją droga. Z kolei rzekoma „opieszałość” w rozpatrywaniu wniosków koncesyjnych także jest nieprawdziwa. Wszystkie procedury były realizowane zgodnie z obowiązującymi przepisami. To nie jest akt oskarżenia, to bardziej polityczny teatr.
Pojawia się też zarzut o rzekomo bezprawne nakładanie kar na nadawców.
Wśród decyzji, które dziś stawia się w złym świetle, była chociażby kara nałożona po emisji głośnego reportażu TVN „Franciszkańska 3”, szkalującego św. Jana Pawła II. To nie była arbitralna reakcja – do KRRiT wpłynęły dziesiątki tysięcy skarg, a na ulice wyszły setki tysięcy oburzonych obywateli. Skala społecznego sprzeciwu była ogromna i nie sposób było jej zignorować. Dlatego wszystkim polecam stronę Sejmu, tam jest dostępny pełny dokument aktu oskarżenia i wniosek mniejszości. Warto je przeczytać, choćby po to, żeby zrozumieć, jak bardzo odbiega on od realiów. Co ciekawe – nikt o nim nie mówi, media milczą. Nie pojawia się w debacie publicznej, nie jest cytowany, nie jest analizowany, co samo w sobie powinno już wzbudzać niepokój. Jeśli ktoś szuka prawdy, to właśnie tam zobaczy, jak bardzo ta sprawa została zmanipulowana.
Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski już zaapelował do marszałka Sejmu o poszanowanie wyroków TK w sprawie odpowiedzialności konstytucyjnej szefów KRRiT i NBP. Mamy do czynienia z jawnym naruszeniem prawa, które podważa legalność działań Sejmu?
To wątek kluczowy i, co ważne, spychany na margines publicznej debaty. Trybunał Konstytucyjny wydał jednoznaczne orzeczenie: uchwała o postawieniu przed Trybunałem Stanu powinna zapaść większością kwalifikowaną, a więc 3/5 ustawowej liczby posłów. W piątkowym głosowaniu za wnioskiem opowiedziało się 237 posłów, 179 było przeciw, 16 wstrzymało się od głosu – tymczasem wymagane 3/5 to dokładnie 276 głosów. Liczby nie kłamią: takiej większości nie było.
Sprawa więc nie jest błaha?
To jest nie akademicka dyskusja o niuansach prawnych, lecz test niezależności konstytucyjnego organu, jakim jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Właśnie po to, by ta niezależność była realna, Trybunał Konstytucyjny orzekł o wymogu kwalifikowanej większości – aby żadna sejmowa większość nie mogła ręcznie eliminować niewygodnych członków Rady. Po tym, co się stało, można założyć, że wystarczy polityczna niechęć i zwykła sejmowa większość, aby wyeliminować dowolnego członka KRRiT, który nie odpowiada rządzącej koalicji.
Wówczas wytworzyłby się bardzo niebezpieczny precedens.
Tak, bo jeśli dziś można w ten sposób potraktować przewodniczącego, to jutro ten sam mechanizm można zastosować wobec pozostałych członków Rady – tylko dlatego, że podpisali się pod protestem czy podczas posiedzeń głosują inaczej, niż oczekuje tego rząd. A to już nie tylko naruszenie prawa, ale otwarte pogwałcenie zasad niezależności organów konstytucyjnych państwa. I choć w zapisach Ustawy Zasadniczej wciąż jesteśmy ciałem niezależnym, w praktyce dąży się do tego, abyśmy stali się urzędnikami , których można dowolnie wymienić. To zamach na konstytucyjny organ państwa i każdy, kto poważnie traktuje państwo prawa, powinien mieć świadomość tego, co stało się w Sejmie 25 lipca.
Dlaczego to właśnie Maciej Świrski – a nie ktokolwiek inny – ma jako pierwszy stanąć przed Trybunałem Stanu? Co sprawia, że to właśnie przewodniczący KRRiT znalazł się na celowniku większości sejmowej?
Bo jest niewygodny. Maciej Świrski to postać odporna na naciski. Przewodniczący KRRiT, zgodnie z ustawą, pełni w niej funkcję władzy wykonawczej – i świadomie oraz w mocy prawa z tych uprawnień korzystał. Dziś obserwujemy próbę jego eliminacji. Trzeba jasno powiedzieć: wyrok Trybunału Stanu, gdyby rzeczywiście zapadł, oznaczałby de facto zakaz jego działalności publicznej. I chyba właśnie o to chodzi – żeby zneutralizować urzędnika, który nie daje się zastraszyć.
Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk/„Nasz Dziennik”



