Gospodarka spowalnia. M. Kękuś: Pali nam się żółta lampka i należy przeanalizować tego przyczyny
Rosnące bezrobocie od kilku miesięcy, słabnące inwestycje, coraz wyższe koszty życia, niskie zarobki i niepokój o przyszłe emerytury – to obraz polskiej gospodarki, jaki wyłania się z podczas rozmowy z ekonomistą Mariuszem Kękusiem. Gość „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja przestrzega: sygnały ostrzegawcze są wyraźne i nie można ich lekceważyć.
Szacunkowa stopa bezrobocia w styczniu wzrosła do poziomu 6 procent. Choć wydaje się to na pierwszy rzut oka poziom niski, to jednak w szerszej perspektywie dane mogą budzić niepokój. Jak zauważył ekonomista, Mariusz Kękuś, mamy do czynienia z ósmym już miesiącem z rzędu, kiedy liczba bezrobotnych stale rośnie.
– Jest to zjawisko niepokojące. Pali nam się może jeszcze nie czerwona, ale żółta lampka i należy przeanalizować tego przyczyny – podkreślił ekonomista.
Obecnie zarejestrowanych jest około 935 tysięcy osób bez pracy. Dla porównania – pod koniec 2024 roku było to 786 tysięcy, a rok później już niemal 888 tysięcy. Wzrost o ponad 100 tysięcy osób w ciągu roku nie jest – zdaniem eksperta – wyłącznie efektem sezonowym.
Jednym z głównych powodów pogarszającej się sytuacji na rynku pracy są rosnące koszty pracy, ale to nie tylko problem przedsiębiorców. Za tymi liczbami – jak dodaje gość „Aktualności dnia” – stoją realne dramaty domowych budżetów. Wzrost wynagrodzeń w ostatnich latach był reakcją na gwałtownie rosnące ceny życia i choć nominalnie pensje wzrosły, to w wielu gospodarstwach domowych podwyżki zostały „zjedzone” przez inflację.
– Jeżeli rosną koszty pracy, do tego rosną ceny nieruchomości i tym samym rosną koszty prowadzenia działalności gospodarczej, no to następuje w którymś momencie korekta czy przesilenie – zaznaczył Mariusz Kękuś.
Efektem tej korekty są restrukturyzacje, ograniczanie zatrudnienia, a w niektórych przypadkach przenoszenie działalności za granicę.
Polska – jak zauważył ekspert – przestaje być krajem konkurującym niskimi kosztami pracy, a jednocześnie nie stała się jeszcze gospodarką opartą na wysokich nakładach na badania, rozwój i innowacje. Kluczowym problemem pozostaje niski poziom inwestycji.
– Polska jest w ogonie, jeśli chodzi o Unię Europejską, jeżeli chodzi o inwestycje w relacji do PKB i ten stan niestety się utrzymuje od dłuższego czasu – wskazał ekonomista.
To właśnie inwestycje są – jego zdaniem – fundamentem długofalowego wzrostu gospodarczego. Tworzą nowe miejsca pracy, zwiększają produktywność i pozwalają przejść z modelu gospodarki opartej na taniej sile roboczej do modelu opartego na wiedzy i technologii.
Bez odpowiedniego poziomu inwestycji trudno liczyć na stabilny wzrost zatrudnienia. Szczególnie niepokojąca jest sytuacja ludzi młodych. W niektórych miastach, jak wskazał ekspert, bezrobocie wśród osób do 30. roku życia wzrosło rok do roku nawet o 40 procent.
Dane pokazują również silne zróżnicowanie regionalne – od niespełna 4 procent bezrobocia w Wielkopolsce do niemal 10 procent w województwie warmińsko-mazurskim. Zdaniem ekonomisty to efekt historycznych zaszłości i struktury gospodarczej regionów.
Regiony bardziej uprzemysłowione i zurbanizowane przyciągają inwestycje oraz oferują większą liczbę miejsc pracy. Te oparte w większym stopniu na rolnictwie mają ograniczone możliwości rozwoju bez dodatkowego wsparcia infrastrukturalnego i kapitałowego.
Rozwiązaniem – jak podkreślił gość „Aktualności dnia” – może być przyciąganie dużych inwestorów, którzy generują nie tylko miejsca pracy w swoich zakładach, ale także tworzą sieć kooperantów i usług wokół siebie.
Niepokój budzi również sytuacja seniorów. Tegoroczna waloryzacja rent i emerytur wyniesie 5,3 procent. To więcej niż pierwotnie zakładano, ale jednocześnie najmniej od kilku lat.
– Niestety ten system emerytalny nie jest najlepszy. Na razie nie ma pomysłu na to, jak go zmienić, a badania pokazują, że następne pokolenia będą miały jeszcze gorzej – ocenił Mariusz Kękuś.
Choć inflacja spowolniła, koszty życia – szczególnie czynsze, energia, leki i żywność – pozostają bardzo wysokie. Dla wielu emerytów, zwłaszcza prowadzących jednoosobowe gospodarstwa domowe, sytuacja jest trudna. Dodatkowym ograniczeniem jest stan finansów publicznych.
– Budżet jest w fatalnym stanie. Mamy ogromny deficyt i w ubiegłym roku, i ten planowany na ten rok – przypomniał ekonomista.
To oznacza ograniczone możliwości zwiększania wydatków socjalnych bez dalszego zadłużania państwa.
Żółta lampka, o której mówi ekonomista, to ostrzeżenie, że czas na strategiczne decyzje.
Cała rozmowa z gościem „Aktualności dnia” dostępna jest [tutaj].
radiomaryja.pl



