fot. flickr.com

Czesław Lang o 72. edycji TdP, polskim kolarstwie i historycznym medalu z Moskwy

„Tour de Pologne to nasza polska narodowa impreza. (…) Organizacyjnie jesteśmy oceniani tak, jak wielkie wyścigi – Tour de France, Giro d’Italia czy Vuelta a Espana” – mówi Czesław Lang, dyrektor generalny TdP. Największy wyścig kolarski w Polsce wystartuje 2 sierpnia z Warszawy.


Zdobył Pan medal Igrzysk Olimpijskich w 1980 roku w Moskwie. Później były medale mistrzostw świata. Co dziś po tylu latach pamięta Pan z tamtego czasu, z tych wielkich, zwycięskich dla Pana wyścigów?

Na pewno te medale były dla mnie wielkim przeżyciem, szczególnie medal olimpijski w Moskwie. Wywalczyłem go indywidualnie w roku 1980. Pamiętam ucieczkę dwóch Rosjan ze mną na jej czele. Stawiano wówczas pytanie: kto i kogo pokona? Jeden Rosjanin nam uciekł. Zostały koszulki biało-czerwona i czerwona. Na finiszu udało mi się wygrać z Rosjaninem o zaledwie kilka centymetrów. Była to na pewno wielka radość dla wszystkich kibiców, mój medal na pewno przeszedł do historii. W pamięci zostają mi również takie wyścigi jak Tour de France, Giro d’ Italia – w którym jechałem wielokrotnie – czy Milano-Sanremo, czyli również zawodowe kolarstwo. To był potężny wysiłek – 21 dni wyścigu, ciężkie góry, szybkie zjazdy, emocje i ciężka praca. Z takich zwycięstw, które zawsze będę darzył wielką sympatią, jest wygrana w Tour de Pologne, który jest naszym narodowym wyścigiem. Jego wygranie było dla mnie wielkim prestiżem.

Do dzisiaj, mimo upływu lat, aktywnie uprawia Pan sport.

Taki sposób na spędzanie wolnego czasu polecałbym wszystkim. Nie ja go wymyśliłem, tylko mądrzy ludzie, którzy mówią, że „w zdrowym ciele, zdrowy duch”. Warto się poruszać, warto, co najmniej pół godziny dziennie przeznaczyć na to, żeby być w jakiejkolwiek formie: czy to przez bieg, czy przez jazdę na rowerze, czy na jakimś szybkim spacerze, siłowni. Chodzi o to, żeby w ten sposób zadbać o swoje zdrowie. Po zakończonej karierze przez prawie dwadzieścia lat nic nie robiłem. Jest to wielka trauma dla każdego sportowca – zakończenie kariery, szczególnie, gdy było się bardzo wysoko na szczycie. Wtedy wszyscy się tobą interesują. Nagle jednak wszystko się urywa i musisz znaleźć sobie coś nowego w życiu. W moim przypadku było tak, że zacząłem od przedstawicielstwa kilku firm, np. od firm rowerowych. Nie dawało mi to satysfakcji i zobaczyłem, że jest nasz narodowy wyścig – Tour de Pologne, którego nikt nie chce robić. Pomyślałem sobie wówczas: „czemu nie zrobić z tego wyścigu imprezy takiej rangi, jak największe wyścigi świata?” Udało nam się to. Po dwudziestu latach należymy do kolarskiej Ligi Mistrzów. Na wyścig przyjeżdżają obecnie najlepsi kolarze świata – jesteśmy tam gdzie Tour de France i Giro d’Italia. Oczywiście jest to inny wyścig – krótszy, ale jesteśmy w tej samej klasie, co najlepsi. Żeby to wszystko zrealizować, trzeba było zająć się pracą. Sport odstawiłem gdzieś na bok. Wówczas automatycznie przybyły kilogramy (nawet ponad 25 kg). Wtedy zaczęły się u mnie problemy ze zdrowiem – migotanie przedsionków, choroba Meniere’a – to wszystko się nawarstwiało. Na szczęście znalazłem pewną klinikę, gdzie oczyszcza się organizm przez jedzenie. Trzeba o nie szczególnie zadbać. Osobiście zostałem weganinem. Odkąd jem produkty ekologiczne, zobaczyłem, że szybciutko dochodzę do zdrowia. Szybko wracam do swojej wagi, prawie zawodniczej. Odzyskałem też kondycję. Bardzo poprawiła się u mnie wydolność organizmu. Wsiadłem na rower! Organizujemy wiele wyścigów, bo oprócz TdP mamy przecież Skandię Maraton Lang Team, Tauron Lang Team Race na rowerach szosowych, niedawno organizowaliśmy mistrzostwa Polski. Przy tych imprezach robimy np. przy dużym TdP wyścigi dla dzieci i młodzieży – Mini TdP. Chcemy wychowywać dzieciaki poprzez sport m.in. Michał Kwiatkowski, który pochodzi z Torunia, startował w takim wyścigu, jest jakby ambasadorem tego wyścigu. Organizujemy też wyścigi dla starszych. Dla takich jak ja sympatyków jazdy na rowerze, dla kibiców. Chodzi o TdP dla amatorów w Bukowinie, gdzie jest do przejechania 38 km, rundą, po której później będą jechać zawodowcy, trzy podjazdy: pod Ząb, pod Ścianę Bukovina i pod samą Bukowinę. Na pewno jest to bardzo fajna inicjatywa, ponieważ – to, co ja widzę – Polacy zaczęli dbać o siebie. Zaczęli się ruszać, biegać, jeździć na rowerach, myślą o tym, by zrobić coś dla swojego organizmu. Jest to bardzo fajne, jest to dla nas jakiś kierunek. Przez organizowanie tych wszystkich imprez udaje mi się to w jakiś sposób promować. Każdego zachęcam do tego, żeby się poruszał i zwrócił uwagę na jedzenie. Myślę, że jest to bardzo ważne, bo zdrowe społeczeństwo to silne społeczeństwo; to ludzie, którzy mają energię. Poza tym, jak ludzie mają swoje pasje, to od razu stają się całkiem inni. Jeżeli ktoś kocha coś robić – cokolwiek, czy to będzie zbieranie znaczków czy jazda na rowerze, jazda na koniu, bieganie – to do wszystkiego podchodzi zupełnie inaczej. Od razu lepiej się żyje.

Miesiąc pozostał do rozpoczęcia pierwszego etapu Tour de Pologne. Jakie ma Pan plany, jeżeli chodzi o tegoroczny wyścig. Czym będzie się on różnił od tych, które oglądaliśmy w ostatnich latach?

W tym roku mamy takie hasło „Łączymy stolice”. Startujemy z Warszawy, a kończymy w Krakowie. Wyruszamy spod Stadionu Narodowego, zaś meta będzie na Placu Teatralnym. Drugi etap jest z Częstochowy do Dąbrowy Górniczej, następnie pojedziemy z Zawiercia do Katowic, z Jaworzna do Nowego Sącza. Potem mamy już etapy typowo górskie: Nowy Sącz – Zakopane, Bukovina – Bukowina. Na koniec odbędzie się czasówka w Krakowie, która kończy cały wyścig. Siedem etapów – trzy etapy górskie, zakończone czasówką.

Czy przy organizowaniu całego TdP przyświeca Panu jakaś patriotyczna idea np. przy określaniu poszczególnych etapów tego wyścigu? Może pokazania kolarzom tego, co mamy w naszym kraju wartościowe?

TdP to nasza polska narodowa impreza. Mieszkałem i ścigałem się przez wiele lat za granicą, 15 lat w Italii – bardzo mi zależało na tym żebyśmy jako Polacy mieli swój narodowy wyścig. Podobnie jak to mają Francuzi, Włosi Hiszpanie. Myślałem sobie, dlaczego musimy wyjeżdżać tylko za granicę i tam wygrywać, a dlaczego to do Polski nie mogą przyjeżdżać inni, żeby coś wygrać i żeby to się liczyło. Doprowadziliśmy do tego, że TdP jest w kolarskiej Lidze Mistrzów, że należy do najważniejszych wyścigów świata i przyjeżdża tutaj siedemnaście zespołów z WordTour, przedstawiciele prawie 50 państw. Retransmisja jest pokazywana w całej Europie, czyli prawie w 60 stacjach, w 20 wersjach językowych. Możemy pokazywać światu Polskę. TdP to oczywiście wielkie emocje sportowe, na finiszach, przy wjazdach pod górę. TdP to jednak również możliwość pokazania Polski w tych wszystkich państwach, podkreślenia, że Polska jest pięknym krajem, rozwija się, a Polacy organizacyjnie nie są w niczym gorsi od Francuzów, Włochów czy Hiszpanów. TdP jest oceniane w specjalnej skali organizacyjnej od 1 do 100. Od wielu lat zdobywamy notę 99,7  czy 99,8 pkt, czyli tyle samo, co wielkie wyścigi – Tour de France, Giro d’Italia czy Vuelta a Espana. To jest bardzo ważne. Po za tym, mieszkając tyle lat w Italii, zawsze mnie bolało, że Włosi nie rozróżniali, że Polska to jest Polska, Czechy są Czechami, a Rosja – Rosją. Dla nich wszystkie te państwa były blokiem wschodnim. Myślę, że tego typu imprezy, też sportowe, pokazują, że Polska jest innym krajem, ma swoją stolicę i kulturę. Sport naprawdę bardzo wpływa na to, żeby promować, pokazywać. Jest jeden region we Włoszech – Trentino, z którym współpracujemy wiele lat. Jest on bardzo mocno związany z naszym papieżem św. Janem Pawłem II, który często odwiedzał ten region. Miejscowi do dzisiaj uwielbiają go i kochają. Stąd też m.in. pojawił się taki pomysł, że siedemdziesiąty, jubileuszowy TdP wystartował z Włoszech pod hasłem: „Z ziemi włoskiej do Polski” – szlakami Jana Pawła II. Prosto z Trentino przyjechaliśmy do Krakowa. Naprawdę widzę, jak to wszystko się zmienia, jak inaczej postrzega się Polaków. W latach 80. w Trentino byliśmy postrzegani jako Ci, co myją szyby w samochodach, pracują w jakichś restauracjach itp. Teraz Polak jest już postrzegany jako klient numer 1. Ponad milion Polaków jeździ na narty do Włoch, jeżdżą na rowerach. Tu widać m.in. jak to wszystko się zmieniło. My pracujemy dalej, bo chyba taką najważniejszą wartością jesteśmy my sami. Bardzo cenią nas za to, że jesteśmy pracowici, mądrzy. To trzeba pilnować i rozwijać. Jeżeli sami siebie nie będziemy promowali, jeżeli sami nie będziemy promowali swoich wartości, to nikt inny za nas tego nie zrobi.

Na świecie coraz bardziej cenią również współczesne polskie kolarstwo. Jak ocenia Pan kondycję kolarstwa w Polsce? Jest przecież Michał Kwiatkowski i Rafał Majka, do czołówki przebija się Przemysław Niemiec, wcześniej był Sylwester Szmyd, który pukał do drzwi pierwszej dwudziestki czołowych wyścigów. Jak ocenia Pan aktualny stan naszego kolarstwa?

Oceniam je bardzo wysoko. Mamy całe zaplecze młodych zawodników. Przede wszystkim Michał Kwiatkowski – mistrz świata i Rafał Majka – zwycięzca TdP. Cała grupa – Paweł Poljański, Łukasz Wiśniowski, już nie mówiąc o bardziej doświadczonych kolarzach jak np. Przemek Niemiec. Myślę, że dobrze się stało, że w kolarstwie sami zawodnicy wyrównali sobie szansę, walcząc z dopingiem. Był taki moment, kiedy niby walka z dopingiem była, ale jednak przymykano oko na niektóre środki. To wypaczało wyniki. Następstwem tego były wielkie problemy z Armstrongiem i z innymi. Teraz jest tzw. paszport biologiczny, czyli każdy zawodnik jest poddawany testom – nawet piętnaście czy więcej razy w roku. Są ścisłe kontrole, jest program ADAMS, według którego każdy zawodnik musi zadeklarować gdzie będzie przybywał w danym momencie, żeby w każdej chwili można go było skontrolować. Widać dzięki temu, jak wyrównały się szanse. Spójrzmy choćby na różnice czasowe między pierwszym a drugim zawodnikiem – to jest kilka sekund. Na przykład w ubiegłym roku Rafał Majka wygrał TdP z przewagą 8 sekund, a do przejechania było ponad 1300 km. Proszę wyobrazić sobie, jak wyrównany jest poziom tych zawodników. Dzięki temu kolarstwo stało się znowu bardzo piękne, nieprzewidywalne. Nowi zawodnicy wchodzą do peletonu i wygrywają. Nie jest to sport cyborgów, ale zwykłych ludzi. W tym wszystkim nasi zawodnicy z Polski bardzo dobrze się odnajdują, ponieważ ten, kto ma talent oraz ciężko pracuje i nikogo nie oszukuje, może wygrywać.

Spotykamy się w campusie akademickim WSKSiM w Toruniu, wobec tego muszę zapytać o wrażenia, jakie towarzyszą Panu podczas tej wizyty – pierwszej na naszej uczelni?

Jestem pod bardzo dużym wrażeniem. Obiekt jest bardzo przestronny, zrobiony z dużym rozmachem., bardzo funkcjonalny. Ale to, co jest najpiękniejsze – taka dobra energia tu panuje, a to jest bardzo ważne. Można mieć przecież najpiękniejsze obiekty, można mieć wszystko, ale jak nie ma dobrej energii i dobrego ducha to człowiek od razu źle się czuje. Tutaj można poczuć się fantastycznie.

Proszę jeszcze na koniec powiedzieć, jak ocenia Pan działalność szkół katolickich w Polsce? Szczególnie chodzi o WSKSiM, która wybiera ideę łączenia nauki z wychowaniem.

Na pewno jest to ogromnie cenne, ponieważ idea wychowania jest bardzo ważna. Jeżeli człowiek tylko się nauczy, a nie jest wychowany, to z tej nauki niewiele wyciągnie. Wychowanie ludzi dobrych, pozytywnych, z pasjami jest bardzo ważne. Właśnie dlatego idea szkół katolickich jest bardzo dobra.

Dziękuję za rozmowę.

 

Sport.RIRM

drukuj