PAP/EPA

Napięta sytuacja w Górskim Karabachu

W Górskim Karabachu wciąż niespokojnie. W wyniku walk na linii kontaktowej zginęły już 32 osoby. Organizacje międzynarodowe wzywają Azerbejdżan i Armenię do deeskalacji konfliktu i wznowienia negocjacji.

80 proc. ludności Górskiego Karabachu to Ormianie.

– Ormianie zaraz po upadku Związku Radzieckiego właściwie zajęli tę republikę, także przy pomocy armii ormiańskiej,  i ogłosili niepodległość – mówił dr Marceli Burdelski z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Azerowie cały czas uważają, że Górski Karabach jest częścią terytorium Azerbejdżanu. Sytuacja jest bardzo napięta.

– To jest taki konflikt, jak mamy ognisko, które się tli – wskazał dr Marceli Burdelski.

Zarzewiem do kolejnego wznowienia walk było wystrzelenie rakiet azerbejdżańskich, co Armenia odczytała jako atak. Z kolei ministerstwo obrony Azerbejdżanu poinformowało o rozpoczęciu operacji przy tzw. linii kontaktowej w odpowiedzi na prowokacje ze strony Armenii. Obie strony ogłosiły wprowadzenie stanu wojennego.

„Z uwagi na prowokacje sił zbrojnych Armenii na linii kontaktowej i prowadzonej w celu przeciwdziałania armeńskiej agresji operacji kontrofensywnej, od godz. 00.00 28 września wprowadzony będzie stan wojenny na całym terytorium Azerbejdżanu” – poinformował Ilham Alijew, prezydent Azerbejdżanu.

Do zaprzestania przemocy i rozpoczęcia negocjacji wezwały m.in. Francja, Iran, Rosja i Stany Zjednoczone. Te ostanie zapowiedziały, że podejmą próby zakończenia przemocy na Kaukazie.

„Przyglądamy się temu konfliktowi bardzo pilnie. Mamy wiele dobrych kontaktów w tym rejonie. Zobaczymy, czy możemy go zahamować” – powiedział prezydent USA Donald Trump.

Do powściągliwości strony konfliktu w Górskim Karabachu wzywa Kreml.

– Mamy do czynienia z niewielkimi krajami, ale musimy pamiętać, że za Armenią i za Azerbejdżanem stoją mocne siły międzynarodowe w postaci Rosji i Stanów Zjednoczonych – zwrócił uwagę dr Tomasz Szyszlak z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Wczoraj prezydent Turcji Recep Erdogan zapewnił o wsparciu dla Azerbejdżanu i wezwał cały świat do podobnego stanowiska. Armenia obawia się włączenia Turcji w ten konflikt.

– Zwracam uwagę krajów współprzewodniczących Grupy Mińskiej OBWE oraz całej społeczności międzynarodowej na powagę sytuacji. Wybuch wielkiej wojny na Kaukazie Południowym, na skraju której teraz stoimy, może mieć najbardziej nieprzewidywalne konsekwencje. Może wyjść poza granice regionu i przybrać większe rozmiary oraz zagrozić bezpieczeństwu i stabilności międzynarodowej – zaznaczył Nikol Paszynian, premier Armenii.

Ambasador Armenii w Rosji poinformował, że Turcja wysłała ok. 4 tys. bojowników z północnej Syrii do Azerbejdżanu. Władze w Baku zaprzeczają jednak tym informacjom.

TV Trwam News

drukuj