D. Sobków: Dyplomacja to „chore dziecko” polskiej administracji bardzo mocno umocowane w PRL-u

Dariusz Sobków podczas „Polskiego Punktu Widzenia” w TV Trwam zaznaczył, że w polskiej dyplomacji zasiadają potężne klany, m.in. trzecie pokolenie Bolesława Bieruta. Dyplomata wskazał, że powołanie Rady Służby Zagranicznej pozwoliłoby oczyścić administrację z takich osób.

Sejmowa podkomisja chce utworzenia Rady Służby Zagranicznej. Miałaby ona działać przy szefie Ministerstwa Spraw Zagranicznych i opiniować m.in. nawiązanie i rozwiązanie stosunków pracy z dyplomatami oraz urzędnikami zatrudnianymi w centrali resortu czy placówkach dyplomatycznych [czytaj więcej]

Dyplomata podkreślił, że powołanie Rady Służby Zagranicznej jest konieczne, by zreformować polską służbę dyplomatyczną.

– Struktury polskiej dyplomacji są słabym i niewydolnym organizmem – o czym mówią sami pracownicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, np. dyrektor generalny MSZ-u wydał niedawno pismo, w którym napisał, że nawet samych siebie nie potrafimy obsługiwać – jest rozrost administracji wewnętrznej, administracji, która obsługuje tylko resort. Takiemu resortowi trzeba pomóc – wskazał Dariusz Sobków.

Gość TV Trwam akcentował, że dyplomacja to „chore dziecko” polskiej administracji bardzo mocno umocowane w PRL-u.

– Są pewne klany rodzin w dyplomacji, np. Bieruta, których trzecie pokolenia rozrosły się do kilkudziesięciu osób różnych wpływów. To są ogromne klany, których nie da się zmienić, rozładować czy „zasugerować posunięcie się dla przedstawicieli polskiej inteligencji patriotycznej” inaczej, jak poprzez radykalną reformę – zwrócił uwagę ekspert.

Dariusz Sobków mówił, że obecnie na stanowiskach ambasadorów są osoby, które ukończyły moskiewskie szkoły, podczas gdy w Polsce mamy wielu wykształconych Polaków odpowiednio przygotowanych na takie stanowiska.

– W Polsce kilka milionów perfekcyjnie mówi w języku angielskim, francuskim, hiszpańskim – to miliony wykształconych ludzi. A tutaj mamy ludzi, którzy jedyny tytuł magistra dostali w Moskwie. Dlatego ta ustawa mówi, że jeżeli ktoś nie uzyskał tytułu magistra w kraju Unii Europejskiej albo NATO – nie może pracować w MSZ. Chodzi oczywiście o tych moskiewskich ambasadorów – zaznaczył gość „Polskiego Punktu Widzenia”.

Dyplomata na antenie TV Trwam odniósł się także do referendum niepodległościowego przeprowadzonego przez Katalonię.

– Jestem przekonany, że nie będzie żadnej rewolucji, prócz rewolucji medialnej. Tylko 1/3 uprawnionych do głosowania poparła kwestię odłączenia się od reszty terytorium Hiszpanii. 50 proc. osób nie wzięło udziału w referendum. Nawet według przepisów katalońskich to referendum jest nieważne (…). Rząd Hiszpański popełnił duży błąd ingerując tak bardzo w proces wyborczy, który – jeśli chodzi o skutki – nie był aż tak niebezpieczny dla jedności Hiszpanii (…). Należało pozwolić, aby to referendum się odbyło ze względu na wolność wypowiedzi i brak niebezpieczeństwa podziału Hiszpanii – ocenił Dariusz Sobków.

Ruchy separatystyczne pojawiają się w różnych państwa Unii Europejskiej. W Polsce mamy Ruch Autonomii Śląska.

– Jeśli chodzi o mniejszość śląską, to trzeba zwrócić uwagę na dużą ułomność w polskiej konstytucji, która daje mniejszości niemieckiej nieproporcjonalne dwa mandaty – inaczej liczy się głosy ze Śląska, niż całej reszty Polski. W pierwszym rzędzie należałoby domagać się dzisiaj, by w państwie niemieckim przyznano takie same prawa polskiej mniejszości w Niemczech (…). Gdyby ruch separatystyczny na Śląsku czuł się na tyle mocny, że mógłby organizować referenda – to już by dawno to zrobił. Jednak świadomość tego, że Śląsk jest Polski, Polacy przelewali krew po to, by być w Polsce – jest duża i dominująca – podkreślił ekspert.

RIRM

drukuj