fot. flickr.com

Ideologiczny list ambasadorów urzędujących w Polsce 

50 ambasadorów urzędujących w Polsce w specjalnym liście sprzeciwia się rzekomej dyskryminacji osób LGBT w naszym kraju. W odpowiedzi premier Mateusz Morawiecki przypomina, że Polacy tolerancję mają w swoim DNA.

List ambasadorów został przygotowany w związku z odwoływanymi w całej Polsce z powodu pandemii marszami równości. W ostatnich latach ambasady wielu państw wspierały działania osób LGBT.

 „Wyrażamy nasze poparcie dla starań związanych z uświadamianiem opinii publicznej na temat problemów dotyczących społeczności lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i interseksualnych” – napisali zagraniczni dyplomaci.

Do listu odniósł się wiceszef polskiego MSZ Paweł Jabłoński.

– Polska w pełni się zgadza z jedną podstawową zasadą. Nikt nie może być dyskryminowany z jakiejkolwiek przyczyny – to mówi jasno nasza konstytucja. Tak samo, jak nasza konstytucja mówi, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny – przypomina Paweł Jabłoński.  

Nikt nie musi nas uczyć tolerancji – odpowiada krótko premier Mateusz Morawiecki i podkreśla, że Polacy mają tolerancję w swoim DNA.

– Zgadzam się z listem ambasadorów w tym zakresie, kiedy mówią o tym, że szacunek należy się każdej osobie, a zupełnie nie zgadzam się z listem ambasadorów w tym miejscu, gdzie mówią, że w Polsce są osoby, którym taki szacunek jest w jakikolwiek sposób odbierany – akcentuje Mateusz Morawiecki.

Kłamstwa o braku szacunku do osób homoseksualnych w Polsce są utrwalane m.in. przez działacza LGBT, który rozwiesza tabliczki z napisem „strefa wolna od LGBT”. To wykorzystuje lewicowa propaganda – zauważa Waldemar Jaroszewicz z Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana.

– Ten efekt, z którym mamy do czynienia, to efekt działań funkcjonariuszy nowej lewicy, która wykorzystuje środowiska innej orientacji seksualnej po to, żeby pokazać, że Polacy to jest naród agresywny – wskazuje Waldemar Jaroszewicz.

Kłamstwa o prześladowaniach osób LGBT w Polsce powielane są w Parlamencie Europejskim. Podchwyciła je m.in. szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Główną promotorką listu była ambasador USA w Warszawie, Georgette Mosbacher. Zwrócił się do niej europoseł Joachim Brudziński.

„Czekamy na Pani głos oburzenia w związku z wyrzucanymi z pracy stewardesami za noszenie łańcuszka z krzyżykiem, czekamy na potępienie chuliganerii atakującej na ulicach działaczy #ProLife. Czekamy z nadzieją, że 50 ambasadorów nie będzie powtarzało #Fake Newsów o strefach wolnych od LGBT” – napisał na Twitterze europoseł PiS Joachim Brudziński.

Komentarz wiceszefa Prawa i Sprawiedliwości jako „niepoważny” określił  marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

– Ten list jest poważny i rząd powinien go potraktować niezwykle poważnie – twierdzi Tomasz Grodzki.  

List ambasadorów chwali lewica.

– Ambasadorzy są także od tego, żeby zajmować stanowisko w sprawach, które są uniwersalne dla całego świata – uważa Anna Maria Żukowska z Lewicy. 

Nowa lewica próbuje wywierać presję na Polskę – przekonuje Konfederacja.

– Z naszej strony nie ma zgody na lewicową interpretację praw człowieka. Nie ma i nie będzie – podkreśla poseł Konfederacji Krzysztof Bosak.

List podpisał ambasador Indii, gdzie do niedawna stosunki homoseksualne były karane. Z kolei Niemcy mają poważny problem z fizyczną przemocą wobec osób LGBT.

Liczba napaści stale rośnie – przypomina Maciej Grajewski z Instytutu Ordo Iuris.

– Sam Berlin spadł z trzeciego miejsca z najbardziej korzystnego dla homoseksualistów do zamieszkania na dalekie – trzydzieste bądź czterdzieste. To też pokazuje pewną hipokryzję – wskazuje Maciej Grajewski.

Polska wciąż jest krajem, który nie mieści się w kanonach nowej lewicy. Dlatego prowadzone są działania, aby zniszczyć bastion chrześcijaństwa i tradycyjnych wartości – wyjaśnia filozof Krzysztof Szokalski.

– Jesteśmy ostatnim krajem, który musi zostać zniszczony razem ze swoją wiarą i dumą po to, żeby wszystkie inne kraje mogły wreszcie odetchnąć z ulgą i  powiedzieć: teraz będziemy mogli budować nowy, lepszy marksistowski ład – mówi Krzysztof Szokalski. 

Eksperci od prawa międzynarodowego przypominają, że art. 41 Konwencji Wiedeńskiej zakazuje dyplomatom ingerowania w wewnętrzne życie polityczne w kraju urzędowania.

TV Trwam News

drukuj